Nadpodaż surowca
Klasyczne mechanizmy przestały działać. Surowca jest zbyt dużo, a możliwości jego sprzedaży są ograniczone. Coraz większe znaczenie ma ponadto jakość. Odbiorcy wybierają wyłącznie najlepsze partie, a reszta zostaje pominięta. Krótko mówiąc, nie każdy ziemniak znajduje dziś odbiorcę.
Spadki cen
W przypadku odmian przeznaczonych do produkcji frytek, takich jak Innovator czy Markies, ceny spadły do poziomu 1,00–3,50 euro za 100 kilogramów. Jeszcze trudniejsza sytuacja, jak wynika z najnowszych notowań PotatoNL, dotyczy odmian Fontane, Ramos czy Bintje. Ceny sięgają tu zaledwie 1,00–1,50 euro za 100 kilogramów. Maksymalnie producenci mogą oczekiwać 6,00 euro za 100 kilogramów, ale dotyczy to poszczególnych odmian o wysokiej jakości, a sprzedaż wciąż nie jest gwarantowana. W praktyce stawki nie pokrywają nawet podstawowych kosztów produkcji, nie mówiąc o przechowywaniu czy logistyce.
Rolnik dopłaca, żeby oddać ziemniaki
Najbardziej szokujące są jednak przypadki, w których przy próbie sprzedaży ziemniaków pojawiają się wartości ujemne, sięgające nawet –2,50 euro za 100 kilogramów. Niskiej jakości ziemniaki nie mają bowiem wartości rynkowej, ale ich wywóz kosztuje. Transport, załadunek i paliwo generują wydatki, które musi pokryć producent. Jeśli nie znajdzie odbiorcy, który zapłaci choćby symbolicznie, musi dopłacić do tego, żeby ktoś ten towar odebrał. To właśnie dlatego w notowaniach pojawiają się ceny ujemne.
Drogi transport
Sytuację dodatkowo pogarszają wysokie koszty paliwa, które w ostatnim czasie znacząco wzrosły. Globalne napięcia i sytuacja na rynkach surowcowych przełożyły się bezpośrednio na ceny transportu. W przypadku gospodarstw oznacza to jedno – nawet jeśli rolnik znajdzie odbiorcę, koszt dowiezienia ziemniaków przekracza ich wartość. Im dalej trzeba wywieźć towar, tym większa strata.
Rolnicy wolą oddać ziemniaki
W takich realiach wielu producentów podejmuje decyzję, która jeszcze kilka lat temu byłaby nie do pomyślenia. Lepiej oddać ziemniaki, a nawet dopłacić do ich odbioru, niż dalej ponosić koszty przechowywania. Magazynowanie to nie tylko energia, ale też ryzyko pogorszenia jakości. A im gorsza jakość, tym mniejsze szanse na sprzedaż w coraz bardziej selektywnym rynku.
Eksport nie jest ratunkiem
Naturalnym kierunkiem w sytuacji nadwyżek powinien być eksport. Problem w tym, że handel zagraniczny pozostaje bardzo ograniczony. Nadwyżki pozostają na rynku wewnętrznym i dalej naciskają na ceny - eksport jest zbyt mały, aby ustabilizować rynek.
Coraz wyższe wymagania jakościowe na rynku
Obecnie nie wystarczy już wyprodukować ziemniaki. Trzeba jeszcze spełnić coraz wyższe wymagania jakościowe. Tylko najlepszy towar trafia do handlu, reszta jest wypychana poza główny rynek, a część producentów zostaje z niesprzedanym plonem.
Kryzys na rynku ziemniaków
Dzisiejsza sytuacja jest trudna do zaakceptowania z ekonomicznego punktu widzenia. Rolnik inwestuje w produkcję, ponosi koszty przez cały sezon, a na końcu musi dopłacić, żeby pozbyć się towaru. Jeśli się utrzyma, konsekwencje będą nieuniknione. Producenci zaczną ograniczać produkcję lub zmieniać kierunek działalności. Już dziś widać, że obecny model przy takiej nadpodaży przestaje działać. Jedno jest pewne – to nie jest zwykły spadek cen, a sygnał poważnego kryzysu na rynku ziemniaków.
Jakub Dobrosz
