Ursula von der Leyen podpisała umowę o wolnym handlu z krajami Mercosur. Jak powinniśmy się przygotować na wzrost importu żywności z krajów Ameryki Południowej?
– Już się na to przygotowujemy. Pracujemy nad zabezpieczeniem naszego rynku przed produktami rolno-spożywczymi, które mogą napływać nie tylko z krajów Mercosur, ale także z innych państw trzecich. Jeszcze przed zatwierdzeniem umowy zajmowaliśmy się rozporządzeniem ministra zdrowia, które ma na celu ochronę naszego rynku – w szczególności zakaz wwozu produktów rolno-spożywczych zawierających nadmierną ilość pestycydów oraz substancji niedopuszczonych do obrotu na terenie Polski i całej Unii Europejskiej. Uważamy, że w obecnej sytuacji musimy korzystać z nadzwyczajnych narzędzi, jakie dają nam zarówno Unia Europejska, jak i nasze prawo krajowe, zawsze mając na względzie zdrowie publiczne.
Naszym celem jest ochrona polskiego producenta oraz zapewnienie, że na naszym rynku przewodnią rolę odgrywają produkty polskie, a nie te sprowadzane z krajów trzecich, zawierające substancje niebezpieczne dla życia i zdrowia ludzkiego. Unia, w tym Polska, importuje co roku z krajów Mercosur kilkadziesiąt milionów ton soi i śruty sojowej. Tam stosuje się na hektar cztery razy więcej herbicydów niż w Europie. Nikomu to nie przeszkadza, nikt tego nie bada. Czy rzeczywiście nasza linia obrony będzie skuteczna?
Dlatego chcę zwrócić uwagę na nasze podejście do produkcji roślin białkowych w Polsce. Wiemy, że produkcja soi w naszym kraju jest na granicy opłacalności. Państwo ma obowiązek podjąć działania, aby uczynić tę produkcję bardziej opłacalną. Rolnicy zgłaszają różne propozycje, na przykład dopłaty do roślin białkowych, które miałyby sprzyjać upowszechnieniu uprawy soi. Wiemy też, że mamy deficyt białka w produkcji pasz, który jest uzupełniany przez import. Nie możemy pozostawić producentów drobiu, bydła i trzody bez pasz, których podstawowym składnikiem jest soja.
