Od lewej (u dołu): Stefania Cieślicka, Helena Pietruszka, Barbara Wojewoda, Józefa Krzysztofowicz i Katarzyna Pietruszka. Za paniami stoi Ludwika Cyrana. Panie raczyły nas opowieściami o tym jak żyło się w Sąsiadowicach, co się jadło i jak spędzało wieczoryKarolina Kasperek
StoryEditorWieś i rodzina

Przyjechali z jedną walizką. Tak narodziła się polska wieś Bielkowo

22.08.2026., 13:00h

O żegnaniu na zawsze rodzinnych stron i osiedlaniu się w zupełnie obcym miejscu, bo tak właśnie zawiał wiatr historii, o przywiązaniu do tradycji i świadomości swoich korzeni mówiono niedawno podczas uroczystych obchodów osiemdziesiątej rocznicy przybycia mieszkańców Sąsiadowic na Wołyniu do Bielkowa w gminie Kobylanka, w powiecie stargardzkim.

Ostatnie kilka lat to czas, kiedy społeczności w wielu polskich wsiach świętują okrągłe jubileusze swojego przybycia na nową ziemię z Kresów Wschodnich, z których przymusowo wysiedlano Polaków w latach 1944–1946. W ten sposób do egzystencji w nowych miejscach na tzw. ziemiach odzyskanych zmuszono ponad milion naszych rodaków.

image
80 lat Bielkowa
FOTO: Karolina Kasperek

Prawie wszystkich mieszkańców Sąsiadowic na Wołyniu przesiedlono do wsi Bielkowo

Do wsi i miasteczek w dzisiejszych województwach zachodniopomorskim, lubuskim i dolnośląskim przemieszczały się nie tylko całe rodziny, ale całe wsie. Podobnie stało się z Sąsiadowicami leżącymi na Wołyniu. Mieszkańców Sąsiadowic, z nielicznymi wyjątkami, przesiedlono do wsi Bielkowo, a wówczas – Belkow. Od osiemdziesięciu lat wieś jest polska, ale jej mieszkańcy, dziś już – oprócz kilku osób pamiętających tamten czas – dzieci, wnuki i prawnuki przesiedlonych, pielęgnują pamięć o swoich korzeniach.

image
Wieś i rodzina

Pisanki huculskie jak dzieła sztuki. Ta pasja zaczęła się od babci

Biskup diecezji kijowsko-żytomierskiej opowiadał o potrzebie świadomości swoich korzeni

Obchody jubileuszu rozpoczęły się uroczystą mszą świętą odprawioną z udziałem ks. Piotra Przyborskiego, proboszcza parafii św. Antoniego z Padwy w Kobylance. Kazanie wygłosił biskup ordynariusz diecezji kijowsko-żytomierskiej na Ukrainie Witalij Krywicki, Polak urodzony w Odessie.

– Znamy tę sytuację, kiedy człowiek został pozbawiony swojego domu i przyjechał na te tereny, piękne tereny, ale cały czas żyje tęsknotą, aby powrócić tam, gdzie jest dom, gdzie ziemia ojczysta. Dziś spotkaliśmy się z pewną panią, która opowiadała o swojej przesiedlonej babci. Babcia zmarła w 1991 roku i do śmierci miała pełną walizkę, gotową do powrotu do domu. Kiedy mówimy dziś o walizce, wspominamy czasy, kiedy ludzie mieli kilka godzin na spakowanie się. Wtedy bardzo często brali rzeczy, które były później niepotrzebne, i na odwrót – nie zabierali tych, które były potrzebne. Ale wielu z tych ludzi zabrało ze sobą wiarę w Boga. I kiedy wszystko dookoła się rusza, kiedy człowiek nie ma gdzie się podziać i zadaje pytania „dlaczego”, ten fundament wiary się sprawdza (...) – mówił
biskup.

image
Biskup Witalij Krywicki z gośćmi przed bielkowskim kościołem. Po prawej – ks. Paweł Żurawiński, były proboszcz parafii w Kobylance
FOTO: Karolina Kasperek

Dodał, że można wstawić do wazonu gałązki i one i wypuszczą liście, i zakwitną, ale nie wydadzą owocu. Żeby roślina wydała owoc, potrzebne są jej korzenie. Podobnie jest z człowiekiem. Na nowej ziemi dawało się żyć i „wydawać owoce” dzięki wciąż pielęgnowanej pamięci o korzeniach.

Mieszkańcy Sąsiadowic podróżowali w upale w wagonach na węgiel

Po mszy tuż za murem okalającym kościół odsłonięto tablicę upamiętniającą pierwszych powojennych osadników Bielkowa. Odsłonięcia dokonała Julita Pilecka – wójt gminy Kobylanka – w towarzystwie najstarszych Bielkowian – sześciu kobiet i jednego mężczyzny. Chwilę później mieszkańcy i goście przemieścili się na plac za remizą, na którym odbywała się część artystyczna. Korowód przeszedł przez główną ulicę Bielkowa pośród przypiętych do płotów tablic ze zdjęciami domostw z czasów, kiedy przybywali pierwsi przesiedleńcy. Można było zobaczyć, jak czas zmieniał budynki
i obejścia.

image
80 lat Bielkowa
FOTO: Karolina Kasperek

Bartosz Pietruszka, prowadzący festyn, zaczął od przypomnienia, że historia miejscowości Bielkowo sięga 1183 roku. Uroczystość koncentrowała się jednak w tym roku na ostatnich ośmiu dekadach życia wsi.

– Pierwsi mieszkańcy – jak oni w ogóle trafili w to miejsce? Podróż, niestety, nie była ani prosta, ani komfortowa. Ludzie jechali tutaj w otwartych węglarkach, w tłoku i upale, razem ze zwierzętami, osłaniając się tylko plandekami przed słońcem. Kiedy wysiedli w Gryfinie na suchą trawę, dopadła ich taka plaga komarów, że nie byli nawet w stanie usiedzieć przy ognisku. Dopiero gdy trzech zwiadowców stanęło na wzniesieniu nad Bielkowem, powiedzieli słowa, które zdefiniowały historię tego miejsca, czyli: „tu będziemy mieszkać” (...). Wieś była obca, domy opuszczone, wszędzie było widać ślady wojny (...). Wyjeżdżali przekonani, że opuszczają swoje domy tylko na jakiś czas. Wielu nawet nie rozpakowało swojego dobytku, bo wierzyli, że wkrótce będą mogli wrócić do Sąsiadowic. (...) Pierwsza lalka, jaka w ogóle pojawiła się w Bielkowie, została wymieniona z Niemcami za masło i jajka i bawiły się nią solidarnie wszystkie dzieci z połowy wsi... – mówił Bartosz Pietruszka.

image
OSP Sąsiadowice
FOTO: Archiwum

Uczestnicy obchodów śpiewali stare przyśpiewki, a sołtyska częstowała tortem

Wójt Julita Pilecka mówiła o tym, że nowo przybyłym nie było łatwo, ale poradzili sobie dzięki temu, że byli razem i pielęgnowali tradycje, w tym kulinarne. Zapowiedziała, że uczestnicy będą mogli poznać dosłownie smak dawnych Sąsiadowic. Nie byłoby jednak uroczystości bez pomysłodawczyni, czyli Katarzyny Pisarek – sołtys Bielkowa.

– Osiemdziesiąt lat to nie tylko liczba. To osiemdziesiąt lat ludzkich historii, codziennej pracy, troski o rodzinę, sąsiedzkiej życzliwości i budowania miejsca, które dla wielu z nas jest domem. (...) Niech ten dzień będzie okazją do wspólnego spojrzenia w przeszłość, bo historia jest naszym fundamentem – mówiła sołtyska tuż po odebraniu prezentu od władz gminy.

image
Od lewej: sołtys Katarzyna Pisarek, Mariola Zagrodzka – jedna z mieszkanek Bielkowa i wójt Julita Pilecka
FOTO: Karolina Kasperek

Osiemdziesięciu lat budowania polskiego Bielkowa mieszkańcom gratulował też w imieniu marszałka województwa Marcin Przepióra – wiceprzewodniczący sejmiku województwa. Do gratulacji przyłączyli się też przedstawiciele gminy partnerskiej Kobylanki – Boitzenburg.

Nie byłoby prawdziwych urodzin bez tortu. Kroiły go razem panie wójt i sołtys. Tym, którzy raczyli się już jego smakiem, i tym, którzy jeszcze czekali w długiej kolejce, przedstawicielki zespołu Kalina zaprezentowały owoc wieloletniego kolekcjonowania sąsiadowickich przyśpiewek. Panie zebrały je w śpiewniku pod nazwą „80 lat Bielkowa. Sąsiadowickie melodie śpiewamy z »Kaliną«„. Pierwszy egzemplarz wręczyły pani sołtys.

W Sąsiadowicach w dzisiejszej Ukrainie wciąż żyją Polacy

Na scenę zaproszono ośmioro najstarszych mieszkańców, którym wręczono wydane specjalnie z okazji jubileuszu albumy ze zdjęciami Sąsiadowic i tymi dokumentującymi osiem dekad powojennego Bielkowa. Zdjęcia osadzono w opowieści o obu wsiach. Dwie wystawy zdjęć można było podziwiać także w świetlicy, w której kilka minut później odbył się wykład dr. Pawła Więckowskiego – historyka i wykładowcy Akademii Sztuki Wojennej urodzonego w Kobylance. Licznie zgromadzonym mieszkańcom opowiadał w tym roku o przedwojennej historii Sąsiadowic i powojennych dziejach Bielkowa. Przypomniał, że przesiedleńcy mogli zabrać ze sobą do Bielkowa niewięcej niż dwie tony dobytku. Jednak nie wszyscy wyjechali. W Sąsiadowicach w ukraińskim spisie powszechnym z 2001 roku 21,5% mieszkańców zadeklarowało, że język polski jest ich językiem ojczystym.

image
Rodzina Bieńków przed domem w Sąsiadowicach
FOTO: Archiwum

Najstarsi mieszkańcy opowiadali o smakach dawnych Sąsiadowic i hołubciach z ziemniakami

Pod wiatą można było spotkać biskupa rozmawiającego z najstarszymi mieszkańcami o tym, jak dawniej bywało w Sąsiadowicach.

– Jechało się w otwartych wagonach, węglarkach, około dwóch tygodni. W wagonie było sześć, nawet osiem rodzin. Moja księżniczko, przecież kiedy przyjechaliśmy, to około dwóch miesięcy w ogóle się nie rozpakowywaliśmy! A mama, kiedy piekła chleb, to po upieczeniu trzeba było każdy bochenek przeżegnać – mówił 87-letni Józef Cymerman i dodawał, że przed wojną w ich wsi żyli zgodnie ze sobą Polacy, Ukraińcy i Żydzi.

Wyjaśniał, co to takiego te hołubcie, z których słynęły wołyńskie wioski. Hołubcie to z ukraińska „gołąbki”. Robi się je z farszem z surowego ziemniaka, który zawija się w liście kapusty i piecze w piecu chlebowym. W Sąsiadowicach hołubcie lądowały w nim zaraz po upieczeniu chleba.

image
80 lat Bielkowa
FOTO: Karolina Kasperek

Dzisiejsza kasza jaglana nie smakuje już jak ta przedwojenna

W piknikowej atmosferze mieszkańcy Bielkowa podziwiali wystawę, dyskutowali, wspominali. Namówiliśmy na rozmowę bielkowskie seniorki – 87-letnią Józię ze Szczepułów Krzysztanowicz, 94-letnią Basię z Cieślickich Wojewodę, 84-letnią Helę z Cymermanów Pietruszkę i 86-letnią Ludwikę z Klusów Cyranę. Pytam, co jadły w Sąsiadowicach, że tak młodo wyglądają i tak dobrze się trzymają. Ludwika mówi, że trzeba się modlić i pracować – to recepta.

– Jak sobie przypomnę to jedzenie, to to dziś nie jest takie smaczne. Kasza jaglana na mleku! Była gruba, żółta, pachniała, kiedy się gotowała! Ta dziś to nie kasza. A kapusta jaka była smaczna! – mówiła Ludwika, a Józia dodawała, że dziś nie ma też takiej fasoli, jak w Sąsiadowicach.

image
80 lat Bielkowa
FOTO: Karolina Kasperek

W tej podlwowskiej wsi dużo się śpiewało. Podczas darcia pierza, przędzenia lnu czy kiedy wracało się po całym dniu z pola.

– Kiedy ktoś mijał pole, na którym pracował ktoś inny, krzyczał: „Daj, Boże, szczęście!”. A drugi odkrzykiwał: „Daj, Boże, i wam! Zapłaci wam Pan Bóg i święty Jan!” – wspominała Basia.

image
Rodzina
61-latek oswoił komputer, aby poznać historię rodziny ze wsi pod Lwowem

Do albumu dokumentującego historię Bielkowian wiersz napisała jedna z mieszkanek 

Wszystkie zgodnie uznały, że najważniejsze w życiu są zgoda i miłość, po czym zaczęły śpiewać. Wśród śpiewnikowych utworów był i taki: „Tam na mostku, na zielonym, tam przy olszynie Jaś wygrywał na fujarce swojej dziewczynie, tararara. Dzień dobry ci, moja Kasiu, brudne nogi masz. Dzień dobry ci, mój Jasieńku, a ty w karty grasz. A ja pójdę do jeziora, umyję nogi. A ty przegrasz sto talarów, będziesz ubogi. Choć ja przegram sto talarów, będę ubogi, ciebie, dziewczę, pokochałem, i twoje nogi”.

Przeglądam z sołtyską album. Otwiera go wiersz chcącej pozostać anonimową mieszkanki Bielkowa. Pierwsza zwrotka w czterech skromnych wierszach zawiera wszystko, co w sercach mogli mieć Sąsiadowiczanie, kiedy wysiadali w Gryfinie: „Z Sąsiadowic wiedzie droga okupiona łez strumieniem. Dokąd jadę? Gdzie zamieszkam? Czy życzliwi będą? Nie wiem...”.

Karolina Kasperek

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
22. sierpień 2026 13:02