Rolnik zasiał 35 ha kukurydzy, a dziki wybrały mu 5 ha
Patryk Zdziarski jest rolnikiem z Płocka (woj. mazowieckie). Wspólnie z rodzicami prowadzi ok. 150 ha gospodarstwo rolne nastawione na hodowlę ok. 200 szt. bydła opasowego i produkcję roślin. Rolnik uprawia zboża, buraki, trawy i przede wszystkim kukurydzę, która stanowi podstawę bazy paszowej dla zwierząt.
Jak przyznaje, nie może powiedzieć, że na siewie i obserwacji wzrastającego łanu kukurydzy, a potem zbiorze satysfakcjonującego plonu w przypadku tej rośliny jego praca się kończy. Rolnik od dnia siewu do dnia zbioru musi liczyć się z tym, że jego uprawy zostaną zdewastowane przez dziką zwierzynę, a przede wszystkim przez dziki.
W tym sezonie zasiał ok. 35 ha kukurydzy, z czego ok. 26 ha na kiszonkę i ok. 9 ha na ziarno, a ok. 5 ha zaraz po siewie wybrały dziki.
– 3 ha byliśmy zmuszeni przesiać sorgo, dlatego że stwierdziliśmy, że skoro dziki wybrały 95% zasiewu kukurydzy na jednym polu, to bezsensowne byłoby powtórne sianie kukurydzy. Myśliwi i tak by tego nie upilnowali, skoro do tej pory nie udało się im tego zrobić – mówi i dodaje, że pozostałe 2 ha zostały wybrane punktowo.
Dziki wybrały kukurydzę, myśliwi wypłacili odszkodowanie
Rolnik przyznaje, że współpraca z miejscowym kołem łowieckim przebiega bez zarzutu, nie ukrywa jednak, że zastanawia się, czy zwierzyny naprawę jest aż tyle, że nie da się jej upilnować.
– W ciągu ostatnich 5-6 lat problem z dziką zwierzyną zdecydowanie się nasilił. W uprawach widać ślady obecności saren, jeleni, a nawet łosi. Widać je już nawet w dzień, przechodzą przez ulicę, a potem chodzą po łąkach i polach. Myśliwi mówią, że jeżdżą i strzelają, ale nie wiem, czy tego jest tak dużo, że już nie da się tego upilnować – tłumaczy.
Zdziarski wspomina, że wiosną pojechał wysiać azot pod trawy i nie miał pod co sypać, bo wszystko zjadły sarny, łosie i jelenie.
– Wiadomo, że to jest zwierzę i też musi żyć, ale co ja mam powiedzieć, jak miałem zasianą trawę na kiszonkę i pojechałem wiosną nawieść ją azotem, patrzę, a tam wszystko wycięte, jakby ktoś kosiarką przejechał – dodaje.
Po tym, jak dziki wybrały kukurydzę, rolnik dogadał się z myśliwymi na wypłacenie ok. 3 tys. zł za 5 ha, które pokryją koszt poniesiony na zakup nasion.
– Mi nie zależy na tym, żeby wyłudzać dopłaty i odszkodowania, bo ja sieję po to, żeby mieć paszę dla zwierząt, a nie po to, żeby dostawać od kogoś jakieś odszkodowania, dlatego dogadaliśmy się w ten sposób – wyjaśnia.
Zobacz też: Musi zrobić 4 opryski na mszycę. A cena buraków ma jeszcze spaść
Dziki wyrządzają szkody w uprawie kukurydzy przez cały sezon
Jak twierdzi rolnik, to nie koniec jego problemów z dzikami na ten rok. W jego ocenie zwierzęta te wyrządzają szkody w uprawie kukurydzy przez cały sezon.
Rolnik spodziewa się, że dziki wkrótce ponownie pojawią się w uprawie kukurydzy. Tym razem w momencie, w którym kukurydza strzeli w kolbę.
– Podejrzewam, że od sierpnia będzie kolejny problem z dzikami w kukurydzy. Będą wchodzić w uprawę, łamać rośliny i wyjadać kolbę – spodziewa się rolnik.
Co więcej, wspomina, że w poprzednim roku dziki zadomowiły się również w uprawach zbóż, takich jak pszenica, pszenżyto czy jęczmień.
– Robiły gniazda, a wiadomo, że jeśli dzik się położy, stratuje i poryje, to nie da się tego zebrać kombajnem – wspomina.
Dziki zjadły 15 tys. Rolnik: „To są duże koszty”
Jak wylicza rolnik, koszt kompleksowego siewu kukurydzy wynosi ok. 2,5 – 3 tys. zł/ha.
– Nasiona kosztują ok. 700 zł, do tego należy doliczyć koszt nawożenia i oprysków, więc w sumie będzie to od 2,5 do 3 tys. zł – wylicza.
Oznacza to, że dziki zjadły mu ok. 15 tys. zł. Rolnik nie ukrywa, że patrząc na sprawę z takiej perspektywy, są to duże koszty, które w następstwie trzeba rekompensować na różne sposoby.
– To są już duże koszty, które później trzeba rozdzielić w gospodarstwie. Albo trzeba liczyć się z tym, że nie zbierze się nic, albo kupić nasiona, w moim przypadku było to sorgo – wyjaśnia.
Jak przyznaje, nie wie, czy zasiew sorgo się uda i jaka będzie wydajność plonu, ale zasianie kukurydzy po raz drugi, byłoby zdecydowanie bardziej kosztowne.
– Nie wiem, co z tego wyjdzie, bo zasiałem sorgo pierwszy raz. Z kolei przesianie kukurydzy nasionami po 700 zł/ha naraziłoby mnie na jeszcze większe koszty, ponieważ dziki i tak pewnie by wróciły i wszystko wybrały. Człowiek się ratuje, bo wiadomo, że nikt nie chce patrzeć na puste pole przyznaje.
Obecnie kukurydza w gospodarstwie Zdziarskiego mierzy ok. 1,3 m. Wbrew suszy rolnik jest zadowolony z uprawy i spodziewa się, że plon będzie zadowalający. Nie wiadomo jednak, ile plonu do jesieni zdążą jeszcze zniszczyć dziki.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
