Mleko z 2,40 zł/l do 1,70 zł/l
Jeszcze niedawno mleko sprzedawał po ok. 2,40 zł/l. Dziś dostaje 1,70 zł/l.
– Cena mleka to obecnie 1,70 zł/l. Nie jest to jakaś rewelacja przy kosztach, które ponosimy na produkcję. Cena mleka spadła z 2,40 zł/l do 1,70 zł/l – mówi rolnik, który surowiec odstawia do mleczarni we Włoszczowie.
„Jak się popłaci kredyty i rachunki, to praktycznie nic nie zostaje”
Gospodarstwo obejmuje 40 ha zbóż ozimych, 17 ha kukurydzy i 20 ha użytków zielonych. Produkcja roślinna w całości podporządkowana jest hodowli. Zboże trafia na paszę, a opasy przeznaczane są na remont stada. Ale nawet przy takim modelu gospodarowania sytuacja finansowa jest bardzo trudna.
– Jak się popłaci kredyty i rachunki, to praktycznie nic nie zostaje – mówi wprost rolnik, dodając, że by dziś zaistnieć na rynku, trzeba się rozwijać i inwestować.
– Żeby istnieć na rynku, trzeba się rozwijać. Dzisiaj rolnik bez kredytu jest rzadko spotykany – mów Ptok.
Problem w tym, że przy obecnych cenach spłata zobowiązań staje się coraz większym wyzwaniem.
– Przy obecnych cenach jest ciężko spłacać kredyt. Czasami trzeba pozamieniać rachunki i te mniej ważne przełożyć na kolejny miesiąc, żeby zapłacić ratę kredytu i komornik nie pojawił się na podwórku – podkreśla.
"Nawozy ściągałem z zagranicy"
Rolnik zwraca uwagę na rosnące koszty produkcji, szczególnie nawozów.
– Odczułem podwyżki cen nawozów, bo nie zaopatrzyłem się w nie wcześniej i musiałem zapłacić więcej za nawóz. Do tego występowały problemy z dostępnością. Azot musiałem ściągnąć z zagranicy w cenie 1 600 zł/t – relacjonuje.
Jego zdaniem działania państwa w zakresie obniżek podatków nie pomogły rolnikom.
– Jako VAT-owcy nie odczuliśmy obniżek, bo zrobiono je dla zwykłego konsumenta, a my zapłacimy więcej. To taki chwyt marketingowy przed wyborami – ocenia.
„Na wsi zostałem ja i sąsiad”
Jak mówi Joachim Ptok, zmiany widać nie tylko w ekonomii, ale i w strukturze wsi.
– Dzisiaj rolnictwo pada. Na wiosce kiedyś było więcej rolników. U mnie na wsi zostałem ja i sąsiad – mówi.
Jego zdaniem, młodzi nie chcą przejmować gospodarstw.
– Wieś się wyludnia, dzieci nie widzą przyszłości. Jak są dzieci, które od małego się nauczyły, to zostają w gospodarstwie. To jest może 1/10. Pozostali nie widzą sensu i uciekają z wioski. My mamy następcę, ale nie wiemy, co będzie w przyszłości – dodaje.
„Zwierzęta są ważniejsze niż człowiek”
Rolnik podkreśla, że codzienność w gospodarstwie to ciężka praca bez wytchnienia i bez gwarancji dochodu.
– W hodowli nie jest łatwo. Ktoś pójdzie do pracy i zarobi 5 tys. zł, ale ma je w ręce, a my pieniądze musimy wydać na kredyty i paszę dla zwierząt, żeby je nakarmić, bo są ważniejsze niż człowiek – mówi rolnik, dodając, że o odpoczynku nie ma mowy.
– Na urlop się nie pojedzie, bo szkoda pieniędzy i nie ma czasu – dodaje.
Coraz mniej rolników, coraz mniej protestów
Jak zauważa rolnik, zmienia się także skala protestów rolniczych.
– Rolników jest coraz mniej i siły rolniczej brakuje. Widać to chociażby po tym, jak wyglądały strajki rolnicze 2 lata temu, a jak wyglądają teraz. 2 lata temu mleko było po ok. 3,00 zł/l i było dużo ludzi na protestach. Dzisiaj jest mleko po 1,70 zł/l, a nawet po 1,40 zł/l. Natomiast zboże sprzedajemy poniżej 700 zł/t i nie można zebrać ludzi na protest, żeby pojechali zastrajkować i się odezwać – podkreśla.
Zdaniem rolnika, ludzie nie mają już chęci do protestowania.
– Ludzie nie mają siły i chęci, bo widzą, że władza ma trochę większą siłę niż my – ocenia rolnik.
„Nie ma w tym kraju dobrego gospodarza”
Rolnik nie kryje również rozczarowania sytuacją polityczną.
– Nie widzę szansy na poprawę sytuacji w rolnictwie przy obecnej władzy. Sami nic nie zrobimy, ale walczymy z systemem, jednak wiadomo, że jesteśmy słabi. Minęły 2 lata od wyborów i oni teraz walczą o swoją pozycję i nie widać efektów ich pracy. – mówi.
Rolnik jeszcze ostrzej ocenia sposób zarządzania państwem.
– Nie ma w tym kraju dobrego gospodarza, gdyby był, to by dbał jak o swoje – twierdzi rolnik.
„To jest chore myślenie”
Krytyka Ptoka dotyczy także polityki unijnej.
– Unia miała pomagać wszystkim Europejczykom, a robią w przeciwnym kierunku. Utrudniają nam życie, a pomagają Ukrainie, która nie jest w UE, a idą do niej dopłaty do mleczarstwa i upraw. Z jakiej okazji? To jest chore myślenie – mówi wprost.
„Mózg w maślankę się zamienił”
Na koniec rolnik porusza kwestię odpowiedzialności polityków.
– Ministrowie nie biorą odpowiedzialności za to, co robią. Każdy z nich powinien odpowiadać majątkiem za to, co robi – podkreśla.
W ocenie rolnika, działania obecnie rządzących są przynajmniej dyskusyjne.
– Dopóki tego nie będzie, to oni będą robić, co chcą i rozwalą wszystko. Jakby któregoś z nich postawili przed sądem i kazali odpowiadać za to, co robią, to by się zastanowili, co podpisują, bo teraz to się im chyba mózg w maślankę zamienił – mówi rolnik.
Jego zdaniem, rolnicy zostają dziś z problemami sami.
– Sami nic nie zrobimy. Walczymy z systemem, ale wiadomo, że jesteśmy słabi – podsumowuje Ptok.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
