Jesteśmy firmą rodzinną. Produkcję mleka zapoczątkował dziadek, a rozwinęli ojciec i wujek. W Holandii również utrzymywaliśmy krowy mleczne, a obecnie prowadzimy tam hodowlę świń, uprawiamy warzywa i mamy biogazownię. W sumie jest siedmiu współwłaścicieli, oprócz mnie jest jeszcze jeden kuzyn w Polsce oraz dwaj kuzyni i trzej bracia w Holandii – powiedział Luc Vossen.
Ograniczenia w kraju wiatraków
Ponieważ Luc Vossen zna bardzo dobrze uwarunkowania produkcji mleka w Polsce, jak i w Holandii, zapytaliśmy go, gdzie obecnie warunki są bardziej sprzyjające dla tej branży.
– W tej chwili w Holandii obserwujemy silny trend likwidacji gospodarstw mlecznych. My też już nie mamy bydła w Holandii. Do 2010 roku utrzymywaliśmy tam krowy mleczne, potem wszystkie krowy przenieśliśmy do Polski, a w Holandii prowadziliśmy tylko odchów jałówek, którego też już zaniechaliśmy. Problem polega na tym, że w Holandii dla gospodarstw wprowadzono bardzo rygorystyczne kwoty fosforanowe w oparciu o pogłowie posiadanego bydła w stosunku do powierzchni użytków rolnych. Co właściwie zablokowało rozwój gospodarstw mlecznych. Teraz dodatkowo nakładane są ograniczenia związane z produkcją azotu. Ostatnie lata są mocno niesprzyjające produkcji rolniczej, a zwłaszcza zwierzęcej w moim rodzinnym kraju – powiedział Luc Vossen.
28 milionów dojów
W gospodarstwie od kilku miesięcy pracuje nowa hala udojowa Dairymaster. Co sprawiło, że Holender produkujący mleko w Polsce wybrał irlandzką halę udojową?
– Na halę Dairymaster zdecydowałem się głównie z tego powodu, że mieliśmy już wcześniej halę tego producenta. Przepracowała wiele lat i była niezawodna. W ogóle była to pierwsza hala Dairymaster w Polsce, zamontowana przez poprzednich właścicieli Irlandczyków, a wiadomo, że Dairymaster też wywodzi się z Irlandii. Zarówno stara hala, jak i ta nowa to dojarnie typu swing-over. Podstawowym wyróżnikiem hal udojowych tego typu jest fakt, że jeden rząd aparatów udojowych obsługuje obie strony hali udojowej. Tzn. że na dwa stanowiska udojowe przypada jeden aparat udojowy. Dzięki temu można obniżyć koszty inwestycji, a ponadto podczas użytkowania tej hali nie ma przestojów i aparaty praktycznie cały czas są w użytku. Co więcej, jest to hala bardzo łatwa w obsłudze – podkreślił Luc Vossen.
W Kruszynie pracuje hala udojowa Dairymaster o wielkości 2 x 40 stanowisk, wyposażona w 40 aparatów udojowych. Wcześniejsza była tych samych rozmiarów i przepracowała ponad 25 lat, w tym 15 lat odbywał się dój trzykrotny. Jak oszacował Luc Vossen, przeprowadziła ona 28 milionów dojów i to jest najlepszym świadectwem jej niezawodności oraz tego, że zapracowała na siebie z nawiązką.
Montaż w jeden dzień
– Jeśli chcesz halę typu swing-over to warto wybrać Dairymaster, bo oni mają w tym systemie udojowym największe doświadczenie. Można powiedzieć, że swing-over to wręcz filozofia Dairymaster, a ich oferta jest bardzo korzystna cenowo. Zastanawiałem się też nad dojarnią karuzelową, a nawet robotami udojowymi. Jednak nie chciałem, aby ta inwestycja była zbyt duża. Decydując się na swing-over 2 x 40, czyli taki sam system i wielkość, to wcześniej budynek miałem już gotowy. Wystarczyło wstawić do niego nowe wygrodzenia i urządzenia – stwierdził hodowca.
Montaż hali udojowej trwał zaledwie 1 dzień, na czym zależało hodowcy i jest wdzięczny, że firma montująca podołała temu zadaniu.
– Krowy muszą być dojone codziennie i to 2 razy. Montując nową halę w miejsce starej, możliwe były dwa rozwiązania albo zrobić to w 1 dzień, co nie jest łatwe, albo zorganizować tymczasową halę zastępczą gdzieś obok, może nawet na zewnątrz budynków pod wiatą, ale to wiązałoby się z dodatkowymi kosztami. Na szczęście firma Dairymaster montując halę wywiązała się świetnie z tego trudnego zadania – podkreślił Luc Vossen.
Do 250 krów na godzinę
Co ciekawe, w 1997 roku rodzina Vossenów jako jedni z pierwszych farmerów holenderskich zamontowali roboty udojowe, jednak dziś Luc Vossen jest daleki od takiego rozwiązania.
– Te roboty w Holandii użytkowaliśmy do samego końca produkcji mleka, przez 23 lata i się sprawdzały, ale przy 300 krowach. Teraz mając 1400 krów potrzebowalibyśmy aż 20 robotów udojowych. Po pierwsze, byłoby to bardzo kosztowne, a po drugie, te roboty byłyby wszędzie i wymagałoby to kolejnych inwestycji polegających na dostosowaniu posiadanych budynków pod dój automatyczny. Teraz cały dój odbywa się w jednym miejscu i w określonym czasie dwa razy dziennie, gdzie mamy bramkę selekcyjną i poskrom. A przy robotach, dój rozbiłby się nie tylko obszarowo, ale i czasowo – powiedział Luc Vossen.
Typ i technika dojenia na nowej hali udojowej są takie same, jak na poprzedniej, jednak znacznie różni się ona wyposażeniem.
– Na nowej hali udojowej, na każdym stanowisku krowa jest identyfikowana, są też mlekometry. Hala współpracuje z komputerowym systemem zarządzania stadem. Dojarz podczas doju na monitorze informowany jest nie tylko o ilości udojonego mleka, ale też o jego temperaturze czy też o czasie doju. Średnio doimy 200–250 krów na godzinę – dodał Luc Vossen.
Zadbaj o pierwiastki i świeżo wycielone
Wśród krów dojnych wydzielono grupy techniczne w liczbie do 200 sztuk, co związane jest z liczebnością stada, ale wszystkie otrzymują jedną dawkę żywieniową. Oczywiście oddzielna dawka jest sporządzana dla krów zasuszonych.
– W tak dużym stadzie jak nasze, bardzo ważne jest oddzielenie krów pierwiastek od krów wieloródek. To ułatwia ich obserwację oraz eliminuje dominację krów starszych i silniejszych nad młodszymi i słabszymi, co zwłaszcza negatywnie mogłoby się odbić na pobraniu paszy, a w konsekwencji na wydajności mlecznej i rozrodzie. Mamy też tzw. grupę fresh, czyli krów poniżej 30. dnia od wycielenia. Warto oddzielić krowy świeżo wycielone i przeznaczyć im więcej miejsca w przeliczeniu na jedną sztukę, aby miały więcej spokoju i jak najwygodniej. Wtedy też mają lepszy dostęp do paszy oraz wody – powiedział Luc Vossen.
Stado żywione jest przy użyciu samojezdnego wozu paszowego RMH Turbomix 24Gold o pojemności 24 m3. Wszystkie pasze zadawane są w postaci wymieszanej dawki TMR, nie ma żadnego dokarmiania podczas doju ani na stacjach paszowych.
– Jest to paszowóz bardzo dobry, ale trochę za mały jak na nasze stado, jednak wysokość budynków nie pozwalała na wprowadzenie większego modelu – dodał hodowca.
Separat wymieszany z wapnem
Krowy utrzymywane są na separacie z gnojowicy, co zostało wprowadzone kilka lat temu. Gnojowicę usuwają zgarniacze GEA załączane automatycznie co 1 godzinę. Pracują często, aby racice były suche, co zapobiega ich schorzeniom.
– Niektórzy boją się separatu z gnojowicy, bo z tyłu głowy mają myśl – kto daje gnojowicę z powrotem pod krowy? Jednak ten system jest na tyle sprawdzony i bezpieczny, że polecam go każdemu właścicielowi większego stada. Duże znaczenie ma oczywiście jakość separatu, a więc to, jaki masz separator. Musisz mieć pewność, żeby był to odpowiednio suchy i jednocześnie świeży produkt. My dodatkowo mieszamy separat z wapnem – wyjaśnił Luc Vossen.
Aż 130 wentylatorów pracuje w kompleksie dwóch obór w Kruszynie. Każda z nich jest szeroka na 50 m i długa na 130 m i w każdej mieści się ok. 700 krów.
– Wentylatory przydają się zwłaszcza latem, bo budynki, chociaż typu otwartego, z dużą powierzchnią wymiany powietrza, to są dość niskie i mała kubatura musi być wsparta wentylacją wymuszoną – podkreślił Luc Vossen.
Odchów cieląt prowadzony jest w budkach typu igloo.
– Klimat w budkach sprzyja cielętom, a jedynym mankamentem zimnego odchowu w naszym przypadku jest ogromna ilość budek, jakich potrzebujemy – dodał hodowca.
Krowa zrównoważona
Genetyka holenderska poszła w kierunku długowieczności, bo w Holandii ze względu na wyśrubowane normy fosforanowe i azotanowe, każda dodatkowa jałówka kosztuje zbyt wiele.
– Nie mówię, że w Polsce nie ma dobrej genetyki w hodowli krów, bo i tak jak prześledzimy rodowody, to wszystkie buhaje wywodzą się od amerykańskich. Jednak my w inseminacji głównie stosujemy buhaje holenderskie. Preferujemy krowy zrównoważone, a więc liczy się nie tylko wydajność mleczna, ale też parametry mleka i cechy funkcjonalne mające wpływ na długość użytkowania krowy – powiedział hodowca.
W tak dużych gospodarstwach jak rodziny Vossenów, jednym z najważniejszych aspektów są ludzie.
– Szeroko rozumiana edukacja powinna kierunkować się na inwestycję w młodych ludzi, która zachęci ich do bycia częścią rolniczego sektora. To po części dlatego nasi pracownicy wykonują swoje zadania z pasją i zamiłowaniem do bydła – zakończył Luc Vossen.
Artykuł ukazał się na łamach dwumiesięcznika "Elita Dobry Hodowca" w kwietniu 2024 roku
Andrzej Rutkowski
