Przemysław Wójcik o opłacalności uprawy buraka cukrowegoWójcik/Canva
StoryEditorGłos rolnika

Musi zrobić 4 opryski na mszycę. A cena buraków ma jeszcze spaść

18.06.2026., 17:00h

– 10 tys. to jest minimum, które trzeba wydać na każdy hektar uprawy buraka cukrowego, nie licząc dzierżaw – mówi rolnik z Lubelszczyzny Przemysław Wójcik. Jego zdaniem uprawa roślin w obecnych warunkach to prawdziwe wyzwanie, zwłaszcza że środków do ochrony roślin wciąż ubywa.

Szkodniki atakują uprawy buraka cukrowego

Przemysław Wójcik wraz z bratem Sławomirem prowadzi 150 ha gospodarstwo w gm. Głusk (pow. lubelski, woj. lubelskie). Rolnicy uprawiają w sumie 50 ha pszenicy, 30 ha rzepaku, 20 ha buraków, 40 ha kukurydzy, 6 ha łubinu i 4 ha owsa. 

Jak przyznaje Przemysław Wójcik, aktualnie najwięcej pracy mają przy uprawie buraka cukrowego. W związku z wycofaniem z rynku części środków ochrony roślin i zapraw nasion, często muszą wykonywać dodatkowe zabiegi, by walka ze szkodnikiem przynosiła jakikolwiek skutek.

– 10 tys. to jest minimum, które trzeba wydać na każdy hektar uprawy buraka cukrowego, nie licząc dzierżaw. Szkodniki coraz bardziej agresywnie atakują uprawę buraka cukrowego. Przyczyniło się to do zwiększenia nakładów pracy i pieniędzy. Teraz musimy np. wykonać 4 zabiegi na mszycę. Przez ostatnie 2-3 lata borykaliśmy się z nalotami szarka komośnika i musieliśmy wykonywać dodatkowe zabiegi. Wówczas ilość nakładu na uprawę buraka cukrowego wzrosła dwukrotnie, a cena skupu spadła – przyznaje.

Zobacz też: „Z buraka zniknęło mi 700 tys. zł”. Rolnicy alarmują o cenach

W gospodarstwie Wójcików coraz większy problem zaczyna sprawiać również zachwaszczenie, a perspektywa jeszcze większego ograniczenia środków ochrony roślin, nie wróży nic dobrego.

– Na naszych terenach robi się duży problem z zachwaszczeniem, bo u nas sieje się dużo buraków, więc powstają burakochwasty, a je z konwencjonalnych upraw można usunąć jedynie mechanicznie – dodaje.

-8 °C przy gruncie i burak do przesiania

Jak przypomina Wójcik, rolnicy z Lubelszczyzny wciąż borykają się z nalotami szarka komośnika na uprawy buraka cukrowego. Przyznaje jednak, że w jego gospodarstwie w roku 2026 z chrząszczem rozprawił się mróz. 

– W tym roku naloty szarka były minimalne. Było sucho i zimno, a potem wystąpiły przymrozki i szarek wyleciał na kilka dni, a potem po prostu zniknął – przyznaje.

Niestety, mróz który z jednej strony okazał się sprzymierzeńcem, z drugiej przyniósł rolnikom straty. Niskie temperatury doprowadziły do wymarznięcia upraw – w efekcie konieczne okazało się przesiewanie plantacji.

– Buraki w naszym gospodarstwie przemarzły i musieliśmy je przesiać. Było -8 °C przy gruncie i buraki tego nie wytrzymały – dodaje. 

Burak tańszy o 4 euro/t

Z relacji Wójcika wynika, że w Cukrowni Krasnystaw wchodzącej w skład Krajowej Grupy Spożywczej, w której ma zakontraktowane buraki cukrowe, szykują się obniżki cen skupu.

– Zaproponowano nam 32 euro/t na ten rok, ale na przyszły wyjdzie może 28 euro/t – prognozuje.

Rolnik wprost mówi o tym, że opłacalność w rolnictwie jest coraz niższa, zwłaszcza uprawy buraka cukrowego, a usunąć ją z płodozmianu wcale nie jest tak łatwo, dlatego mimo niskich cen, wielu plantatorów decyduje się dokładać do produkcji.

– Gospodarstwa, które zajmują się uprawą roślin i mają płodozmian, nie mogą sobie pozwolić na szybką zmianę kierunku produkcji, dlatego buraki mimo wszystko zostają w wielu gospodarstwach i rolnicy do nich dokładają – dodaje.

Czy ceny buraków będą spadać przez import cukru?

Wójcik zgadza się ze stwierdzeniem, że ceny buraków cukrowych mogą być obniżane z uwagi na kumulację zwiększonego importu cukru do Unii Europejskiej, o czym pisaliśmy m.in. TUTAJ.

– Część naszego cukru trafiała na rynki europejskie, w tym do Grecji. Dzisiaj jednak mamy problem, bo Ukraina sprzedaje cukier po około 40 groszy za kilogram. Przy takich cenach polski producent nie jest w stanie konkurować – u nas za tę kwotę nie da się nawet pokryć kosztów wyprodukowania kilograma cukru. To jeden z powodów, dla których sytuacja polskich plantatorów buraka i cukrowni jest dziś tak trudna – twierdzi.

W jego opinii nie bez znaczenia jest również to, że produkcja cukru poza granicami UE rządzi się swoimi prawami. 

– Producenci mają zupełnie inne zasady niż my. Mogą stosować środki ochrony roślin i substancje, które w UE zostały już dawno wycofane. Dzięki temu ich produkcja jest po prostu tańsza – dodaje.

Firmy nie patrzą, gdzie cukier został wyprodukowany

Jak zauważa Wójcik, polski rolnik musi spełniać coraz więcej wymagań. Musi prowadzić dokumentację, wykonywać badania na pozostałości środków ochrony roślin i stosować tylko dopuszczone preparaty, które często są droższe i mniej skuteczne. Zdaniem rolnika, wielu odbiorców cukru nie patrzy, w jaki sposób został wyprodukowany ani jakimi środkami były chronione uprawy. Najczęściej decyduje tylko cena.

– My produkujemy zgodnie z unijnymi przepisami i ponosimy wyższe koszty, a później musimy konkurować z cukrem wytwarzanym taniej, według innych zasad. To sprawia, że uprawa buraka cukrowego w Polsce staje się coraz mniej opłacalna, a wielu rolników rezygnuje z tej produkcji. Można powiedzieć, że dostajemy rykoszetem za decyzje i przepisy, które nas obowiązują, ale nie dotyczą naszych zagranicznych konkurentów – kończy.

Jak wynika z relacji Wójcika, mimo rosnących kosztów produkcji, presji ze strony szkodników i coraz niższych cen skupu, wielu plantatorów buraka cukrowego nadal decyduje się utrzymywać tę uprawę w płodozmianie. Rolnicy podkreślają jednak, że bez bardziej wyrównanych warunków konkurencji na rynku europejskim oraz skutecznych narzędzi ochrony roślin przyszłość krajowej produkcji buraka cukrowego stoi pod znakiem zapytania. Ich zdaniem dalsze ograniczanie opłacalności może doprowadzić do stopniowego zmniejszania areału tej strategicznej dla polskiego rolnictwa uprawy.

Zobacz też: Miał budować oborę za 8 mln zł. Dziś nie wyklucza, że zamknie gospodarstwo

Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
18. czerwiec 2026 17:02