Danuta i Gerard GrylewiczowieDominika Stancelewska
StoryEditorZwierzęta

130 tys. kurczaków w jednym cyklu. Bez komputera ta ferma by nie ruszyła

22.06.2026., 14:40h

W pełni zautomatyzowana ferma brojlerów Danuty i Gerarda Grylewiczów w powiecie szamotulskim, w gminie Pniewy w Wielkopolsce opiera się na precyzyjnym zarządzaniu mikroklimatem, żywieniem oraz zdrowotnością stada. W systemie obejmującym około 130 tys. sztuk w cyklu każdy parametr środowiskowy i żywieniowy jest decydujący dla efektywności tuczu.

Każdy kurnik wyposażony jest w automatyczny system zadawania paszy (linie paszowe z czujnikami poziomu), system pojenia oparty na liniach poideł smoczkowych z regulacją wysokości, wentylację mechaniczną sterowaną komputerowo, system ogrzewania (nagrzewnice olejowe z komorą zamkniętą), oświetlenie LED z możliwością regulacji natężenia i programu świetlnego, centralny komputer zarządzający produkcją.

– Dziś bez automatyki nie da się prowadzić efektywnej produkcji. Każdy parametr, jak temperatura, wilgotność, poziom CO₂ muszą być pod kontrolą. To bezpośrednio przekłada się na wyniki produkcyjne – zaznacza właściciel.

Utrzymanie właściwego mikroklimatu ma kluczowe znaczenie dla tempa wzrostu brojlerów, wykorzystania paszy i zdrowotności stada. System łączy wentylację kominową i tunelową ze sterowanymi automatycznie wlotami powietrza oraz wentylatorami, co pozwala dostosować wentylację do warunków sezonowych. W okresie letnim w kurnikach wykorzystywane są dodatkowo systemy chłodzenia, takie jak zraszanie (mgiełka wodna sterowana komputerowo), które ogranicza stres cieplny.

image
Brojler, ze względu na krótki przewód pokarmowy i szybki pasaż treści, jest wyjątkowo wrażliwy na błędy żywieniowe
FOTO: Dominika Stancelewska

– Alternatywą są systemy typu Pad-cooling, które znacząco obniżają temperaturę powietrza. Taki system schładzania jest oparty na nasączonych wodą papierowych panelach rozmieszczonych w dwóch liniach i umiejscowionych przed dużymi klapami powietrza. Powietrze jest zasysane przez panele, a następnie schładzane na zasadzie zmiany stanu skupienia cieczy w parę. Współdziała ściśle z wentylacją tunelową. Rozważamy ich zastosowanie – twierdzą gospodarze.

Pisklę musi znaleźć paszę w ciągu kilku godzin

– Standardowo realizujemy sześć rzutów w roku. Każdy cykl trwa około sześciu tygodni, a następnie mamy 2–3-tygodniową przerwę technologiczną. W jednym kurniku obsada wynosi od 30 do 40 tys. sztuk, a zasiedlenie obiektu odbywa się w ciągu jednego dnia zgodnie z zasadą „cała ferma pełna–cała ferma pusta”. Kupujemy pisklęta linii Ross 308 – opowiada Gerard Grylewicz.

image
Pisklęta przemieszczając się po biodegradowalnym papierze szybko lokalizują paszę i wodę
FOTO: Danuta Jaskółka-grylewicz

Kluczowe znaczenie ma szybkie rozpoczęcie pobierania paszy i wody przez pisklęta, ponieważ opóźnienia w tym zakresie prowadzą do zaburzeń rozwoju kosmków jelitowych i pogorszenia wykorzystania paszy. Grylewiczowie w pierwszych dniach odchowu stosują specjalny biodegradowalny papier, który rozkładają wzdłuż linii pojenia, a następnie wysypują na niego paszę. Materiał ulega szybkiemu rozkładowi w ściółce, nie pozostawiając trwałych zanieczyszczeń. Jego funkcją jest stymulowanie naturalnej ciekawości piskląt.

– Młode ptaki, przemieszczając się po kontrastowej powierzchni, szybko lokalizują paszę i jednocześnie uczą się, gdzie znajduje się woda. Metoda ta znacząco skraca czas adaptacji piskląt, poprawia wyrównanie stada oraz ogranicza straty wynikające z odwodnienia i niedożywienia w pierwszych dobach życia – tłumaczy Danuta Jaskółka-Grylewicz.

Brojlery osiągają masę ponad czterokrotnie większą już w pierwszym tygodniu życia, co czyni je jednymi z najszybciej rosnących zwierząt.

– Obecnie w 5. tygodniu uzyskujemy masę około 2,5 kg. Sprzedajemy głównie ptaki o masie ciała 2,8–3,0 kg, około 20% stanowią brojlery o masie od 2,3 do 2,5 kg, gdyż jest zapotrzebowanie na mniejsze sztuki. To rynek i odbiorcy dyktują, jak ciężkie brojlery sprzedajemy, a to zmieniało się na przestrzeni lat – mówią gospodarze.

image
W kurnikach zainstalowano systemy umożliwiające precyzyjne zarządzanie mikroklimatem
FOTO: Dominika Stancelewska

Produkcja drobiu w warunkach zagrożeń epizootycznych

– Naszym celem jest minimalizacja użycia leków i utrzymanie wysokiego statusu zdrowotnego stada. Stawiamy na bioasekurację, dlatego stosujemy odzież ochronną, dezynfekcję rąk i obuwia, maty dezynfekcyjne oraz ścisłą kontrolę ruchu osób. Mamy własną ekipę do chwytania ptaków, aby ograniczyć ryzyko zawleczenia patogenów – tłumaczy Gerard Grylewicz.

Przerwa technologiczna trwa od dwóch do trzech tygodni i obejmuje usunięcie obornika, mycie wysokociśnieniowe z użyciem aktywnej piany, dezynfekcję oraz ewentualne naprawy i prace serwisowe. Słoma stosowana jako ściółka jest wprowadzana jednorazowo i przygotowywana przed zasiedleniem – poddawana gazowaniu (fumigacji) w ramach dezynfekcji. Po rozpoczęciu cyklu nie wprowadza się już nowych materiałów z zewnątrz, aby ograniczyć ryzyko chorób.

W strukturze kosztów dominującą pozycję stanowi pasza (około 60%), następnie pisklęta (około 20%) oraz pozostałe koszty, w tym energia, opieka weterynaryjna, praca (również około 20%). Zysk może wynosić od kilku groszy do ponad złotówki na kilogramie żywca, ale zdarzają się również okresy strat. W ostatnich latach producenci drobiu musieli zmierzyć się z dużą zmiennością cen oraz rosnącymi wymaganiami rynku.

– Koszty energii i ogrzewania znacząco wzrosły. Do tego dochodzą wymagania środowiskowe i inwestycje w modernizację. W tej branży liczy się stabilność, powtarzalność wyników. Jednorazowy dobry wynik to za mało – podkreślają nasi rozmówcy.

Dominika Stancelewska

Więcej o fermie Grylewiczów oraz o produkcji drobiarskiej w Polsce przeczytasz w publikacji „Polski drób” dostępnej na agrarsklep.pl

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
22. czerwiec 2026 15:05