We wtorek 22 września w gmachu Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi odbył się pokaz mody duetu Paprocki&Brzozowski, który wywołał niemałe poruszenie w środowisku rolniczym. Choć resort rolnictwa odpowiedział na zarzuty zdjęciem pojemnika z jabłkami argumentując w ten sposób, że wydarzenie było okazją do promocji polskich produktów, polscy rolnicy nie przyjmują tego tłumaczenia. W ich ocenie siedziba ministerstwa rolnictwa nie powinna stanowić przestrzeni do organizowania tego typu imprez.
Kryzys w rolnictwie i pokaz mody w resorcie rolnictwa
Polskie rolnictwo przechodzi największy od lat kryzys. Rolnicy obawiają się tego, co przyniesie jutro, bo ceny skupu płodów rolnych są niskie, a koszty produkcji rolnej niezmiennie wysokie, każdy z nich ma zobowiązania finansowe i tak naprawdę nie wiedzą, ile jeszcze wytrzymają, jeśli opłacalność nie wzrośnie.
Rolnik: „Nie ma aprobaty dla takich działań”
Głośny pokaz mody w resorcie rolnictwa postanowił skomentować rolnik z Igłowic (woj. opolskie) Krzysztof Piech, który wprost stwierdził, że długo zastanawiał się nad tym, czy w ogóle zabierać głos w sprawie, ale stwierdził, że gdyby tego nie zrobił, wyraziłby zgodę tudzież aprobatę dla tego rodzaju działań.
– Nie ma aprobaty dla takich działań. Nie ma aprobaty dla takiego postępowania przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Gmach wymaga powagi. Nawet jeżeli nie byłoby bezpośredniego związku urzędu z tymi pokazami, to sam gmach ma charakter instytucji – przypomina.
Piech: „W rolnictwie jest naprawdę źle”
W ocenie Piecha podjęcie decyzji o umożliwieniu organizacji pokazu mody w gmachu resortu rolnictwa było dalekie od poprawnego w sytuacji, kiedy polskie rolnictwo i polscy rolnicy są w kryzysie.
– Nie robi się komercyjnych pokazów mody w czasach, kiedy w rolnictwie jest naprawdę źle. Nie można najgorszych kilku lat w rolnictwie kojarzyć z rozpustą. Tutaj się aż nadto jawi konotacja z rewolucją francuską i ze słowami przypisanymi Marii Antoninie, które wypowiedziała krótko przed jej wybuchem: „Jeżeli lud nie ma chleba, to niech je ciastka”. No, słabe to. Bardzo słabe – twierdzi.
Rolnik wszedł w buraki i kapustę w garniturze
Piech jest znany z tego, że za pośrednictwem mediów społecznościowych zaprasza klientów do gospodarstwa po warzywa prosto z pola lub komentuje sytuację w rolnictwie. Tym razem zaskoczył obserwujących strojem, który założył do zbioru buraków i kapusty. Rolnik wystąpił w garniturze, stojąc na polu pełnym czerwonego buraczku. Jak stwierdził, chciał ubrał się modnie, skoro moda przejęła gmach resortu rolnictwa. Całość stylizacji dopełnił natomiast kolorowy krawat, który miał oddać nastrój, zdaniem rolnika, tęczowej atmosfery.
Jak wyjaśnił, to, że stanął na polu z burakiem, a następnie kapustą, nie było przypadkiem.
– Dlaczego pole buraków? Bo cała ta sytuacja kojarzy się z buractwem. Z pola buraków przenosimy się na pole kapusty. Dlaczego? Bo brak właściwej refleksji w tej całej aferze po prostu poraża. Formuła dementi, że ministerstwo nie miało z tym nic wspólnego poza gmachem, kompletnie do nas nie przemawia. To, że nie brali w tym udziału merytoryczni pracownicy ministerstwa, oczywiście, że jest nieprawdą, bo niektórzy dali się sfotografować. Dlaczego kapusta? Z czym się kojarzy kapusta? Jeżeli ktoś nie rozumie problemu, to tak jak buractwo, to i chyba głąby – ocenia.
Piech: „Nie wieszczę żadnej rewolucji”
W ocenie Piecha resort rolnictwa ma podobną percepcję wobec problemów, które dotykają rolników do tej, którą miał Ludwik XVI ze swoją żoną Marią Antoniną przed wybuchem rewolucji francuskiej, niedostrzegający i nierozumiejący skali narastającego niezadowolenia, podczas gdy problemy społeczne i gospodarcze się pogłębiały.
– Nie wieszczę żadnej rewolucji. Ja tylko po prostu próbuję powiedzieć, że to już było. Brak refleksji i ignorancja zawsze mają zły finał. Zastanawiam się, czy na tej taczce jadą oby słuszne buraki – kończy.
Zobacz WIDEO:
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. FB/Krzysztof Piech
