Rozmowy o umowie UE-Australia przyspieszają
Najbardziej czytelnym symbolem zmiany jest ponowne przyspieszenie rozmów o umowie UE–Australia. To modelowy przykład tego, jak Komisja Europejska próbuje domykać porozumienia handlowe w warunkach rosnących napięć geopolitycznych, ale i narastającego sprzeciwu rolników. Copa i Cogeca sygnalizują obawę, że rynek rolny może zostać ponownie wystawiony na konkurencję w segmentach już kruchych, a każda dodatkowa "szczelina" w dostępie może wywołać destabilizację.
Jednocześnie po stronie australijskiej widać nacisk na realne otwarcie rynku UE na produkty rolne oraz spór o ochronę nazw geograficznych, takich jak feta czy parmezan. W polskim kontekście GI to temat pozornie odległy, ale mechanizm jest ten sam: Unia konsekwentnie wykorzystuje ochronę oznaczeń jako element eksportu wartości dodanej, a równolegle oczekuje dostępu do rynków partnerów. W długim okresie wzmacnia to tych, którzy potrafią sprzedawać jakość i identyfikowalność pochodzenia, a osłabia tych, którzy rywalizują wyłącznie kosztem i wolumenem.
Porozumienie Nowej Zelandii z Indiami - wnioski
Ważne wnioski wynikają z porozumienia Nowej Zelandii z Indiami. Tamtejsze dyskusje pokazują, jak politycznie wrażliwy jest dostęp do rynku nabiału w państwach o dużej populacji i własnych interesach żywnościowych. To ważne dla Polski z dwóch powodów. Po pierwsze, w negocjacjach UE–Indie dostęp dla nabiału może okazać się bardziej ograniczony niż sugerują nagłówki o "otwieraniu wielkiego rynku". Po drugie, jeśli dostęp będzie ograniczony, konkurencja przeniesie się na rynki trzecie i na sam rynek unijny: producenci z Oceanii nie mogąc sprzedać tam, gdzie chcą, będą szukać zarobku gdzie indziej, także w Europie.
Polska jednym z największych producentów mleka
W tej układance Polska ma pozycję szczególną. Jesteśmy jednym z największych producentów mleka w UE i równocześnie krajem, który wciąż ma relatywnie dużą przestrzeń do poprawy produktywności i efektywności na poziomie gospodarstwa i przetwórstwa. To jest atut, bo pozwala jeszcze "taniej kupić" konkurencyjność poprzez modernizację. Ale to też ryzyko, bo w okresie przejściowym koszty regulacyjne i inwestycyjne mogą rosnąć szybciej niż zdolność przerzucania cen na odbiorców.
Na tym tle bardzo ważny jest wątek konkurencyjności kosztowej Europy. Najbliższe lata przyniosą dalsze "dopinanie" systemu ETS. Rada UE właśnie przyjęła stanowisko mające ułatwić start ETS2 i zwiększyć przewidywalność w systemie planowanym na 2028 r. Unia wie, że bez stabilizacji i mechanizmów bezpieczeństwa ceny emisji potrafią stać się problemem społecznym i gospodarczym. Dla rolnictwa i mleczarstwa ma to znaczenie nawet wtedy, gdy nie ma formalnego "ETS3" dla gospodarstw. Koszt emisji przenika bowiem do cen energii, nawozów, logistyki i finansowania. A gdy rośnie koszt energii i transportu, rośnie koszt każdego kilograma mleka.
W Polsce temat potencjalnego ETS3 dla rolnictwa już funkcjonuje w debacie branżowej jako ryzyko, które – nawet jeśli nie ma jeszcze postaci projektu legislacyjnego – wpływa na nastroje inwestycyjne i na oczekiwania banków wobec rolników. Liczy się nie tylko to, co jest dziś, ale to, co rynek uzna za "prawdopodobne" w ciągu 3–7 lat, bo w tym horyzoncie spłaca się obory, roboty udojowe, biogazownie, modernizacje kotłowni i linie produkcyjne.
Jarosław Malczewski
