Rolnik ścielił przez 20 lat, teraz nie będzie musiał
Karol Faszczewski prowadzi gospodarstwo wspólnie z żoną Justyną. Jest też prezesem stowarzyszenia Ruch Gospodarstw Rodzinnych i członkiem Podlaskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mlecznego. Jak podkreśla, nowa obora ma przede wszystkim pomóc w codziennej pracy.
– To dla mnie nowość, że w końcu nie będzie tego ścielenia i odejdzie trochę pracy, bo tego jest naprawdę dużo – mówi hodowca.
Gospodarstwo utrzymuje obecnie 180 sztuk bydła, z czego 80 to krowy dojne. Dotychczas produkcja opierała się na starszym budynku wolnostanowiskowym na ściółce, wzniesionym w 2006 roku. Teraz nowy obiekt otwiera drogę do zwiększenia pogłowia zarówno krów mlecznych, jak i młodzieży.
– Nowa obora została zaprojektowana z myślą o dalszej rozbudowie. Znajduje się w niej 148 legowisk na wodnych materacach, duża porodówka i zaplecze dla krów zasuszonych. W obiekcie zaplanowano trzy roboty udojowe, ale na razie zamontowano dwa. Całość przygotowano pod obsadę 200 zwierząt. W przyszłości dobudujemy dwa przęsła i niskim kosztem powiększymy budynek – wyjaśnia rolnik.
Wydajność biogazu wyższa przy pełnej posadzce
W budynku zastosowano pełną, betonową posadzkę, która jest ponacinana, co zwiększa bezpieczeństwo zwierząt dzięki właściwościom antypoślizgowym.
– Początkowo projekt zakładał ruszta, jednak kolega podpowiedział mi, że jeśli chcę wybudować biogazownię, to wydajność biogazu jest dużo większa przy pełnej posadzce i świeżych odchodach niż w przypadku posadzki rusztowej i gnojowicy z kanału. Ale ruszta też są, tylko w poczekalni przy robotach – wyjaśnia Karol Faszczewski.
W centralnej części obory stanęły dwa roboty udojowe Lely Astronaut, a pośrodku pozostawiono miejsce na trzeci. Obok wydzielono strefę dla krów zasuszonych oraz porodówkę, a tuż przy niej znalazły się indywidualne kojce na kółkach dla cieląt w pierwszym tygodniu życia.To rozwiązanie ma ułatwić opiekę nad najmłodszymi zwierzętami. Później cielęta trafią do budek igloo na zewnątrz, a następnie do starej obory, która docelowo stanie się jałownikiem.
Firmy Smart Agro i Lely wyposażyły oborę
Budynek ma 60 x 38 m, a z przodu dobudowano część socjalną z biurem na piętrze, skąd można doglądać krowy i stamtąd cały obiekt. Na parterze przewidziano miejsce na zbiornik na mleko o pojemności 12 tys. litrów. Obora ma 12 m wysokości, a świetlik kalenicowy szerokość 2 m. Wzdłuż stołów paszowych zamontowano drabiny zatrzaskowe, a obok budynku znajduje się zbiornik na gnojowicę z dwoma mieszadłami i pompą.
Za wyposażenie odpowiadała firma Smart Agro, która zajęła się m.in. wentylacją, oświetleniem, wygrodzeniami, legowiskami, materacami, stacją pogodową i kurtynami.
– Wyposażenie od A do Z powierzyłem jednej firmie. Uważam, że im mniej wykonawców, tym mniej problemów między nimi – podkreśla hodowca. – Oprócz robotów, bo te są oczywiście firmy Lely, podobnie jak automatyczny zgarniacz obornika. Za budowę obory odpowiadał Daniel Jemiołkowski – wymienia rolnik.
Wóz paszowy od firmy Euromilk
Niedawno gospodarstwo wzbogaciło się również o wóz paszowy firmy Euromilk o pojemności 20 m³.
– Myślę też o paszowozie samojezdnym. Dlatego w szczycie obory znajduje się korytarz komunikacyjny o szerokości 3 metrów. Na końcu też jest korytarz komunikacyjny, tylko węższy. To przygotowanie pod robota paszowego, ale dopiero po modernizacji obory. Jeśli zwiększymy obsadę pod trzeciego robota udojowego, najprawdopodobniej pojawi się także robot paszowy i wtedy będzie pełna automatyzacja – mówi hodowca.
Hodowla krów oparta na własnym stadzie
Karol Faszczewski od lat stawia na własny materiał hodowlany i nie planuje zakupów jałówek ani krów z zewnątrz.
– Mam 84 krowy i ponad 35 cielnych jałówek, w tym 9 wysoko cielnych. Myślę, że do końca roku będziemy doić ponad 100 sztuk. Nie chcę kupować zwierząt, chyba że naprawdę dużo by wypadło, ale raczej nie planuję tego ze względów zdrowotnych. Pracując na własnych zwierzętach, nie wprowadza się nowych chorób i problemów, dlatego nie chcę tego zmieniać – tłumaczy. Dodaje też, że wydajność w starej oborze była wysoka i sięgała średnio 12 tys. litrów mleka od krowy. W pracy hodowlanej liczy się dla niego nie tylko wydajność, ale też zdrowotność i parametry mleka. Mleko odbiera OSM w Piątnicy.
– Nie mam problemów z somatyką ani z bakteriami. Od wielu lat nastawiam się na mleko A2A2. Większość stada ma już ten genotyp – zaznacza.
W nowym systemie produkcji pozostaną także cielęta i jałówki, które trafią do starszych budynków.
– Dla jałówek i cieląt stary budynek będzie odpowiedni. Wcześniej miałem halę udojową rybia ość 2 x 4, teraz zaczynamy produkcję na robotach – mówi Faszczewski.
Automatyzacja w rolnictwie odpowiedzią na brak rąk do pracy
Nowa obora to także odpowiedź na coraz większy problem z dostępnością pracowników.
– Bardzo trudno znaleźć pracownika, a jeśli już się uda, trzeba wiele zaoferować, żeby chciał zostać. Ta inwestycja była potrzebna, żeby odciążyć się w pracy – przyznaje rolnik.
Budowa nie była krótka. Procedury administracyjne trwały około półtora roku, a sama realizacja około dziesięciu miesięcy. Pierwsze prace ziemne rozpoczęły się w sierpniu, budowa ruszyła we wrześniu ubiegłego roku, a w czerwcu obora była gotowa.
– Wybrałem wyposażenie topowych marek, ale bez generalnego wykonawcy. Dzięki temu zaoszczędziłem około 30 procent. Gdybym robił to z generalnym wykonawcą, kosztowałoby około półtora miliona więcej – mówi.
Faszczewski nie ukrywa, że przedsięwzięcie nie należało do tanich, ale od początku najważniejsza była funkcjonalność. Budowa obory na 160 krów na Podlasiu wraz z wyposażeniem, drogami dojazdowymi i infrastrukturą wokół budynku kosztowała 6 mln zł netto.
Wszystkie decyzje budowlane i wyposażeniowe podporządkowano jednemu celowi: ograniczeniu pracochłonności i czasochłonności. Brak rąk do pracy staje się coraz bardziej odczuwalny, więc Karol Faszczewski wszystkie decyzje podporządkował temu, by większość prac w oborze mógł wykonywać samodzielnie.
Dorota Kolasińska
