Małgorzata Gromadzka – wiceminister rolnictwaMRiRW
StoryEditorwywiad

Wiceminister rolnictwa: „Uruchamiamy tarczę dla polskich rolników”

11.02.2026., 10:00h

Z Małgorzatą Gromadzką, wiceminister rolnictwa, o tym, jak Polska będzie się bronić przed żywnością z krajów Mercosur, rozmawia Paweł Kuroczycki.

Ursula von der Leyen podpisała umowę o wolnym handlu z krajami Mercosur. Jak powinniśmy się przygotować na wzrost importu żywności z krajów Ameryki Południowej?

– Już się na to przygotowujemy. Pracujemy nad zabezpieczeniem naszego rynku przed produktami rolno-spożywczymi, które mogą napływać nie tylko z krajów Mercosur, ale także z innych państw trzecich. Jeszcze przed zatwierdzeniem umowy zajmowaliśmy się rozporządzeniem ministra zdrowia, które ma na celu ochronę naszego rynku – w szczególności zakaz wwozu produktów rolno-spożywczych zawierających nadmierną ilość pestycydów oraz substancji niedopuszczonych do obrotu na terenie Polski i całej Unii Europejskiej. Uważamy, że w obecnej sytuacji musimy korzystać z nadzwyczajnych narzędzi, jakie dają nam zarówno Unia Europejska, jak i nasze prawo krajowe, zawsze mając na względzie zdrowie publiczne.

Naszym celem jest ochrona polskiego producenta oraz zapewnienie, że na naszym rynku przewodnią rolę odgrywają produkty polskie, a nie te sprowadzane z krajów trzecich, zawierające substancje niebezpieczne dla życia i zdrowia ludzkiego. Unia, w tym Polska, importuje co roku z krajów Mercosur kilkadziesiąt milionów ton soi i śruty sojowej. Tam stosuje się na hektar cztery razy więcej herbicydów niż w Europie. Nikomu to nie przeszkadza, nikt tego nie bada. Czy rzeczywiście nasza linia obrony będzie skuteczna?

image
Ceny bydła

Bydło tanieje w Niemczech. Sprawdzamy aktualne ceny skupu w Polsce [SONDA]

Dlatego chcę zwrócić uwagę na nasze podejście do produkcji roślin białkowych w Polsce. Wiemy, że produkcja soi w naszym kraju jest na granicy opłacalności. Państwo ma obowiązek podjąć działania, aby uczynić tę produkcję bardziej opłacalną. Rolnicy zgłaszają różne propozycje, na przykład dopłaty do roślin białkowych, które miałyby sprzyjać upowszechnieniu uprawy soi. Wiemy też, że mamy deficyt białka w produkcji pasz, który jest uzupełniany przez import. Nie możemy pozostawić producentów drobiu, bydła i trzody bez pasz, których podstawowym składnikiem jest soja.

Nie skupiamy się wyłącznie na krajach Mercosur, ale także na innych państwach trzecich. Dlatego prowadzimy rozmowy z instytucjami badającymi żywność wprowadzaną do Polski, aby nie być zaskoczonymi i mieć możliwość przebadania większej ilości towaru. Poważnie podchodzimy do tego zadania – rozmawiamy z Głównym Inspektoratem Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, Inspekcją Weterynaryjną oraz Głównym Inspektorem Sanitarnym. Zaprosiliśmy również Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Krajową Administrację Skarbową, ponieważ musimy mieć dostęp do danych o towarach wwożonych z innych krajów UE. Potrzebujemy pełnego obrazu sytuacji, by wiedzieć, dokąd ten towar trafia. Dlatego odwiedziłam Dorohusk i Gdańsk, aby ocenić sytuację na miejscu, sprawdzić, ile kontroli przypadnie na poszczególnych inspektorów, i zmierzyć siły i zasoby.

image
pestycydy

6 razy więcej pestycydów niż w Polsce. Tak się pryska w Brazylii

W związku z tym przygotowujemy nowelizację ustawy dotyczącej GIJHARS, która jest obecnie w rządowym centrum legislacji. Uzgadniamy ją z Ministerstwem Finansów i Gospodarki, aby wzmocnić inspektorat zarówno kadrowo, jak i merytorycznie. Nowelizacja da nam narzędzia do badania żywności przetworzonej, w tym owoców i warzyw, oraz dostęp do danych Krajowej Administracji Skarbowej. Nasze służby muszą mieć pełną kontrolę nad tym, co wjeżdża do kraju. To jest nasz priorytet – chcemy, by nowelizacja jak najszybciej trafiła do Sejmu, byśmy nie byli zaskoczeni, jak miało to miejsce przy nadmiernym imporcie zboża z Ukrainy.

Branża drobiarska szacuje, że na skutek importu 100 tys. ton kurczaków z Brazylii popyt na zboża paszowe w Polsce spadnie o 1 mln ton. Porozumienie z Ukrainą zakłada bezcłowy import 120 tys. ton drobiu, czyli popyt na zboża spadnie o kolejny 1 mln ton.

– To są prognozy uwzględniające kontyngenty, ale w tej sprawie nie padło jeszcze ostatnie słowo. Branża drobiarska jest bardzo ważna dla Polski – jesteśmy liderami w produkcji drobiu. Będziemy walczyć na poziomie europejskim o zachowanie zasady wzajemności, czyli o to, by produkcja z krajów trzecich eksportowana do nas spełniała wszystkie wymogi stawiane rolnikom w Unii. Uważam, że zasada wzajemności i klauzule lustrzane mogą skutecznie zabezpieczyć nasz rynek.

Padają pytania, czy Unia Europejska rzeczywiście zadba, by kraje trzecie przestrzegały europejskich wymogów. Wiadomo, że często decyduje cena. Osiemdziesiąt procent naszego eksportu trafia na rynek europejski, dlatego rolnicy mają uzasadnione obawy, że zwiększenie kontyngentów może utrudnić eksport naszych produktów do innych krajów UE. Jednak biorąc pod uwagę sytuację na poziomie europejskim, uważam, że rynek powinien być skutecznie zabezpieczony.

Rynki innych krajów europejskich są bardzo szczelne. Francuzi w sklepach sprzedają żywność francuską, Niemcy – niemiecką. Czy zatem większa część tej żywności zza oceanu nie trafi właśnie do krajów Europy Środkowej, także do Polski, które od lat wchłaniają nadwyżki z Zachodu?

– Analizuję sytuację w innych krajach UE. Dlatego przygotowaliśmy projekt rozporządzenia o producencie rzeczywistym. Chodzi nie tylko o uszczelnienie rynku, ale przede wszystkim o świadomość tego, co spożywają Polacy. Zainicjowaliśmy też projekt, by na każdym produkcie był widoczny producent rzeczywisty. Zamierzamy również, by nieprzetworzone produkty miały odpowiedni logotyp. Rozpoczęły się konsultacje w sprawie takich przepisów dotyczących importowanej żywności nieprzetworzonej. Traktujemy to jako rozwiązania priorytetowe, tak aby rodzime, w tym regionalne, produkty znalazły się w sklepach i lokalni dostawcy mogli je sprzedawać.

Wspomniała pani o sieciach handlowych. Co z ich ogromną przewagą nad dostawcami żywności? Ucywilizowanie tego stanu rzeczy to nieustanny postulat m.in. środowiska mleczarskiego. W Polsce sieci mają znacznie większe marże na żywność niż w krajach starej Unii.

– To właśnie kwestia skracania łańcucha dostaw i omijania pośredników. Słyszymy o różnych praktykach – analizuję je na bieżąco. Jestem rolniczką i również dotyka mnie temat pośredników. Poleciłam departamentowi prawnemu, by zbadał kwestie umów i kontraktacji. Porównujemy nasze przepisy z regulacjami innych krajów UE. Rozmawiałam z przedstawicielem rządu czeskiego, ponieważ tam te kwestie są dobrze uregulowane. Jako producentce rolnej bardzo zależy mi na rolnikach – zwłaszcza małych, bo widzę, z jakimi problemami się zmagają. Spotykam się w swojej wsi z sytuacją, że odbiorcy nie płacą im na czas. To nie jest kwestia nieuczciwej konkurencji, lecz podstawowych praw konstytucyjnych.

image
komentarz nczelnego

Rolnik w kajdanach. Reszta świata walczy czym popadnie

Obecnie mamy rynek rozregulowany, niestabilny pod względem wolumenu i konkurencyjności. Mały rolnik gubi się w tej sytuacji, jest uzależniony od pośrednika i często jego łaski. Dlatego podjęłam działania, by ułatwić zrzeszanie się rolników i umożliwić im planowanie produkcji. Uważam, że musimy budować odporność polskiego producenta. Spójrzmy na państwa UE – tam funkcjonują spółdzielnie, infrastruktura przetwórcza, giełdy rolno-spożywcze oraz wieloletnie umowy. Przede wszystkim chodzi o płatności. Uważam, że w Polsce jest ostatni moment, by budować odporność poprzez zrzeszanie się rolników. Musimy też wspierać odporność przetwórców na czynniki geopolityczne i szukać nowych kierunków eksportowych.

W Polsce liczba grup producenckich spadła o połowę. Poprzedni rząd uchwalił ustawę o spółdzielniach rolników, z której niewiele wynikło.

W ostatnich latach perspektywa finansowa premiowała indywidualnych rolników, a nie możliwość zrzeszania się. Choć są działania dedykowane spółdzielniom i grupom, spotkaliśmy się też z przypadkami, że członkowie grup nie mogli wnios­kować o dofinansowanie jako indywidualni rolnicy.

Członkowie grup i spółdzielni narzekają, że są nadmiernie kontrolowani, że panuje zbyt duża biurokracja i że łatwiej im rozwijać działalność indywidualnie niż jako zrzeszeni. Zadaniem ministerstwa jest przygotowanie zmian ustawowych i deregulacji, by pokazać rolnikom, że warto się zrzeszać. Otrzymam wnioski od naszej grupy roboczej, spotkamy się i będziemy pracować nad nowelą ustawy i pakietem deregulacyjnym. Równocześnie rozmawiamy z Ministerstwem Funduszy i Polityki Regionalnej o przyszłej perspektywie finansowej UE. Nie możemy myśleć wyłącznie o dniu dzisiejszym, lecz również o tym, co będzie z polskim rolnictwem za 10–15 lat.

Istnieje w Polsce branża, która jest zdominowana przez spółdzielnie – branża mleczarska. Czy może liczyć na wsparcie i rozwiązanie swoich problemów?

Spółdzielcy z branży mleczarskiej również się do mnie zwrócili. Poprosiłam ich o zaproponowanie pakietu deregulacyjnego. Na kolejnym spotkaniu omówimy te kwestie i rozpoznamy, co można zrobić. Rolnicy zrzeszeni w związkach walczą o kontraktację, mają zapewniony zbyt i ustaloną cenę – tak jest w przypadku tytoniu, buraka cukrowego i mleka. To właśnie trzyma rolników przy spółdzielni. Teraz chcemy pokonać niechęć rolników do zrzeszania się, by upatrywali w tym szansę na rozwój. Uważam, że najtrudniej mają rodzinne gospodarstwa rolne, które produkują mniejszy wolumen i muszą zaplanować produkcję, by produkty nie zostały na polu. Mówiąc wprost – żeby mieli zapłacone, bo najgorsze, co może spotkać producenta, to samozbiór po wielomiesięcznej pracy.

Pani minister ukończyła studia prawnicze, ale uprawia zawód rolniczy.

– W młodym wieku pracowałam przy uprawie tytoniu. Moi rodzice prowadzili 12-hektarowe gospodarstwo rolne. Tytoń dominował, ale uprawialiśmy też krzewy jagodowe i inne rośliny. Moje dzieciństwo upłynęło w pracy na roli, co bardzo cenię – kształtuje to człowieka na całe życie. Wraz z mężem założyliśmy niespełna 10-hektarowe gospodarstwo i specjalizujemy się w ekologicznej uprawie porzeczki i borówki.

Jak wygląda dziś opłacalność takiej produkcji?

Są lata obfite i lata słabe. Były takie, że sprzedawaliśmy po kilkadziesiąt groszy, a cena nie dochodziła do złotówki. Ubiegły rok był dobry, szczególnie dla porzeczki czarnej, ale też czerwonej i borówki. Oczywiście dużą rolę odgrywają przymrozki i uszkodzenia krzewów jagodowych. Nasze uprawy nie doznały dużych uszkodzeń i zebraliśmy nawet 7,5–8 ton z hektara – bardzo dobrze.

Dziękuję za rozmowę.

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
13. luty 2026 12:04