10 stycznia w Zespole Szkół i Placówek Oświatowych Województwa Łódzkiego w Łowiczu odbyło się Ogólnopolskie Spotkanie Plecionkarzy pod hasłem „Tradycje plecionkarskie – wpis na Listę Reprezentatywną Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego Ludzkości UNESCO. Metodyka ochrony niematerialnego dziedzictwa kulturowego”.
Pierwszy na liście niematerialnego dziedzictwa był kabłącok z Mazowsza
Spotkanie rozpoczęła konferencja prasowa z udziałem Joanny Skrzydlewskiej, marszałek województwa łódzkiego, a konferencję uroczyście otworzyli Agata Wolska – dyrektor zespołu szkół, i Wojciech Świątkowski – prezes Stowarzyszenia Polskich Plecionkarzy, lider reprezentujący centralną część Polski dla wpisu na listę UNESCO.
– Pierwsze wpisy plecionkarstwa na krajowej liście niematerialnego dziedzictwa pojawiły się już w 2017 roku. Był to kosz kabłącok z Mazowsza. Podstawą do myślenia o wpisaniu polskich tradycji plecionkarskich na listę światową stało się wpisanie plecionkarstwa w Polsce na listę krajową niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Od tego momentu zaczęliśmy myśleć, że ta nasza tradycja, która sięga tysiąca lat, chociaż samo plecionkarstwo znane było o wiele wcześniej, może się pojawić na liście światowej – mówił Wojciech Świątkowski.
Jak stare jest polskie plecionkarstwo?
Sama inicjatywa przygotowywania wpisu na listę UNESCO była podzielona na dwa etapy. We wrześniu 2022 roku zaczęto przygotowywać wniosek. W lutym 2024 roku wiceminister kultury Bożena Żelazowska podpisała wniosek i złożono go w imieniu plecionkarzy z Polski w siedzibie UNESCO w Paryżu.
Na pierwszą informację trzeba było czekać półtora roku. Dopiero 10 listopada 2025 roku pojawiła się pierwsza wzmianka o tym, że tradycje plecionkarskie z Polski są rekomendowane przez komisję ewaluacyjną do wpisania na listę UNESCO. I dokonało się to, jak mówi Wojciech Świątkowski, 10 grudnia 2025 roku.
– Stało się to na XX sesji Międzynarodowego Komitetu w New Delhi w Indiach. W towarzystwie blisko stu pięćdziesięciu państw, które są sygnatariuszami konwencji o ochronie niematerialnego dziedzictwa z 2003 roku. Cieszymy się z wpisu, ale przed nami długa droga. Obserwujemy bardzo duże zainteresowanie plecionkarstwem – od 2001 roku w mediach pojawiło się 3500 wpisów na ten temat, z czego ostatnie 500 w ciągu ostatnich sześciu tygodni. Jest duże przyspieszenie w informowaniu o tej tradycji, a za każdym wyrobem stoi człowiek, ludzkie umiejętności, zaangażowanie, chęć przekazywania tej wspaniałej tradycji. Czeka nas długa droga przygotowania gruntu dla kolejnych pokoleń plecionkarzy. Mówię tu też o szkole, w której od dwunastu lat każdy rocznik nie jest nazywany tylko rocznikiem czy kursem, ale pokoleniem. W tysiącletniej historii polskiego plecionkarstwa czterdzieści pokoleń dokonało transmisji tej umiejętności, a dwanaście ostatnich miało okazję skorzystać z wiedzy przekazywanej w Zespole Szkół i Placówek Oświatowych Województwa Łódzkiego – mówił Wojciech Świątkowski.
Najstarsze znalezione plecionki mają około 11,5 tys lat. Na świecie plecionkarstwo przeszło przez ponad czterysta pokoleń.
Kto tak naprawdę wyplata z wikliny?
W zespole szkół w Łowiczu od dwunastu lat bowiem naucza się zawodu koszykarz-plecionkarz. Podczas konferencji wyróżniono go tytułem Marki Regionalnej „Najlepsze z Łódzkiego”.
– My już mówimy, że Łowicz jest stolicą plecionkarstwa (...) Łódzkie jest bardzo różnorodne. I chodzi o tradycje, smaki, ale też innowacje. Jesteśmy bardzo dumni z tego, że plecionkarstwo zostało wpisane na listę UNESCO
– mówiła Małgorzata Grabarczyk, przewodnicząca Sejmiku Województwa Łódzkiego.
Wojciech Świątkowski podczas wystąpienia przypomniał o kilku ośrodkach plecionkarstwa w naszym kraju i o tym, że w zachodniej i południowej Polsce już w drugiej połowie XIX wieku rozpoczęto kierunkowe kształcenie w plecionkarstwie. Słuchacze dowiedzieli się, że wpis na listę dotyczył plecionkarstwa z wikliny, która jest surowcem niemal 90% plecionek. Równolegle występują też surowce naturalne pochodzenia roślinnego, jak korzeń sosny, rogożyna (pałka), korzeń jałowca czy stosowane ostatnio liście kukurydzy, ale też w trendzie jest dziś wyplatanie z materiałów przetworzonych, m.in. papieru.
– We wpis na listę UNESCO bardzo mocno były zaangażowane dwa ośrodki: Nowy Tomyśl i Rudnik nad Sanem. W 2012 roku, kiedy zaczęliśmy o tym myśleć, jeszcze nikt nie wiedział, że w Łowiczu kształcą w zawodzie koszykarz-plecionkarz – mówił Wojciech Świątkowski.
Większość twórców to plecionkarki – 80% osób wykonujących dziś ten zawód to kobiety w wieku 30–60 lat, choć lata temu na fotografiach pojawiali się głównie panowie – mówił prezes Stowarzyszenia Polskich Plecionkarzy.
Bartnictwo to tradycja dwóch krajów
Tradycją stało się już, że kiedy na liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego pojawia się kolejny wpis z Polski, na uroczyste jego ogłoszenie zaprasza się depozytariuszy tradycji wpisanych przed nim. Dlatego na wydarzeniu pojawił się m.in. Janusz Marzewski z Kurpiowskiego Bractwa Bartnego.
– Mieliśmy ten zaszczyt, że nasza tradycja, jaką jest bartnictwo, została wpisana jako druga z Polski na światową listę dziedzictwa (...). Trochę o tym stroju, w którym występuję. To strój strzelca kurpiowskiego. Pochodzi z końca XVIII wieku. Komisja Wojskowa Sejmu Wielkiego stworzyła strzelców kurpiowskich, a ta tradycja potem przeniknęła do regionu (...) Tradycje bartnicze, śmiem twierdzić, też mogą mieć tysiąc lat, z tym udokumentowaniem i ciągłością jest tylko trochę gorzej, bo o ile w plecionkarstwie tradycja przetrwała i jest wiele ośrodków, które mogą się pochwalić jej ciągłością, to bartnictwo miało mniej szczęścia, ponieważ to był archaiczny zawód i potem pszczelarze przejęli całkowicie hodowlę pszczół – mówił Janusz Marzewski, który jest także zawodowym żołnierzem.
Dodał, że komisja podeszła do tematu nietypowo i uznała, że bartnictwo jest tradycją I Rzeczypospolitej, i postanowiła zaangażować do projektu także bartników z Białorusi. Jeden wniosek pisały więc dwa kraje. Janusz Marzewski skarżył się na fakt, że jego stowarzyszenie nie otrzymuje od kilku lat żadnych dotacji z ministerstwa, choć sprawuje ono ochronę nad polskim dziedzictwem wpisanym na listę UNESCO.
Z czego układa się dywany w Spycimierzu?
Na sali sensację wzbudzało dwoje ludzi z najprawdziwszymi sokołami na rękach. Sokolnictwo jest od pięciu lat na liście UNESCO.
– Sokolnictwo jako sztuka polowania z ptakami to był w ogóle jeden z pierwszych wpisów na listę UNESCO. Dokonał się w 2010 roku. My w Polsce niejako dopisaliśmy się do wpisu dokonanego już wcześniej (...). Pojawiamy się z ptakami na płoszeniach, ale to nie jest sens wpisu. Sensem wpisu na listę jest przekazywanie tak trudnej sztuki młodym ludziom. Dlatego, że każdy sokół jest inny – mówił Jarosław Przydacz, leśnik i sokolnik.
Jędrzej Kałużny z Centrum „Spycimierskie Boże Ciało” ze Spycimierza opowiadał o tradycji, która znalazła się na liście UNESCO w 2021 roku, i o roli samorządu w ochronie niematerialnego dziedzictwa.
– Jędrzej wspomniał o tym, że pieniądze z samej góry płyną różnie. Dlatego będę chciał państwa przekonać, że czasami te pieniądze można otrzymać z najbliższych instytucji. (...) Prezentuję tu tradycję kwietnych dywanów na procesję Bożego Ciała w Spycimierzu. To tradycja około dwustuletnia, wywodząca się z ludowego układania dywanów piaskowych, które z czasem stały się dywanami kwiatowymi – mówił Jędrzej Kałużny.
Jaki zwyczaj pretenduje do listy UNESCO?
O tradycji Bożego Ciała w Łowiczu pretendującej do światowej listy powiedziała Katarzyna Skierska-Pięta z Urzędu Miasta w Łowiczu, a o sile współpracy i tym, jak sieciowanie wspiera ochronę i promocję niematerialnego dziedzictwa kulturalnego, opowiadał Andrzej Szoszkiewicz, prezes Stowarzyszenia LOT „Szlak Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego w Polsce”. Natomiast dr hab. Katarzyna Smyk z Uniwersytetu Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie opowiedziała o różnych perspektywach, z których można widzieć niematerialne dziedzictwo, i jak archaiczne czasem zwyczaje niełatwo mieszczą się we współczesnych wymogach.
Konferencję zwieńczył występ Dziecięco-Młodzieżowego Zespołu Ludowego „Koderki”.
Karolina Kasperek
