Najpierw przymrozki, potem susza i upały
Tegoroczna pogoda postawiła przed rolnikami kolejne trudne zadania. Wiosną problemem były przymrozki, a później niedobór opadów i wysokie temperatury.
Prof. Czesław Nowak w rozmowie z Radiem Kraków zwrócił uwagę szczególnie na noc z 29 na 30 kwietnia, kiedy temperatura miejscami spadła do minus 6, a nawet minus 10 stopni Celsjusza.
– To było okropne, szczególnie dla zbóż jarych, ale także dla ogrodnictwa, sadowników i producentów warzyw. Koniec suchego i miejscami mroźnego kwietnia odbija się na rolnictwie do tej pory – mówił ekspert na antenie Radia Kraków.
Później problemem stały się niewielkie opady i wysokie temperatury.
– Coraz trudniej to wytłumaczyć, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę, że skutki suszy i wcześniejszych przymrozków są już faktem – oceniał prof. Nowak.
Nie wszędzie sytuacja jest taka sama
Jak wskazywał profesor, warunki nie są jednakowe w całym kraju. Relatywnie lepiej wygląda sytuacja w Małopolsce i województwie świętokrzyskim.
Znacznie trudniej jest natomiast m.in. na Lubelszczyźnie, Podkarpaciu, w województwie łódzkim, Wielkopolsce oraz części Mazowsza.
Według prof. Nowaka skutki tegorocznej pogody będą widoczne także w zbiorach.
– My w tej części Polski mamy relatywnie mniej źle. Jednocześnie GUS szacuje, że zbiory zbóż, rzepaku i warzyw będą niższe – zaznaczył.
Rolnictwo potrzebuje inwestycji w wodę
Zmieniające się warunki pogodowe oznaczają również konieczność dostosowania gospodarstw. Prof. Nowak wskazywał na znaczenie przechowywania plonów, nawadniania oraz precyzyjnego nawożenia.
– To powinno być nawożenie niemal punktowe, bardzo przemyślane. Inaczej wygląda to w przypadku zbóż, a inaczej przy owocach i warzywach – wyjaśniał.
W rozmowie pojawił się również problem retencji. Zdaniem profesora obecna infrastruktura wodna nie odpowiada potrzebom wynikającym ze zmieniających się warunków.
– Zdecydowanie nie przystaje ona do dzisiejszych potrzeb. Wymaga dużych nakładów i znacznie większej troski, szczególnie o tereny bagienne, które były naturalnymi rezerwuarami wody – podkreślał.
Problemem jest także to, że intensywne opady nie zawsze rozwiązują problem niedoboru wody.
– Mamy miejscowe, bardzo silne opady. To ciągle ten sam paradoks: ulewne deszcze, także w Małopolsce, a później brak wody – mówił prof. Nowak.
Soja i kukurydza coraz ważniejsze
Zmiany pogodowe wpływają również na strukturę upraw. Prof. Nowak wskazał na soję, która jeszcze niedawno była kojarzona przede wszystkim z cieplejszymi regionami.
– Soja zawsze była postrzegana jako roślina południowa, a teraz mój sąsiad mówi o znakomitych zbiorach. Jego soja rzeczywiście wygląda imponująco – relacjonował.
Prof. Nowak wskazał również na rosnące znaczenie kukurydzy uprawianej na ziarno.
Profesor wskazuje orkisz i płaskurkę
Prof. Nowak zwrócił uwagę również na dawne odmiany zbóż. Sam deklaruje, że jest ich zwolennikiem.
– Jako zwolennik dawnych odmian, takich jak orkisz czy płaskurka, wierzę, że również dla nich będzie rynek. – mówił profesor.
Jak zaznaczył, odbiorcami takich produktów mogą być przede wszystkim osoby zainteresowane tradycyjną kuchnią.
– Będą przeznaczone przede wszystkim dla osób, które cenią dawną kuchnię i uważają, że tradycyjne odmiany miały sens – powiedział.
Profesor wymienił również proso, z którego powstaje kasza jaglana.
Nie oznacza to jednak, że dawne odmiany mają zastąpić współczesne zboża. Wypowiedź prof. Nowaka dotyczy przede wszystkim możliwości znalezienia dla nich rynku.
Sandomierka przetrwała w banku genów
Przykładem konkretnego powrotu historycznego zboża jest pszenica sandomierka, o której pisaliśmy w artykule: Znaleźli tylko 130 nasion. Dziś ta legendarna polska pszenica wraca na pola.
Przez stulecia była związana z ziemią sandomierską. Ziarno z okolic Sandomierza spławiano do Gdańska, a stamtąd trafiało na rynki Europy Zachodniej.
– Była pewnego rodzaju złotem tego regionu. Chętnie spławiano ją do Gdańska, a stamtąd trafiała na rynki zachodnie – do Amsterdamu i Londynu. Cieszyła się bardzo dużym powodzeniem – mówił dr Janusz Suszyna.
Z czasem sandomierka zniknęła jednak z pól. Nowoczesne odmiany pszenicy dawały znacznie wyższe plony i pod względem ekonomicznym dawne zboże przestało być konkurencyjne.
Materiał genetyczny sandomierki przetrwał jednak w banku genów w Pradze.
Z 132 nasion udało się odtworzyć odmianę
Materiał był przechowywany w banku genów od 1956 roku. W 2021 roku Fundacja „Sandomierka” otrzymała z Czech 132 nasiona.
– Z tych 132 nasion wykiełkowało tylko około 20 roślin. To jednak wystarczyło, żeby rozpocząć odbudowę całej odmiany – opowiadał dr Suszyna.
Pierwszy wysiew odbył się na niewielkim poletku doświadczalnym. Każda roślina była dokładnie obserwowana, m.in. pod względem wysokości, krzewienia, terminu kłoszenia i innych cech charakterystycznych.
Dziś sandomierka jest uprawiana na około 2 hektarach poletek reprodukcyjnych i doświadczalnych.
Dawna pszenica nie chce ścigać się z nowoczesnymi odmianami
Sandomierka nie ma konkurować z nowoczesnymi odmianami pod względem wysokości plonu.
– Poziom trzech ton z hektara sandomierki był wtedy bardzo dobrym wynikiem. Dzisiaj cztery tony to właściwie maksimum, jakie można z sandomierki uzyskać, podczas gdy współczesne odmiany potrafią plonować nawet na poziomie 10–12 ton – wyjaśniał dr Suszyna.
Dawna pszenica wyróżnia się natomiast innymi cechami. Rośliny mogą osiągać nawet 2 metry wysokości, a podczas obserwacji naukowcy znajdowali egzemplarze, które wytwarzały nawet 20 źdźbeł.
Badania prowadzone wspólnie z Uniwersytetem Przyrodniczym w Lublinie mają również pomóc w zachowaniu czystości genetycznej odmiany.
Sandomierka ma być produktem premium
Twórcy projektu nie zakładają, że dawna pszenica będzie rywalizowała z nowoczesnymi odmianami wielkością plonu.
– Nie chcemy ścigać się z nowoczesnymi odmianami pod względem wydajności. To ma być produkt premium, który obroni się jakością – podkreślał dr Suszyna.
Dotychczasowe badania wykazały m.in. bardzo wysoką zawartość glutenu. Podczas prób przemiału uzyskano 73-procentowy wyciąg mąki.
Z mąki sandomierki przygotowywano już chleby, pierogi, kluski, ciasta i pączki.
Dawne odmiany wracają, ale z inną rolą
Wypowiedź prof. Nowaka i historia sandomierki nie oznaczają, że stare odmiany mają zastąpić współczesne zboża.
Pokazują jednak dwa różne zjawiska. Z jednej strony rolnictwo musi dostosowywać się do suszy, upałów, przymrozków i gwałtownych opadów. Z drugiej – na rynku może znaleźć się miejsce dla zbóż związanych z tradycyjną kuchnią i historią poszczególnych regionów.
Prof. Nowak mówi o możliwości znalezienia rynku dla orkiszu i płaskurki. Sandomierka jest natomiast konkretnym przykładem odmiany, którą udało się odtworzyć z niewielkiej ilości zachowanego materiału genetycznego.
Sandomierka wraca na stoły
Jeżeli tegoroczne zbiory będą udane, jesienią mają powstać większe partie mąki z sandomierki. Premiera produktów planowana jest podczas Święta Młodego Wina w Sandomierzu w listopadzie.
Fundacja „Sandomierka” chce również wprowadzić system certyfikacji materiału siewnego oraz starać się o europejskie oznaczenie jakości.
Historia tej pszenicy pokazuje, że dawne zboże nie musi pozostać wyłącznie muzealną ciekawostką. Po ponad pół wieku od odnalezienia materiału w banku genów sandomierka ponownie może trafić na pola i stoły.
A obok niej – jak mówi prof. Czesław Nowak – swoją szansę mogą mieć również inne dawne zboża, w tym orkisz i płaskurka.
Źródło: Radio Kraków, rozmowa z prof. Czesławem Nowakiem, tygodnik-rolniczy.pl
Oprac. Agnieszka Sawicka
