Ceny na rynkach rolnych nieco wzrosły. Co to może oznaczać?
Czego? Kryzysu w rolnictwie. Odtłuszczone mleko w proszku, główny produkt eksportowy naszego mleczarstwa, między 6 stycznia a 3 lutego zdrożało z poziomu 2000 do 2500 euro/t. Ale spokojnie, to cena z sierpnia 2025 roku. Drgnęły także ceny tuczników, po świecie krążą spekulacje na temat stanu przezimowania zbóż na północnej półkuli dotkniętej silnymi mrozami po obu stronach Atlantyku.
Wieprzowina drożeje, bo ubywa jej producentów
Nie chcę budzić płonnych nadziei. Spróbujmy więc po kolei sprawdzić, co i gdzie się dzieje. Zacznijmy od tuczników. To, że świnie podrożały zawdzięczamy głównie tym rolnikom, którzy zrezygnowali z produkcji. Rezygnują z niej właściciele coraz większych stad. Do niedawna to zjawisko dotyczyło tych liczących po kilkaset sztuk, dziś „pod nóż” idą gospodarstwa utrzymujące po 1000 i więcej świń. Gdyby nie ASF w Hiszpanii i wyprzedaż wieprzowiny złożonej w tamtejszych magazynach, to obecna podwyżka byłaby pewnie nieco większa. Trudno się spodziewać, żeby w najbliższym czasie pogłowie w Europie istotnie wzrosło. Hiszpania – największy producent w UE – ciągle ogarnia się z ASF. Holendrzy walczą ze swoim rolnictwem, a ich nowy, postępowy rząd przeznaczył na to 20 mld euro. Niemcy zwalczają swoich trzodziarzy z zasady, bo po kilku filmach dokumentalnych pokazujących jakiś wycinek rzeczywistości uznali, że produkcja wieprzowiny to znęcanie się nad zwierzętami i zamiast żelatyny wieprzowej lepiej stosować jej zamiennik z wodorostów.
Drożeje odtłuszczone mleko w proszku
Na rynku mleka wraz ze zwyżkami cen mleka w proszku i masła zaświtała nadzieja. Proszek był produkowany głównie dlatego, że z odwirowanego z mleka tłuszczu powstawało drogie masło. Dziś, gdy ten tłuszcz znacznie staniał, także i proszku jest na świecie mniej. Mamy więc klasyczną zależność: malejąca podaż i rosnąca cena. Ale to nie zawsze działa. Bo np. świnie, których pogłowie w Polsce spadło w ciągu kilkunastu lat o ponad połowę wcale z tego powodu nie zdrożały. Czasami ich ceny rosły, gdy np. w 2018 r. w Chinach pojawił się ASF i Azja wyssała z Europy wszystkie nadwyżki wieprzowiny, ale to były nadzwyczajne okoliczności.
Co zatem będzie z rynkiem mleka? Z jednej strony mamy malejące zapasy proszków (np. w Stanach Zjednoczonych jest go o 15% mniej niż rok wcześniej), a z drugiej strony, pojawiają się informacje, że Nowa Zelandia pogrywa sobie z resztą świata i wstrzymuje sprzedaż, żeby podbić ceny. Z takich spekulacji można się tylko cieszyć, bo dzięki proszkom możemy pozbyć się choć części z 30–40-procentowej nadwyżki mleka, z jaką się borykamy.
W krajach Europy Zachodniej likwidują swoje rolnictwo
W porównaniu do kilku krajów Unii, intensywniej niż my produkujących mleko, jak Dania, Belgia, Holandia (łącznie 24 mld l rocznie) mamy pewną istotną przewagę: niewielka koncentracja produkcji na znacznie większym obszarze. Te trzy kraje mają łącznie nieco ponad 110 tys. km2 powierzchni, czyli tyle, co jedna trzecia Polski, a produkują razem o około 10 mld l mleka więcej. Tam więc mleka będzie ubywało. Holendrzy od lat prowadzą program wykupu gospodarstw, Belgowie na razie skupili się na emisji azotu ze źródeł rolniczych, Duńczycy będą kupować od rolników ziemię, aby tworzyć na niej rezerwaty i bagienka. O ile paszę dla świń czy drobiu można przywieźć z Ukrainy, to bydła bez własnych hektarów produkować się nie da. Do tego dochodzą Irlandczycy, gdzie produkcja może nie jest szczególnie intensywna, ale za to tania. W kraju, gdzie krowy pasą się na pastwiskach niemal przez cały rok, trudno zmniejszyć produkcję nawozów naturalnych inaczej niż zmniejszając pogłowie. A Polacy? Może gdyby poszli śladem Węgrów, to nieco ulżyliby producentom mleka. Nad Dunajem na pomoc dla gospodarstw mlecznych przeznaczono 6,4 mln euro. Objąć ma ona 2300 gospodarstw, wychodzi więc 11,7 tys. zł na gospodarstwo. Biorąc pod uwagę fakt, że tam mleko produkowane jest w stadach liczących po 600–1000 sztuk, nie jest to wiele. Ale nawet taki gest się liczy, bo ceny skupu – choć trudno w to uwierzyć – spadły tam w przeliczeniu na złotówki do poziomu 80 gr/l.
Stan przezimowania zbóż w Europie i w Stanach Zjednoczonych po znakiem zapytania
Został nam jeszcze rynek zbóż. W zachodniej połowie Polski rolnicy, którzy siali jesienią, widząc co dzieje się na polach niepokrytych śniegiem, już zaczynają się rozglądać za zbożami jarymi. Oczywiście to nie zbiory ziarna w Polsce przesądzają o sytuacji na rynku. Tutaj mamy wiele niewiadomych. Języki mrozu w Stanach Zjednoczonych sięgnęły tej zimy bardzo głęboko na południe a ze śniegiem było i jest tam różnie. Zmroziło także Rosję i Ukrainę, ale tam był śnieg. Dziś trudno cokolwiek przesądzać. Trzeba poczekać aż mróz puści i zboża rozpoczną bądź nie, wegetację.
Paweł Kuroczycki
Redaktor naczelny Tygodnika Poradnika Rolniczego
