Dzik z ASF w powiecie piotrkowskim
Walka z ASF-em na terenie powiatu piotrkowskiego, gdzie wraz z początkiem grudnia 2025 wykryto tuszę dzika zakażonego wirusem, wciąż trwa. Rolnicy spotkali się z w urzędzie wojewódzkim m.in. z wojewodą, przedstawicielami inspekcji weterynaryjnej, Dróg Krajowych i Autostrad, myśliwych Lasów Państwowych itd., by omówić dotyczasowe działania podjęte w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się wirusa, które ich zdaniem nie są do końca skuteczne.
Ogrodzenia przeciwko dzikom są nieskuteczne?
Rozmowom prowadzonym między rolnikami a przedstawicielami poszczególnych instytucji towarzyszły ogromne emocje. Hodowcy świń obecni na spotkaniu podkreślali, że boją się o przyszłość swoich gospodarstw z uwagi na istniejące zagrożenie przeniesienia wirusa ASF do utrzymywanych przez nich stad. Rolnicy zwracali szczególną uwagę na prowadzone prace mające na celu budowę 7,5 km ogrodzenia z 25 bramami, dzięki któremu ma być możliwe ograniczenie rozprzestrzeniania się wirusa ASF.
– Małe przejścia są zamknięte, ale te duże dalej są otwarte. Przy praktycznie wszystkich dużych, są jakieś cieki wodne, które ściągają przede wszystkim zwierzęta z gorączką mogące paść tam w pobliżu lub przejść na drugą stronę – sygnalizował jeden z rolników obecnych na spotkaniu.
Głos w sprawie zabrał przedstawiciel Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, który zapewnił hodowców, że proces zamykania przejść wciąż trwa. Obecnie prowadzone są prace mające na celu zamknięcie odcinka A od Tuszyna do Piotrkowa Trybunalskiego Południe, a w kolejnym etapie planowane jest zamknięcie odcinka B. Co więcej, rolnikom wytłumaczono, że z uwagi na zimę możliwość prac przy ogrodzeniu była ograniczona, ale wraz z nadejściem wiosny ma się to zmienić.
Dalsza część artykułu pod materiałem WIDEO:
Ludzie niezwiązani z hodowlą niszczą ogrodzenia
W trakcie dyskusji poruszono również wątek zamykania bram po przejeździe i uszkodzeń w ogrodzeniu. Jeden z rolników przyznał, że kiedy ogłoszono strefę czerwoną osobiście zebrał kolegów, by naprawić przerwaną siatkę.
– Osobiście zorganizowałem ekipę ok. 15 osób. Wszystko tam było porwane, wzięliśmy kłódki i agregat, pospawaliśmy, żeby nie było przejazdu. Jeździłem przez dwa tygodnie, co zamknąłem to było otworzone. Na koniec, jak już nie mogli dać rady bramom, wszystkie siatki były przecięte i zwinięte. Ludzie, którzy nie mają hodowli, nie chcą, żeby to było – opowiadał rolnik obecny na spotkaniu.
Wówczas padła propozycja, by zastanowić się nad postawieniem tablic informacyjnych, by uświadomić użytkowników niezwiązanych z rolnictwem, jakie funkcje pełni ogrodzenie lub zainstalować fotopułapki, w celu identyfikacji osób demontujących.
Terka: "Bariera zapachowa jest skuteczna w 20-30%"
Obecni na spotkaniu rolnicy byli zdania, że dotychczasowe działania podjęte w celu ograniczenia występowania wirusa ASF na terenie powiatu piotrkowskiego są niewystarczające.
– Bariera zapachowa jest skuteczna w 20-30%. Skuteczność odłowni też jest bardzo niska. Unia może nam coś narzucać, ale my możemy według tych przepisów i wytycznych wprowadzać swoje rozwiązania. Czy to robimy? Nie. Chcemy zniszczyć ten ASF w powiecie piotrkowskim czy nie? Mamy dobrą sytuację, bo ASF wystąpił w miejscu, gdzie tereny nie są zurbanizowane – na niewielkim obszarze. Straciliśmy trzy miesiące, bo nie wyciągamy wniosków z nieefektywnych działań. To nie jest wina ani inspekcji weterynaryjnej ani wojewody tylko taki jest klucz przepisów. Spotykamy się z brakiem zdecydowanych działań przez służby, bo zarówno lekarz powiatowy weterynarii, jak i wojewódzki muszą się stosować do wytycznych. Spróbujmy dziś wreszcie poszukać rozwiązań, które nas popchną trochę do przodu – apelował Janusz Terka.
Terka: "Ludzie, miejcie litość nad nami rolnikami"
W ocenie Terki podejmowane działania są nieskuteczne, a ich tempo doprowadzi do tego, że za rok nie będzie z kim i o czym rozmawiać, bo rolnicy zrezygnują z hodowli świń.
– Idzie wiosna, to już nie są miesiące, to są tygodnie i dni na podjęcie decyzji i działań. W maju to możemy sobie iść, nie wiem, gdzie, jeżeli teraz nie zrobimy tego, co do nas należy. Czy ktoś nam jest w stanie zagwarantować, że choroba nie zostanie przeniesiona? Ludzie miejcie litość nad nami rolnikami. Nie róbcie z nas baranów. Jeżeli ktoś mówi, że na terenie nie ma żadnego wilka, który gania za tymi dzikami, to kłamie, bo przecież przyroda rządzi się swoimi prawami. Tak samo jak zima pokazała, że jest zimą i to, że autostrady nie są zabezpieczone, to nie jest wina służb, tylko wina zimy. To, że środki zapachowe nie działają, to też jest wina zimy. To wszystko jest wina zimy i wszystko toczy się w tym kierunku, że jeżeli spotkamy się tu za rok i tak będziemy działać, to przepraszam bardzo, mnie tutaj nie będzie, moja hodowla będzie zlikwidowana – i to nie przez to, że przyjdzie ASF, tylko przez to, że nieskutecznie działamy. Wszyscy wokół ASF-u zarabiają, dostają za swoją pracę wynagrodzenie, a ja co? Ja ponoszę tego konsekwencje. Jeżeli mnie zlikwidują, to z czego będę żył? – pytał rolnik.
Wicewojewoda: "Ogrodzenia terenów to są nasze rozwiązania"
Z Terką nie zgodził się wojewoda, który wyliczył, jakie dotychczas działania zostały podjęte, by przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się wirusa ASF.
– Ogrodzenie terenów to są nasze rozwiązania. Jakbyśmy tego nie wprowadzili, to pewnie byście powiedzieli, dlaczego nie grodzimy terenów. Jeżeli my dzisiaj stawiamy wozy chłodnicze dla dzików, które będą wyłapane, to też jest nasza propozycja, którą wprowadziliśmy. Powiedzieliście, że skutek ogrodzenia przynosi 30%, ale przynosi 30%. Jeżeli dzisiaj wylewamy środki chemiczne, które mają zabezpieczyć przechodzenie choroby i to daje 30%, bo tak wróżki powiedziały, no to daje 30%. Gdybyśmy nie zastosowali tych środków chemicznych, gdybyśmy tego terenu nie ograniczyli, to byście powiedzieli, że nic nie robimy. A robimy i efektem tego jest to, że możemy dziś powiedzieć, że ASF z terenu ograniczonego się nie rozprzestrzenia. Nikt nie powiedział, że każdy ze środków na 100% wyeliminuje chorobę – skomentował wicewojewoda.
Dalsza część artykułu pod materiałem WIDEO:
Co z odstrzałem dzików?
Obecni na spotkaniu rolnicy domagali się umożliwienia odstrzału dzików w strefie żółtej, w której jest on zabroniony. Zgodnie z tym, co powiedziała lekarz weterynarii myśliwi mogą strzelać w 18 obwodach, a jedynie 4 są wyłączone z odstrzału, ponieważ częściowo zachodzą na strefę, a częściowo nie. Co więcej, w strefie postawiono 7 odłowni, w które dotychczas złapano 14 dzików.
– Każdy dzik złapany w strefie jest podejrzany o chorobę. Z tego dzika nie zrobimy już mięsa. Każdy dzik, który jest pozyskany w jakikolwiek sposób w strefie jest utylizowany – zapewniono rolników.
Z przedstawionym stanem rzeczy nie zgodził się obecny na spotkaniu przedstawiciel myśliwych, który wyjaśnił, że w praktyce problem nie dotyczy 4, lecz 7 obwodów łowieckich, ponieważ oprócz czterech całkowicie wyłączonych z polowań, kolejne trzy są wyłączone częściowo (w około 50%), co realnie uniemożliwia prowadzenie skutecznego odstrzału na obszarze około 55 tysięcy hektarów, gdzie działa ponad 400 myśliwych. Podkreślił, że w „żółtej strefie” populacja dzików stale rośnie i w okresie od grudnia do marca możliwe byłoby odstrzelenie 250–350 sztuk, jednak brak zgody na działania powoduje dalsze rozmnażanie się zwierząt i niweczy wysiłki ograniczania ich liczby.
Myśliwi obawiają się, że wiosną dziki wyjdą na pola, zwłaszcza na rzepak i inne uprawy, powodując szkody, których nie będzie można skutecznie ograniczyć, a dodatkowo powstaje problem odpowiedzialności finansowej, bo skoro w wyłączonych obwodach nie mogą prowadzić gospodarki łowieckiej, to pytają, kto będzie szacował i wypłacał odszkodowania rolnikom. Jak wskazują, bez możliwości prowadzenia odstrzału, zostaną obciążeni konsekwencjami rosnącej populacji i szkód, mimo że formalnie pozbawiono ich narzędzi do działania.
Czy wojsko będzie zwalczało dziki w powiecie piotrkowskim?
W trakcie dyskusji pojawił się również zarzut, że istnieje podstawa prawna do wprowadzenia wojska do działań związanych z redukcją populacji dzików. Wskazano na art. 25 ustawy o zarządzaniu kryzysowym, który przewiduje możliwość skierowania przez ministra obrony narodowej, na wniosek wojewody, zadaniowego zgrupowania żołnierzy posiadających uprawnienia do wykonywania polowania, jeżeli użycie innych sił i środków jest niemożliwe lub niewystarczające.
W odpowiedzi lekarz weterynarii wyjaśniła, że taki przepis rzeczywiście istnieje, choć wcześniej nie wybrzmiał, ponieważ nie została dopuszczona do głosu i podkreśliła, że obecnie wspólnie z wojewodą pracuje nad przygotowaniem wniosku do ministra obrony narodowej w sprawie uruchomienia takiego rozwiązania.
Dalsza część artykułu pod materiałem WIDEO:
Co będzie dalej z ASF w powiecie piotrkowskim?
Myśliwi i rolnicy podkreślali, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Zdaniem myśliwych wirus jest już poza obszarem, który ma obejmować 7,5-kilometrowe ogrodzenie, dziki przemieszczają się dalej na zachód, a zbliżająca się wiosna i ewentualny zakaz polowań na kilka miesięcy mogą doprowadzić do gwałtownego wzrostu populacji oraz szkód w uprawach. Dlatego uważają, że obecny moment, gdy pola są jeszcze „gołe”, to ostatnia realna szansa na skuteczną redukcję.
Natomiast w ocenie wojewody i lekarza weterynarii działania są podejmowane natychmiast, a koncepcja ogrodzenia, którego zastosowanie ma być długoterminowe, jest jak najbardziej zasadna. Zakończenie spotkania było równie dynamiczne, co jego początek. Ważne decyzje jednak nie zapadły, pojawiły się głosy o kolejnych spotkaniach i przesłaniu wniosków z przeprowadzonej dyskusji do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, a brakującym elementem, bez którego zdaniem rolników i myśliwych nie będzie możliwa skuteczna walka z ASF pozostał zakaz odstrzały dzików w strefie.
oprac. Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz na podst. FB/Solidarność Rolników Piotrków
