Tragiczna noc na Podlasiu
6 stycznia w Mieleszkach na Podlasiu temperatura spadławszystko do –18°C. Dla wielu rodzin był to czas przygotowań do prawosławnej Wigilii. Dla pani Ewy ta data na zawsze pozostanie jednak symbolem tragedii. Tego dnia ogień strawił jej dom. W ciągu 20 minut budynek, który powstał dzięki latom ciężkiej pracy, zamienił się w zgliszcza nie do odbudowania.
Dom zbudowany własnymi rękami
Pani Ewa od kilku lat jest wdową. Po śmierci męża była zmuszona opuścić poprzednie miejsce zamieszkania z powodu nieuregulowanej sytuacji prawnej nieruchomości. Dom, który spłonął, był jej jedynym pewnym miejscem. Nie otrzymała go w spadku ani darowiźnie, ale stworzyła go dzięki własnej pracy i determinacji. A dziś, gdy po budynku został wyłącznie jego szkielet i popiół, kobieta mieszka tymczasowo u znajomych, po drugiej stronie drogi. Codziennie patrzy na miejsce, gdzie jeszcze niedawno stał jej dom.
Rolniczka mimo przeciwności
Rolniczka utrzymuje się z niewielkiej renty rodzinnej po zmarłym mężu. Mimo trudnej sytuacji nie zrezygnowała z pracy na gospodarstwie. Hoduje drób – kaczki, indyki i kury – oraz uprawia warzywa. Rolnictwo nie jest dla niej tylko źródłem utrzymania, ale przede wszystkim częścią życia i pasją, z którą związana jest od lat. W codzienności pani Ewy jest też ktoś, kto nie opuszcza jej ani na krok – pies, który mimo utraty jednej łapy pozostaje jej wiernym towarzyszem. Zwierzę towarzyszy jej wszędzie, jakby wyczuwało, że po tragedii szczególnie potrzebuje bliskości i wsparcia.
Rolnik nie zawsze może poradzić sobie sam
Rolnicy są przyzwyczajeni do trudnych warunków – suszy, mrozów czy spadków cen płodów rolnych. Jednak pożar, który w jednej chwili odbiera cały dorobek życia, jest doświadczeniem, z którym bardzo trudno poradzić sobie samodzielnie. Historia pani Ewy pokazuje, jak krucha potrafi być stabilność gospodarstwa i jak ważna jest solidarność w lokalnych społecznościach. Dlatego uruchomiona została zrzutka, do której link podajemy TUTAJ.
oprac. Agnieszka Sawicka
