Mirosław Ignaszak, wiceprezes Izby Rolniczej w Szczecinie, nagrał rolkę dotyczącą monitorowania suszy rolniczej. Tym razem zabrał kamerę na pole pszenicy, na którym w trakcie sezonu znajdowały się stacje meteorologiczne.
Pole zostało pozostawione do czasu zbioru. Jak wyjaśnia Ignaszak, miało to związek z prowadzonymi na nim pomiarami przez IUNG oraz planowaną oceną plonu.
– Kosimy pszenicę, tę, na której IUNG miał postawione swoje stacje meteorologiczne – mówi na nagraniu.
Jak dodaje, wcześniej nie można było przeprowadzić zbioru ze względu na warunki pogodowe. Teraz jednak przyszedł czas na koszenie pszenicy.
Rolnik: „Zobaczmy, jak to wygląda”
Rolnik pokazuje miejsce, w którym znajdowała się jedna ze stacji IUNG. Pole z wysuszoną pszenicą.
– Tutaj nawet mamy wygniecione koło. Nawet dołka po sobie nie zasypali – mówi, wskazując ślad po urządzeniu.
Jak twierdzi, na tym konkretnym polu ustawione były trzy mierniki.
– Były trzy na tym polu. No i cóż... wyniki? Wyników nie znamy – mówi.
I właśnie brak informacji o wynikach pomiarów jest jednym z głównych zarzutów rolnika.
„Czy na tym polu była susza?”
Ignaszak stawia pytanie, które – jak wynika z jego relacji – pozostaje dla niego bez jednoznacznej odpowiedzi.
– A moje pytanie: czy na tym polu była susza? Słyszałem, że tak, na tym polu stwierdzono suszę rolniczą. Dziwię się, gdyby miało jej nie być – mówi, wskazując na pszenicę.
Następnie porusza problem, który jego zdaniem pokazuje słabość obecnego systemu monitorowania suszy rolniczej.
– Ja wiem, dlaczego na tym polu nie ma ogłoszonej suszy – relacjonuje rolnik.
– Bo w regionie nie ma suszy. Więc na tym polu też nie ma suszy... Czy to jest normalne? – dodaje.
Stacje miały zweryfikować
W ocenie Ignaszaka sens ustawienia urządzeń na konkretnym polu polegał właśnie na tym, aby można było porównać dane z lokalnego pomiaru z sytuacją określaną dla całego regionu.
– A te stacje miały być postawione po to, żeby zweryfikować to, czy susza w regionie sprawdza się z tą suszą na polu – przekonuje.
Jak twierdzi, rzeczywistość pokazała coś innego.
– Okazało się, że nie. Że jednak całe ich pomiary, całe ich wyniki są błędne i źle prowadzone – mówi.
„Mieli sprawdzić plon”
Rolnik zwraca uwagę, że prowadzone na polu działania nie ograniczały się – według jego relacji – do samego ustawienia urządzeń za setki tysięcy złotych, co podkreśla.
– Jeździli, przyjeżdżali. I co dalej? Mieli sprawdzić plon. Mieli zobaczyć, jak to wszystko wygląda – mówi.
Teraz, gdy pszenica jest już koszona, Ignaszak chce wiedzieć, jakie były wyniki tych obserwacji i pomiarów.
Na nagraniu podkreśla, że sam fakt ustawienia stacji nie daje rolnikowi odpowiedzi, jeśli nie wiadomo, jakie dane zebrano i jaki wyciągnięto z nich wniosek.
Mocny apel do ministra rolnictwa
Na zakończenie Ignaszak zwraca się bezpośrednio do Ministerstwa Rolnictwa i ministra rolnictwa.
– Z tego miejsca apelujemy do Ministerstwa Rolnictwa, do ministra, żeby w końcu skończyć z tą patologią, bo tak dalej być nie może – mówi.
I dodaje: – Nie możemy być poniewierani, nie możemy być niszczeni przez zły system, który niestety się nie sprawdza.
Sprawa jest o tyle istotna, że wynik monitoringu suszy ma dla gospodarstwa konkretne konsekwencje, m.in. przy ubieganiu się o pomoc związaną ze stratami spowodowanymi suszą. Dlatego rolnicy oczekują nie tylko samych pomiarów, ale również jasnej informacji, co z nich wynika dla konkretnej uprawy.
W przypadku pola pokazanego przez Ignaszaka pozostaje więc kilka pytań: jakie wyniki uzyskano z ustawionych na nim stacji, jak oceniono plon oraz dlaczego lokalne obserwacje mają nie przekładać się na oficjalne stwierdzenie suszy?
Agnieszka Sawicka
