Bogusław Prałat wraz z żoną Kamilą prowadzą w Nowej Wsi, w gminie Rydzyna, w powiecie leszczyńskim gospodarstwo przejęte po rodzicach gospodarza. Już wcześniej zajmowali się produkcją trzody chlewnej, jednak rolnik postanowił zainwestować w nowe chlewnie, zwiększyć pogłowie loch i zająć się produkcją loszek wysokiej jakości. Jest też prezesem Polskiego Związku Niezależnych Producentów Świń, którego celem jest obrona interesów rolników.
Nowo otwarta chlewnia dla loch pozwoli na utrzymanie około 750 loch i nie jest pojedynczym obiektem, lecz elementem całego systemu produkcji, który obejmuje już kilka budynków. Kluczowym elementem w nowej porodówce są kojce o zwiększonej powierzchni z otwieranym jarzmem. Mają wymiary 2,5 × 2,5 m, co daje powierzchnię 6,25 m². To wyraźnie więcej niż w standardowych systemach. Konstrukcja została zaprojektowana tak, aby umożliwić czasowe utrzymanie lochy w jarzmie, a następnie jego otwarcie po kilku dniach od porodu.
– Między piątym a siódmym dniem po porodzie planujemy otwierać jarzma, aby lochy mogły swobodnie się poruszać. To rozwiązanie jest już sprawdzone w dużych duńskich fermach – mówi Bogusław Prałat.
Drewno w chlewni – odważna decyzja
Jednym z najbardziej nietypowych rozwiązań jest drewniana konstrukcja budynku. Choć dla wielu może to być zaskoczeniem, inwestor nie ma wątpliwości co do jej trwałości. Dodatkowo elementy stalowe są odpowiednio zabezpieczone (ocynk, stal kwasoodporna), a konstrukcja została zaprojektowana tak, aby ograniczyć działanie amoniaku.
– To jedyny taki budynek w Polsce, ale uważam, że za 10 lat to będzie standard. Ściany składają się z wewnętrznej deski grodzeniowej o grubości 14,5 cm, od wewnątrz pokryte są płytą o grubości 3,5 cm, a na zewnątrz 8 cm. Pomiędzy nimi są jeszcze przestrzenie powietrzne. Taka konstrukcja zapewnia dobrą izolację i korzystny mikroklimat. Dodatkowym atutem jest trwałość – elementy wewnętrzne łatwo utrzymać w czystości, a po myciu wyglądają jak nowe – ocenia rolnik.
Ferma budowana etapami
Jak opowiada gospodarz, pierwsze kluczowe inwestycje w gospodarstwie ruszyły w 2016 roku. Powstał wówczas nowoczesny, w pełni zautomatyzowany budynek dla 250 loch, w którym odbywa się także odchów prosiąt. Kolejne lata przynosiły dalszą rozbudowę. Najpierw powstała loszkarnia, później tuczarnia i biogazownia. Teraz do systemu dołączyła nowa chlewnia z kolejnymi porodówkami dla loch i odchowalnią prosiąt. Całość została zaprojektowana jako jeden ciąg technologiczny. Budynki połączono korytarzami. Chodzi o względy bioasekuracji, aby nie przepędzać zwierząt na zewnątrz oraz ich nie przewozić. Na teren posesji nie mogą też wjeżdżać samochody odbierające zwierzęta czy dostarczające paszę. Silosy znajdują się przy ogrodzeniu i są napełniane za pomocą rury tłoczącej z paszowozu znajdującego się poza ogrodzeniem.
Podstawą funkcjonowania fermy jest obecnie cykl trzytygodniowy. Jednak już na etapie projektowania przewidziano możliwość przejścia na system tygodniowy.
– Mamy wszystko przygotowane, żeby w każdej chwili przejść na tygodniówkę. Na razie jednak decydują względy organizacyjne i przyzwyczajenie pracowników. Nowy budynek obejmuje cztery sektory porodowe, dwa sektory odchowalni prosiąt, sektor loch prośnych ze stacjami żywienia oraz wydzieloną część do krycia loszek. Docelowo jednorazowo może się prosić ponad 100 loch – wyjaśnia Bogusław Prałat.
Precyzyjne żywienie loch
W porodówce zastosowano sterowany komputerowo system automatycznego żywienia loch Easy Slider firmy Big Dutchman, który umożliwia podawanie małych, częstych porcji paszy, ograniczenie strat paszy, lepsze dopasowanie żywienia do produkcyjności lochy i rozkarmianie macior po porodzie.
Indywidualne żywienie zastosowano także w sektorze loch prośnych, ale tam wykorzystano stacje żywienia. Jedna obsługuje od 50 do 60 loch. Zwierzęta dzielone są według kondycji, co pozwala lepiej kontrolować stado utrzymywane w dużych grupach, do których lochy trafiają praktycznie od razu po kryciu. To rozwiązanie, inspirowane praktyką zachodnioeuropejską, ogranicza potrzebę utrzymywania rozbudowanych sektorów krycia i poprawia wykorzystanie powierzchni.
– Nie widzę różnicy w skuteczności krycia, a kondycja zwierząt jest bardzo dobra – podkreśla gospodarz.
Ciepło i prąd na potrzeby gospodarstwa
Bogusław Prałat zdecydował się też około pięciu lat temu na budowę mikrobiogazowni o mocy 44 kW. Wtedy nie było żadnych dofinansowań i taka instalacja kosztowała 1,5 mln zł netto.
– Instalacja pracuje tylko w oparciu o gnojowicę pochodzącą z chlewni. Dziennie do biogazowni trafia około 30 m³ substratu, co zapewnia stabilną produkcję biogazu. System wyposażony jest w dwa silniki i dwie prądnice o mocy 22 kW każda. Kluczowym elementem jest również zbiornik pośredni, do którego trafia gnojowica, a następnie kierowana jest do fermentacji – opowiada.
Największą zaletą mikrobiogazowni w gospodarstwie Prałata jest pełne wykorzystanie energii na potrzeby własne. Produkcja energii elektrycznej wynosi około 300 MWh rocznie, przy czym znaczna jej część zużywana jest bezpośrednio w gospodarstwie. Jeszcze większe znaczenie ma energia cieplna.
– Z tej instalacji ciepło mi wystarczało na wszystkie budynki i przez ostatnie 3 lata nie musiałem w ogóle włączać zimą pieca. Wszystko było ogrzewane z biogazowni. W praktyce oznacza to całkowite uniezależnienie się od tradycyjnych źródeł ogrzewania przez większą część roku. Wcześniej zużywałem około 50 ton węgla rocznie. Obecnie piec pełni jedynie funkcję awaryjną – relacjonuje rolnik.
Dlaczego przy chlewni powstanie druga biogazownia
Istotnym elementem funkcjonowania instalacji jest wykorzystanie pofermentu jako nawozu. W gospodarstwie Prałata całkowicie zrezygnowano z zakupu nawozów mineralnych. Poferment sprawdza się bowiem bardzo dobrze, a nawet lepiej niż nawozy sztuczne. Dodatkową zaletą jest możliwość aplikacji nawozu przez cały rok oraz znaczne ograniczenie uciążliwości zapachowej. Poferment jest mniej intensywny zapachowo niż surowa gnojowica, co ma duże znaczenie w relacjach z sąsiadami.
Eksploatacja biogazowni wymaga systematycznego, ale nieuciążliwego czasowo, nadzoru i nie odciąga hodowcy od podstawowych zajęć. Jak podkreśla właściciel, instalacja to w praktyce hodowla żywych organizmów, czyli bakterii, która musi być odpowiednio prowadzona. Problemy mogą pojawić się m.in. przy chwilowych zaniedbaniach prowadzących do zaburzenia temperatury fermentacji, braku gnojowicy czy przy niewłaściwym mieszaniu wsadu. Generalnie praca biogazowni jest stabilna. Rozwój produkcji trzody chlewnej w gospodarstwie jest bezpośrednim impulsem do decyzji o budowie drugiej instalacji.
– Wybudowałem nową chlewnię i będziemy mieli więcej gnojowicy, więc uważam, że bez problemu dwie instalacje będą pracować. Ta jedna nie wystarczy już na ogrzanie wszystkich budynków. Nowa biogazownia będzie mieć podobną moc – zapowiada gospodarz.
Jak wskazuje Adam Orzech, prezes firmy Naturalna Energia.plus, koszt mikrobiogazowni obecnie jest wyższy niż kilka lat temu i wynosi około 2–3 mln zł, w zależności od konfiguracji. Jednocześnie dostępne są bardzo korzystne mechanizmy wsparcia.
– W programie „Energia dla wsi” można uzyskać 65% dotacji do inwestycji, a pozostałe 35% sfinansować preferencyjnym kredytem. W praktyce można zrealizować inwestycję bez angażowania własnych środków. Dodatkowo funkcjonuje system taryf gwarantowanych, w ramach którego energia sprzedawana jest po stałej cenie przez 15 lat waloryzowanej o inflację. Obecnie jest to około 1000 zł za MWh, co zapewnia stabilny przychód – wyjaśniał Adam Orzech.
Dla kogo mikrobiogazownia?
Instalacje o mocy do 50 kW mają szczególną przewagę – nie wymagają pozwolenia na budowę ani decyzji środowiskowej. Wystarczy zgłoszenie, co znacząco upraszcza proces inwestycyjny. Według Adama Orzecha, biogazownia 44 kW może pracować już przy około 300 lochach w cyklu zamkniętym. Kluczowa jest jednak nie liczba zwierząt, ale ilość i jakość gnojowicy. Dlatego pierwszym krokiem przed inwestycją powinno być laboratoryjne badanie substratu, które pozwala precyzyjnie dobrać wielkość instalacji.
Firma Naturalna Energia.plus zrealizowała już ponad 100 mikrobiogazowni w Polsce, z czego zdecydowana większość powstała przy wsparciu dotacji. Co istotne, decyzja rolników o budowie kolejnych instalacji jest najlepszym dowodem opłacalności tej technologii.
– Klienci, którzy po kilku latach decydują się na kolejną biogazownię, pokazują, że to rozwiązanie działa i się sprawdza –
podkreśla prezes Orzech.
Dominika Stancelewska
