Innowacyjny Rolnik Chabowscy mają sposób na niskie ceny owocówTomasz Ślęzak
StoryEditorRHD zdaje egzamin

Innowacyjny Rolnik: Chabowscy mają sposób na niskie ceny owoców

05.05.2024., 14:00h
Ewa i Mieczysław Chabowscy prowadzą rodzinne gospodarstwo w Strzelcach Górnych pod Bydgoszczą. Zajmują się przetwarzaniem owoców. Jaki jest sekret ich sukcesu?

Wiele rodzajów marmolady stały się podstawą RHD u Chabowskich 

Symfonia doznań, furia smaku i koncert witamin osadzony w słoiczkach. Przygotowywane mozolnie i cierpliwie powidła – nie tylko ze śliwek, ale również agrestu, czereśni, moreli, winogron czy rabarbaru. To tylko kilka rodzajów wyjątkowych produktów, które Ewa i Mieczysław Chabowscy przetwarzają w rodzinnym gospodarstwie w Strzelcach Górnych pod Bydgoszczą.

Jaka jest historia gospodarstwa Chabowskich?

Ewa i Mieczysław Chabowscy prowadzą 12,5-hektarowe gospodarstwo. Pobliskie Strzelce Dolne słyną z produkcji powideł śliwkowych. Co roku na przełomie sierpnia odbywa się tam Festiwal Śliwki. Mieszkańcy Bydgoszczy tłumnie przyjeżdżają, aby zakupić powidła wytwarzane ze śliwek dojrzewających w promieniach słońca ogrzewającego Dolinę Wisły. Kilka kilometrów dalej znajdują się Strzelce Górne. To tam mieszkają i pracują Chabowscy, którzy opracowali unikatową technologię wytwarzania powideł ze śliwek, wiśni, porzeczki czerwonej i czarnej. Produkują w ilościach towarowych.

Teściowie pierwsze sady zakładali w 1956 roku. Owoce były sprzedawane na lokalnych rynkach w Fordonie [osiedle Bydgoszczy – przyp. red.]. W latach 70. zaczęły powstawać sady towarowe. Dużo ludzi przyjeżdżało do gospodarstw po dobrej jakości owoce. Kupowali, żeby w domach robić przetwory. Sytuacja zmieniła się w latach 90. Powstały duże markety i sprzedaż stanęła. Sytuacja zaczęła się zmieniać 10–15 lat temu. Ludzie zaczęli szukać jedzenia nieprzetworzonego, pozbawionego dodatków i wypełniaczy maskujących fakt, że na 100 g gotowego produktu zużyto znikomą ilość owoców. Wtedy postanowiliśmy, że będziemy nasze owoce przetwarzać i sprzedawać je bezpośrednio z naszego gospodarstwa – wspomina Ewa Chabowska.

Rolniczy handel detaliczny w wykonaniu rolników spod Bydgoszczy

W tamtym czasie rozwój produkcji ich powideł utrudniały przepisy. W przeszłości rolnicy traktowani byli jak przetwórnie i zakłady przemysłowe. Musieli spełniać niemal takie same surowe wymogi sanitarne. Mała skala sprzedaży nie pozwalała pokryć kosztów. Własne przeroby można było sprzedawać wyłącznie w gospodarstwach. Odbywała się więc jedynie sprzedaż przyzagrodowa. Sytuacja zmieniła się w 2017 r. wraz z wprowadzeniem rolniczego handlu detalicznego. W jego ramach możliwe są m.in. przetwórstwo i zbywanie wytworzonej żywności konsumentom finalnym, a także na rzecz zakładów prowadzących handel detaliczny z przeznaczaniem dla konsumenta finalnego, w tym sklepów, restauracji, stołówek i innych placówek o podobnej charakterystyce.

– Gdyby nie RHD, bylibyśmy bankrutami. Kiedy 35 lat temu przychodziłam do męża, agrest kosztował 60 gr. W zeszłym roku przetwórnie płaciły za niego 80 gr. Koniunktura w owocach bywa fatalna. Dla przykładu wtedy wiśnia kosztowała 60–80 gr, a teraz kosztuje 1,5 zł. A przecież niebotycznie przez trzy i pół dekady wzrosły koszty produkcji oraz zbioru. Rolniczy handel detaliczny uratował nas finansowo – mówi Ewa Chabowska.

Na początku produkowali warsztatowo. Smażyli owoce w małym kociołku. Rolniczy handel detaliczny pozwolił jednak zwiększyć skalę produkcji, ponieważ otwarte zostały nowe kanały sprzedaży. Teraz zdobywają klientów na jarmarkach, targowiskach, mają kontakt ze sklepami. Jeżdżą do Poznania, Gdyni, Warszawy. Cenią ich kontrahenci, którzy specjalizują się w sprzedaży żywności o wysokiej jakości. Przetwórstwo owoców to kilkanaście procent produkcji. Resztę surowców sprzedają do chłodni i zakładów owocowych, ale to ważny element w strukturze przychodów gospodarstwa.

Jak wygląda dzień w gospodarstwie Chabowskich?

Powidła smażą się w pięciu kotłach. Do każdego w sezonie trafia 100 kg owoców. W gospodarstwie dzień zaczyna się o 5.00 rano. W zbiorze pomagają kombajny i otrząsarki. Śliwki trzeba przerobić szybko. Do przetwórni trafiają o 10.00. Są myte i drylowane. Dla smaku powideł ważne jest, aby były odpowiednio schłodzone. Walory smakowe zaburzają wilgoć i zbyt intensywne nasłonecznienie. Produkcja powideł została zautomatyzowana. Wiele urządzeń gospodarze opracowali samodzielnie. Powidła muszą się długo smażyć – jakieś 10 godzin. Owoce trzeba w kotłach regularnie mieszać.

– Kotły opalamy gazem. Mamy elektryczne mieszadła. Zrobił je mąż, wzorował się na rozwiązaniach niestosowanych przy smażeniu powideł. Jest bardzo wydajne, nie zdradzę, jak działa. W ciągu dnia zbieramy owoce i kontrolujemy kotły. Gotowe powidła stygną w kotłach do następnego dnia, nabierają wtedy konsystencji i aromatu. Powidła wlewamy do słoików wlewarką i pasteryzujemy – mówi Ewa Chabowska.

Czego nie przerobią, sprzedają do zakładów skupowych. Gospodarstwo sprzedaje też sporo owoców wydrylowanych dla klientów indywidualnych. W sezonie przyjeżdżają po wiśnie na dżemy, kompoty i nalewki. Drylownica ma wydajność około 1,5 ton owoców na godzinę. Chabowscy znaleźli ją na południu kraju. Wyprodukowano ją w latach 80. ubiegłego wieku i wykorzystywano do suszenia śliwek.

Gospodarstwo Chabowskich nagradzane za powidła

Chabowscy zdobywają nagrody w konkursach kulinarnych i festiwalach smaków. Powidła to produkt wyjątkowy. Nie zawiera dodatków ani wypełniaczy. Ze 100 kg owoców powstaje 90–94 słoików o pojemności 340 ml, czyli 30 kg powideł. W Strzelcach Górnych wytwarzane są też powidła wiśniowe z żurawiną, czekoladą, a nawet likierem. W ofercie są też powidła z czereśni, rabarbaru, nektarynki, moreli, winogron czy dyni. Te śliwkowe mogą być z dodatkem: miodu, mięty, krówki, płatków migdałów, cynamonu, skórki pomarańczy czy rumu. Chabowscy robią też owocowe „masła”. W przypadku wiśni owoce w 80% zawierają sok. Podczas smażenia skórki się przypiekają i oddzielany jest miąższ. Wytworzona masa jest następnie przecierana przez sita o różnej gęstości oczek, a następnie studzona przez dobę. Nabiera gęstości i ciemnej barwy. Produkt ma gładką konsystencję.

Masło wiśniowe zostało zgłoszone na Listę produktów tradycyjnych. Produktów oryginalnych w gospodarstwie jest więcej. Gospodyni przerabia też mniszek lekarski.

– Pięćset sztuk kwiatów zalewam litrem wody. Następnie gotuję, dodając cytrynę i pomarańczę. Zostawiam następnie do wystygnięcia. Na drugi dzień przecedzam przez sito, dodaję do litra wody kilogram cukru i ponownie gotuję, tak długo aż masa zacznie się ciągnąć jak miód. Taki syrop ma potem lecznicze właściwości. My go używamy na kaszel. Można dolewać do herbaty albo polać nim twaróg – opowiada Ewa Chabowska.

Wraz z mężem zostali laureatami konkursu Innowacyjny Rolnik Roku. Jego organizatorami jest TPR razem z Europejskim Funduszem Rozwoju Wsi Polskiej. Wręczenie nagród odbyło się podczas Europejskiego Forum Rolniczego w Jasionce. Państwo Chabowscy zwyciężyli w kategorii „Rolniczy handel detaliczny”.

Tomasz Ślęzak

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
15. maj 2024 09:53