”Wszystko zdycha”. Rolnicy alarmują o katastrofie suszyM. Ignaszak
StoryEditorsusza 2026

"Pszenice zwinięte w trąbkę, jare się położyły”. Rolnicy: wszystko zdycha

27.05.2026., 16:10h

„To najgorsza sytuacja, jaką pamiętam” – mówi rolnik z Zachodniopomorskiego. Pola wysychają, rzepaki są likwidowane, a pierwszy raport IUNG nie wykazał tam suszy.

„Wszystko zdycha”. Rolnicy alarmują o katastrofie

Jeszcze kilka tygodni temu rolnicy liczyli, że majowe opady choć częściowo uratują ich uprawy. Dziś mówią jednak, że "wszystko zdycha" i że to "katastrofa". W Zachodniopomorskiem pola zaczynają przypominać środek lipca po wielotygodniowych upałach.

– Zboża jare już się położyły, owies leży. Grochy mają wypaleniska. Pszenice są zwinięte w trąbkę. W rzepaku sytuacja jest jeszcze gorsza – wylicza Mirosław Ignaszak, prezes Zachodniopomorskiej Izby Rolniczej. 

Największą frustrację wywołał pierwszy tegoroczny raport suszowy IUNG. Instytut potwierdził wprawdzie suszę w części upraw i regionów kraju, ale na przykład w województwie zachodniopomorskim problem oficjalnie nie został wykazany. Dla rolników to kompletnie oderwane od rzeczywistości.

– W tej chwili na polach sytuacja wygląda katastrofalnie. Wszystko praktycznie zdycha. Wszystko – podkreśla Ignaszak.

„Susza jest u nas od 2018 roku”

Rolnicy z Pomorza Zachodniego podkreślają, że problem nie pojawił się nagle. Region zmaga się z permanentnym niedoborem wody od kilku lat, a każdy kolejny sezon pogłębia tylko skutki wcześniejszych strat.

– My mamy na terenie powiatów wałeckich suszę non stop od 2018 roku – mówi Ignaszak.

Najgorzej jest dziś w powiatach wałeckim i szczecineckim. Tam sytuacja z tygodnia na tydzień robi się coraz trudniejsza. 

– Rzepaki są wyschnięte. To już jest wiadomo... – dodaje rolnik.

Część ich plantacji została już zlikwidowana, bo dalsze utrzymywanie upraw przestało mieć sens.

Pola wyglądają coraz gorzej. „To nie jest normalna wiosna”

Jeszcze na początku maja do redakcji z całej Polski zaczęły napływać zdjęcia i relacje od gospodarzy, którzy alarmowali, że rośliny praktycznie zatrzymały rozwój. Rzepaki miały słabe systemy korzeniowe, były niskie i przerzedzone, a na wielu polach zaczynała przebijać goła ziemia.

– Tam, gdzie normalnie powinien być gęsty łan, dziś miejscami widać gołą ziemię – mówił rolnik spod Płońska.

Podobnie sytuację opisywał Stanisław Barna z OOPR.

– Rzepak jest w stanie tragicznym. Widać ziemię między roślinami, pędów jest mało.

Rolnicy podkreślają, że problem nie dotyczy już pojedynczych gospodarstw czy słabszych stanowisk. Susza obejmuje ogromne obszary kraju, a wielu gospodarzy zaczyna porównywać obecny sezon do najgorszych lat ostatniej dekady.

– To jest najgorsza sytuacja, jaką ja pamiętam – mówi Ignaszak.

Raport IUNG wywołał ogromne emocje

Tym większe było zaskoczenie po publikacji pierwszego raportu suszowego IUNG obejmującego okres od 21 marca do 20 maja 2026 roku. Instytut potwierdził występowanie suszy rolniczej:

  • w zbożach jarych – w 334 gminach,
  • w zbożach ozimych – w 179 gminach,
  • w truskawkach – w 55 gminach.

Najtrudniejsza sytuacja według raportu występuje głównie w województwach kujawsko-pomorskim, mazowieckim i łódzkim. Problem w tym, że w przypadku rzepaku ozimego IUNG suszy nie wykazał. A w wielu gospodarstwach rzepak został już zaorany albo jest tak słaby, że nici z plonów. Rolnicy pytają, jak można mówić, że suszy nie ma, skoro tysiące hektarów upraw są likwidowane?

Tuż przed publikacją pierwszego raportu suszowego w części regionu Zachodniego Pomorza pojawiły się opady, ale zdaniem rolników nie poprawiły one realnie sytuacji na polach. Deszcz był zbyt mały i zbyt krótki, by odbudować dramatyczny deficyt wody w glebie.

– Spadło chyba 20 kilka milimetrów, ale to był opad, który został na ziemi – mówi Mirosław Ignaszak.

„50 litrów deszczu od początku roku. I my nie mamy suszy?”

Bardzo ostro na raport zareagował Adrian Wawrzyniak z NSZZ RI Solidarność, rolnik z Dolnośląskiego.

– Media mówią o suszy, ministrowie mówią o suszy, a państwowy instytut tego nie widzi (...) 50 litrów w naszym powiecie od początku roku. I my nie mamy suszy? – alarmował. 

Jeżeli IUNG nie stwierdzi suszy w danej uprawie, rolnicy zostają wykluczeni z ewentualnych rekompensat. A to oznacza, że gospodarstwa poniosą gigantyczne straty praktycznie bez wsparcia państwa. 

Rolnicy od dawna krytykują aplikację suszową i cały system monitoringu. Ich zdaniem dane publikowane przez instytut kompletnie rozmijają się z tym, co rzeczywiście dzieje się na polach.

OOPR napisał wprost w mediach społecznościowych, że "Aplikacja suszowa do kosza. Kryteria monitoringu suszy uwidaczniają patologię obecnego systemu oceny."

Zamontowali stacje pomiarowe. Suszy dalej „nie ma”

Szczególnie absurdalnie wygląda sytuacja w Zachodniopomorskiem, gdzie po wcześniejszych sporach dotyczących pomiarów zamontowano dodatkowe stacje monitorujące. Urządzenia stanęły m.in. w powiatach wałeckim, pyrzyckim i choszczeńskim. Miały sprawdzić rzeczywistą wilgotność gleby i zweryfikować działanie systemu.

– U mnie zamontowali to 8 kwietnia – mówi Ignaszak.

Według niego stacje miały potwierdzić to, o czym rolnicy alarmują od miesięcy. Problem w tym, że mimo dodatkowych pomiarów raport nadal nie wykazał suszy.

– Te stacje, które zamontowali u mnie na polu, miały zweryfikować poprawność działania systemu satelitarnego – mówi.

Jak dodaje, jeszcze kilka lat temu rolnikom tłumaczono, że problem wynika z braku odpowiedniej liczby urządzeń pomiarowych.

– Było mówione: nie macie stacji, postawcie stacje. Postawiliśmy największą sieć stacji w Zachodniopomorskiem – zaznacza Ignaszak.

Gleba wyschła do granic

Rolnicy pokazują też konkretne dane dotyczące wilgotności gleby. Jak informuje Ignaszak, na części pól sytuacja wygląda już dramatycznie.

– W tej chwili wilgotność gleby na 40 centymetrach wynosi 7 procent. Kartka papieru ma 8 procent!

To poziom, przy którym rośliny praktycznie przestają normalnie funkcjonować.

Problemem nie jest tylko brak bieżących opadów. Zima na pólnocnym zachodzie kraju była praktycznie bezśnieżna, przez co gleba nie odbudowała zapasów wody po poprzednim sezonie.

– Śniegu nie było. To, co spadło zimą, spłynęło – opisuje rolnik.

Dodatkowo sytuację pogorszyły silne wiatry i wysokie temperatury, które jeszcze szybciej wysuszają pola.

Woda znika z krajobrazu. Co z suszą hydrologiczną?

Rolnicy zwracają też uwagę, że problem nie dotyczy już tylko samych upraw i wierzchniej warstwy gleby. Coraz wyraźniej widać, że zaczyna się susza hydrologiczna, czyli spadek zasobów wody w środowisku, tj. w rowach melioracyjnych, ciekach wodnych i w głębszych warstwach gleby.

W wielu miejscach woda nie utrzymuje się nawet po opadach, a systemy melioracyjne od lat nie pracują tak jak powinny. To nie jest już „brak deszczu na chwilę”, tylko narastający problem strukturalny.

– U nas w urządzeniach melioracyjnych ostatni raz woda płynęła w 2017 roku – alarmuje Mirosław Ignaszak.

Jak podkreślają gospodarze, nawet jeśli lokalnie pojawiają się opady, nie odbudowują one zasobów wodnych w glebie ani w systemach wodnych. Woda szybko spływa lub paruje, a ziemia pozostaje sucha.

Ardanowski: „Po latach tłustych przychodzą lata chude”

O fatalnej sytuacji mówi również były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

– Weszliśmy wiosną z brakiem wody w glebie, więc nasiona, które wysiewamy, nie mają warunków do tego, żeby skiełkować i wzejść – mówił na antenie Radia Wnet.

Były minister ostrzega, że skutki suszy odczuje nie tylko wieś.

– To nie chodzi tylko o interes rolników. To jest szalenie ważne dla całego społeczeństwa.

I podsumowuje: 

– Wszyscy się martwili nadmiarem żywności. A po latach tłustych przychodzą lata chude.

„Dlaczego IUNG nie publikuje suszy?”

Jeszcze ostrzej sytuację komentuje rolnik z Podlasia. Hubert Ojdana w mediach społecznościowych wprost oskarżył system o zamiatanie problemu pod dywan.

– Dlaczego IUNG kłamie? Dlaczego w Polsce oficjalnie nie ma suszy? – pyta.

Według niego instytut jest zależny od ministerstwa, a ogłoszenie suszy oznaczałoby ogromne koszty dla budżetu państwa.

– Ministerstwo Rolnictwa nie ma pieniędzy. To jak możemy oczekiwać, że IUNG będzie nam publikował suszę? – mówi.

Straty mogą być ogromne

Rolnicy przyznają, że wiele gospodarstw już teraz ogranicza koszty, bo dalsze inwestowanie w uprawy przy takiej suszy staje się ryzykowne.

Na części pól zrezygnowano z nawożenia i ochrony roślin. Wielu gospodarzy odpuszcza też uprawy jare. Coraz więcej gospodarstw zaczyna przechodzić na produkcję ekologiczną lub ograniczać areał najbardziej ryzykownych upraw.

Problemy zaczynają dotyczyć również hodowców. Łąki i pastwiska są bardzo słabe, a zielonej masy brakuje już teraz. To oznacza problemy z paszami i kolejne koszty.

Według Ignaszaka obecne straty są już gigantyczne.

– W tej chwili bym powiedział, że 50 procent na pewno mamy do tyłu. Rzepak chyba 70 procent.

Agnieszka Sawicka

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
27. maj 2026 16:22