Żurawie żerują na resztkach pożniwnych kukurydzy
Kamil Skiba jest rolnikiem z woj. świętokrzyskiego. Specjalizuje się w produkcji mleka, a swoje gospodarstwo prowadzi na terenie gminy Słupia Konecka w powiecie koneckim. Jak przyznaje, rolnicy z jego okolic doświadczają niszczycielskiej działalności żurawi, które bezkarnie żerują na łąkach i oziminach, choć nie da się ukryć, że najbardziej smakuje im kukurydza.
W ostatnim czasie rolnik, podczas wywożenia obornika, zaobserwował na polu stado żurawi, które osiadło na pobliskiej działce. Jak przyznaje Skiba, żurawie wyrządzają również szkody w uprawach ozimych oraz łąkach.
– Mają tam jeszcze resztki kukurydzy z tamtego roku i tam sobie żerują, ale jak teraz zaczną się zasiewy, to będą zjadały ziarno na bieżąco – komentuje rolnik.
Dalsza część artykułu pod materiałem WIDEO:
Na żurawie nic nie działa
Z relacji rolnika wynika, że wszystkie metody walki z żurawiami przestały być skuteczne. Nie działają strachy powbijane w pola ani folia czy siatka wiewająca na wietrze.
– Żurawie przyzwyczaiły się do prowizorycznych metod płoszenia. Rozciąganie siatek po balotach, żeby się błyszczały, czy stawianie jakichś strachów przestało działać. Rozciągaliśmy pasy folii i siatek, żeby wiewały na wietrze, ale żurawie żerowały między nimi bez przerwy – wspomina rolnik.
Rolnik: "Żurawie potrafiły wydziobać mi 3 ha kukurydzy"
Jak twierdzi Skiba, żurawie bytujące na jego uprawach w latach poprzednich wyrządzały szkody liczone w hektarach.
– Żurawie potrafiły wydziobać mi nawet 3 ha kukurydzy w zależności od tego, co mieli zasiane sąsiedzi, czy była to kukurydza, czy też nie. Przeważnie kilka hektarów musiałem przesiać – tłumaczy rolnik, dodając, że walki z żurawiami nie ułatwia znajdująca się w pobliżu rzeka Czarna i torfowiska, na których prawdopodobnie gniazdują ptaki.
Rolnicy nie mają skutecznej substancji do zaprawienia kukurydzy
Rolnik nie ukrywa rozgoryczenia faktem, że skuteczne substancje umożliwiające silne zaprawienie kukurydzy i odstraszanie żurawi, zostały wycofane z rynku i niezastąpione równie efektywnymi zamiennikami.
– Od 2020 r. wycofano z użycia Mesurol i nie możemy go używać. Są dostępne inne zaprawy, ale one nie działają. Sam Konit jest za słaby, żeby one go poczuły – tłumaczy rolnik.
W jego ocenie należałoby podjąć działania prewencyjne, żeby móc działać od samego początku, zwłaszcza, że żurawie nie kończą żerowania w kukurydzy na jednym nalocie.
– Żurawie wyrządzają szkody w uprawach od samego zasiewu do fazy dwóch liści, kiedy jeszcze ziarno nie zgniło w pełni. Roślinę wydziobują, odrzucają na bok, a ziarno zjadają, to trwa bardzo długo – dodaje.
Rolnicy potrzebują skutecznych środków do zaprawy ziarna
Skiba mówi wprost, że w obecnej sytuacji Ministerstwo Klimatu i Środowiska powinno podjąć konkretne działania mające na celu dopuszczenie do stosowania substancji, dzięki którym możliwe będzie skuteczne zaprawianie ziarna i odstraszanie żurawi.
– W sprawie żurawi nic się nie dzieje. Brakuje nam jakichkolwiek rozwiązań, żeby im przeciwdziałać. Nie chodzi nam o to, żeby polować na te ptaki, ale żeby można było zastosować jakieś repelenty. Ministerstwo Klimatu i Środowiska powinno szukać takich rozwiązań, jakichś substancji, które będą odstraszać te ptaki i którymi moglibyśmy zaprawiać ziarno, żeby odstraszyć żurawie – komentuje Skiba.
Rolnik ma 25 ha w 30 działkach i jeszcze musi pilnować żurawi?
Rolnik przyznaje, że prowadzenie gospodarstwa w woj. świętokrzyskim nie jest łatwe z uwagi na namnożenie działek o małej powierzchni. Skiba gospodaruje na 25 ha, które podzielone są na ok. 30 działek, a każdy z nich oddalony od gospodarstwa w promieniu 2-3 kilometrów.
– Nie jestem w stanie upilnować tych ptaków. Chyba że doję krowy i słyszę, to ja czy żona pojedziemy samochodem i zatrąbimy, ale one za pół godziny są w tym samym miejscu – wyjaśnia rolnik.
Rolnicy muszą przesiewać pola, bo żurawie niszczą zasiewy
Jak tłumaczy Skiba, na szkody wyrządzone przez żurawie nie ma innej rady, jak przesianie upraw.
– Żaden rolnik nie pozwoli sobie na to, żeby mu 20% działki leżało odłogiem przez cały rok, bo żurawie wydziobały. Chociaż i tak wszystkiego się nigdy nie dopilnuje i nie przesieje, bo człowiek wszystkiego nie zauważy. Potem przy opryskach czy zbiorach się okazuje, że cały kawał jest/był do przesiania – komentuje rolnik.
Rolnik: "Nikt się z nami nie liczy"
Skiba nie kryje rozgoryczenia faktem, że nikt nie liczy się ze zdaniem rolników i stratami, które ponoszą w związku z działalnością dzikiego ptactwa.
– Nikt tego nie liczy, czy ktoś ma siewnik, czy musi zapłacić za usługę i ile kosztuje jego robocizna. Trzeba poświęcić kolejny dzień, żeby pojechać na pole, zlustrować plantację, oszacować straty. Wiadomo, że jak ktoś ma 3 hektary, a żurawie przeszły gdzieś środkiem pola, to nie będzie tego siał na nowo, tylko jeździ i cuduje po tym polu, coś przesiewa. Każdy by wolał usiąść w domu, wypić kawę z żoną albo posiedzieć z dziećmi, niż jeździć i kręcić się po polu – kończy rolnik.
Co z nowelizacją ustawy o ochronie przyrody?
W listopadzie 2025 r. odbyło się wspólne posiedzenie sejmowych komisji ds. rolnictwa oraz ochrony klimatu i środowiska, o czym pisaliśmy TUTAJ. Wówczas doszło do przegłosowania nowego projektu ustawy o ochronie przyrody. Rolnicy liczyli na prawdziwy przełom w sprawie, a poseł Zbigniew Ziejewski wprost stwierdził, że czekali na taką nowelizację od 20 lat. Co tak ucieszyło producentów rolnych?
Przede wszystkim to, że dotychczas rolnicy otrzymywali odszkodowania wyłącznie za szkody powodowane w uprawach przez żubry czy bobry, a dzięki nowelizacji katalog miał zostać rozszerzony o kilka gatunków ptaków, które od lat powodują największe straty nie tylko w uprawach rolniczych, ale również hodowlach ryb.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska zabrało głos w sprawie nowelizacji ustawy o ochronie przyrody, która ma objąć rolników rekompensatami za szkody wyrządzane przez dzikie ptaki. Resort podkreśla konieczność wprowadzenia systemu dopłat lub odszkodowań, jednocześnie wskazując na brak porozumienia z Ministerstwem Rolnictwa i krytycznie oceniając procedowany projekt ustawy, o czym więcej piszemy TUTAJ.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
