Rolnik przez BVD i IBR musiał zredukować stado
Krzysztof Paniczko jest rolnikiem specjalizującym się w produkcji mleka. Swoje gospodarstwo prowadzi w pow. monieckim (gm. Mońki, woj. podlaskie). Utrzymuje stado 30 szt. krów mlecznych i ma w planach powiększenie produkcji. Obecnie gospodaruje łącznie na 60 ha ziemi, z czego część stanowią grunty własne, a część dzierżawy.
Jak mówi, minione dwa lata w jego gospodarstwie nie należały do najłatwiejszych. Powodem komplikacji, z którymi przyszło mu się mierzyć, były choroby bydła, takie jak BVD (Bovine Viral Diarrhoea), czyli wirusowa biegunka bydła oraz IBR (Infectious Bovine Rhinotracheitis) wysoce zaraźliwa choroba bydła odnosząca się najczęściej do zakaźnego zapalenia nosa i tchawicy bydła.
– U mnie w gospodarstwie było ognisko tych chorób. Problem był taki, że kiedyś były duże zaniedbania w weterynarii. Sprowadzano bydło z Niemiec, z Holandii i innych krajów, i bardzo dużo tych sztuk było już zakażonych. Później to się rozniosło po mniejszych gospodarstwach. Te choroby nie są zwalczane z urzędu, a powinny być, bo rolnicy przez to tracą ogromne pieniądze – mówi Paniczko.
Cena mleka spadła o ponad 40 gr/l
Z relacji rolnika wynika, że z czasem chorób ze stada udało się pozbyć, stąd myśl o jego powiększeniu. Paniczko odstawia mleko do Monieckiej Spółdzielni Mleczarskiej. Rolnik nie ukrywa jednak, że spadki cen skupu mleka odczuł równie mocno, jak rolnicy w całej Polsce. W jego przypadku spadek ceny skupu mleka wyniósł ponad 40 gr/l, bo od września, kiedy płacono mu za mleko 2,10 zł/l, cena spadła do 1,67 zł/l w kwietniu.
– Na spadek cen skupu mleka warto jednak spojrzeć z szerszej, globalnej perspektywy. Sytuacja na krajowym rynku jest bowiem w znacznym stopniu kształtowana przez wydarzenia międzynarodowe – szczególnie w Stanach Zjednoczonych i Nowej Zelandii, które należą do największych producentów i eksporterów mleka na świecie – dodaje.
Czy susza spowoduje spadek produkcji mleka i wzrost cen?
Zdaniem Paniczko susza raczej nie przełoży się na spadek produkcji mleka w kraju, a co za tym idzie nie przyczyni się do wzrostu cen skupu. Jak twierdzi, paszę zawsze można dokupić, a producenci roślin chętnie sprzedadzą kukurydzę na pniu.
– Trzody chlewnej praktycznie nie ma, więc mamy dostęp do zbóż. Rolnicy zajmujący się produkcją roślinną na pewno będą chcieli sprzedać kukurydzę na pniu, chyba że cena ziarna będzie wysoka, to wtedy pewnie zrezygnują – prognozuje.
Obniżenie VAT na paliwo, to jak strzał w kolano
Rolnik rozlicza się z VAT, dlatego pomoc rządu w zakresie obniżki VAT na paliwo jest dla niego niczym strzał w kolano. Jak przyznaje, paliwo jest głównym motorem napędowym gospodarstw mlecznych, bo zużywa się go dużo do obsługi stada i pól, a w obecnej sytuacji koszty zdecydowanie rosną.
– Pomoc rządu jest nieporozumieniem, bo rozliczamy się teraz z 8% VAT zamiast z 23%. Powinni to zdjąć z czegoś innego – komentuje.
Paniczko nie ukrywa, że koszty produkcji w jego gospodarstwie w tym roku są zdecydowanie wyższe nie tylko ze względu na wysokie ceny paliwa, ale również nawozów, których nie udało mu się kupić przed podwyżką.
– Kupowałem nawozy na bieżąco. W tej chwili mocznik kosztuje u nas 3 000 zł/t, a RSM 2 900 zł/t – mówi.
Poza wysokimi kosztami produkcji zachodziła również obawa o prawidłowe wschody kukurydzy, co było spowodowane znikomymi opadami deszczu.
– Opóźniłem wszystkie siewy, głównie kukurydzy, dlatego że wcześniej nie opłacało się siać ze względu na suszę – przyznaje.
Zobacz też: Miał budować oborę za 8 mln zł. Dziś nie wyklucza, że zamknie gospodarstwo
Młodzi nie chcą pracować w rolnictwie – dlaczego?
Przyszłość polskiego rolnictwa stoi pod znakiem zapytania, bo coraz więcej młodych ludzi ucieka ze wsi do miasta. W ocenie Paniczko przyczyną tego zjawiska może być brak perspektyw na rozwój małych i średnich gospodarstw rolnych, którymi Polska przecież stoi.
– Duże gospodarstwa w Polsce mocno się rozwijają, co zwiększa presję konkurencyjną na mniejsze gospodarstwa i może wpływać na postrzeganie rolnictwa jako mniej dostępnego i mniej opłacalnego dla osób rozpoczynających działalność. To z kolei może być jednym z powodów, dla których młodzi ludzie nie chcą zostawać na wsi i pracować w rolnictwie – mówi.
Jego zdaniem można to w prosty sposób zobrazować na przykładzie cen skupu mleka, które są różne, choć mleko może być u małego, średniego i dużego dostawcy zbliżone do siebie parametrami.
– Załóżmy, że oddaję ok. 1,3 tys. litrów, a dostaję cenę ok. 1,60 zł/l, a rolnik odstawiający ok. 7 tys. litrów dostaje 2,30 zł/l, to przy skali takiej produkcji, to jest duży pieniądz, natomiast gdybym ja dostał taką samą cenę, to miałbym też inne możliwości – kalkuluje.
W opinii rolnika problem leży w spółdzielczości. Jak twierdzi, produkcja mleka w małych i średnich gospodarstwach jest o wiele droższa niż w dużych gospodarstwach.
– Na to nikt nie zwraca uwagi. Możliwe, że część rolników rezygnuje z produkcji mleka, bo widzi jakiś dysonans w tej cenie i takie trochę poczucie niesprawiedliwości – podsumowuje.
Mimo wielu trudności polscy rolnicy nadal starają się rozwijać swoje gospodarstwa i utrzymać opłacalność produkcji. Jak pokazuje przykład Krzysztofa Paniczko, współczesne rolnictwo wymaga dziś dużej determinacji i umiejętności radzenia sobie z dynamicznie zmieniającymi się warunkami.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
