Panie Prezesie, sytuacja na rynku i ceny zbóż nieustannie nurtuje rolników. W związku z eskalacją konfliktu Rosji z Ukrainą, eksport zbóż z tych dwóch krajów praktycznie jest zablokowany. Kraje te natomiast są nie tylko potężnymi producentami zbóż, ale także eksporterami. Polska co prawda w tym roku ma nieco niższe zbiory zbóż, ale nadal mamy wysoki potencjał eksportowy, tym bardziej, że w nowy sezon weszliśmy z dość wysokimi zapasami. Czy Polska jest w stanie wykorzystać tę sytuację? Jak obecnie wygląda eksport naszego ziarna?
– Eksport z Polski nadal się odbywa. W przypadku pszenicy skup jest już jednak praktycznie zakończony i ma obecnie charakter marginalny. W centrum zainteresowania zaczyna natomiast znajdować się kukurydza. Jednocześnie problem nadwyżek zbóż dotyczy nie tylko Polski, lecz całej Unii Europejskiej, dlatego istnieje potrzeba znalezienia rynków zbytu dla zgromadzonej pszenicy.
Elewarr rozpoczął obecnie aktywność eksportową na większą skalę, czego przez wiele wcześniejszych lat praktycznie nie robił. Dotychczas spółka występowała przede wszystkim jako pośrednik dla dużych eksporterów – kupowała zboże, a następnie dostarczała je do portów, skąd było ono wysyłane za granicę. Obecnie Elewarr chce samodzielnie rozwijać działalność eksportową.
Gigantyczną pracę wykonała w ostatnim, czasie wiceminister Małgorzata Gromadzka, która doprowadziła do otwarcia możliwości eksportowych na rynek egipski. Elewarr ma obecnie dużą szansę na podpisanie znaczącego kontraktu z Egiptem. Jest to szczególnie istotne, ponieważ Egipt dotychczas zaopatrywał się przede wszystkim w zboże z Rosji i Ukrainy.
Obecne problemy z eksportem z rejonu Morza Czarnego wynikają nie tylko z samego konfliktu, ale także z bardzo wysokich kosztów ubezpieczenia i transportu. To właśnie te czynniki powodują dużą różnicę między cenami ziarna w Rosji i Ukrainie a cenami obowiązującymi na innych rynkach. Transport morski przez Morze Czarne znacząco podrożał i jest trudny do realizacji, co ogranicza możliwość wywozu zboża.
W tej sytuacji Polska próbuje wykorzystać swoją dostępność logistyczną i zaproponować Egiptowi dostawy jako alternatywne źródło zaopatrzenia. Przedstawiciele Elewarru mają w najbliższych dniach udać się do Egiptu, aby podpisać wstępne umowy. W mojej ocenie jest to jedno z najważniejszych wydarzeń na rynku zbożowym w tym roku.
W Polsce, podobnie jak na innych rynkach światowych, dominuje kilka dużych międzynarodowych firm skupujących zboże. Udział Elewarru w rynku przez lata systematycznie się zmniejszał, a spółka została w znacznym stopniu zepchnięta na margines. Poprzez rozwój eksportu Elewarr zaczyna odbudowywać swoją pozycję. Elewarr został powołany około 30 lat temu przede wszystkim po to, aby uczestniczyć w zabezpieczaniu rezerw. Obecna sytuacja geopolityczna i problemy z bezpieczeństwem dostaw pokazują, że do tej funkcji warto powrócić i ją wzmocnić.
Kraje Afryki Północnej, w tym Egipt są dużymi importerami, ale jednocześnie są wrażliwe na cenę. Rosja, która była jednym z najważniejszych dostawców, oferowała im konkurencyjne ceny. Ceny pszenicy w Polsce oscylują w okolicach 900 zł/t, a nawet zbliżają się do 1000 zł/t. Czy jest to cena na tyle konkurencyjna, że będziemy w stanie te rynki zdobywać?
– Obecnie nie można patrzeć wyłącznie na nominalną cenę zboża w poszczególnych krajach, ponieważ bardzo duży wpływ na konkurencyjność mają koszty transportu i możliwości fizycznego dostarczenia towaru.
Ceny zbóż są w dużym stopniu regulowane przez sytuację na rynkach międzynarodowych. Obecna sytuacja jest jednak nietypowa. Rosja i Ukraina, mimo utrudnionego eksportu, utrzymują swoje dotychczasowe ceny, natomiast ograniczona dostępność zboża na światowym rynku doprowadziła do wzrostu cen na giełdach.
Różnica między cenami zboża w Ukrainie i Rosji a cenami w Polsce sięga obecnie około 100 dolarów. Jest to wyjątkowo dużo. Nie pamiętam podobnej sytuacji. Wynika ona przede wszystkim z bardzo wysokich kosztów wywozu ukraińskiej i rosyjskiej pszenicy. Po uwzględnieniu kosztów transportu, zboże z rejonu Morza Czarnego ostatecznie może być dostępne na europejskich rynkach po cenach zbliżonych do poziomów obserwowanych na giełdach takich jak MATIF czy w Chicago.
Ceny pszenicy bardzo mocno wzrosły i prawdopodobnie utrzyma się obecny kierunek rynku. Polska ma dzięki temu możliwość konkurowania o zagraniczne rynki zbytu, choć nie jest jedynym krajem zainteresowanym ich zdobyciem. Wskazuje, że Francja od dłuższego czasu jest najtańszym dostawcą pszenicy w tym regionie.
Kraje Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu starają się dywersyfikować źródła dostaw, aby nie uzależniać się od jednego kierunku. Doświadczenia związane z sytuacją na Morzu Czarnym spowodowały dodatkowo większą ostrożność importerów.
Na rynkach Afryki Północnej funkcjonują dwa podstawowe mechanizmy zakupu zboża. Pierwszy, to tradycyjne przetargi organizowane przez instytucje państwowe, w ramach których kupowane są duże partie ziarna, sięgające około 300–500 tys. ton. Drugi model opiera się na bezpośrednich umowach międzyrządowych.
To właśnie ten drugi mechanizm ma być obecnie szczególnie istotny dla Elewarru. Zawarcie z Egiptem kontraktu międzyrządowego, pozwoliłby zapewnić Polsce stały kanał eksportowy i zagospodarować część egipskiego zapotrzebowania na importowaną pszenicę. Egipt jest największym importerem zbóż w Afryce Północnej i jednym z największych importerów w całym regionie. Importuje około 12 mln ton zboża, a dotychczas około 95 proc. tego wolumenu pochodziło z rejonu Morza Czarnego.
Czy z możliwości wynikającej z otwarcia egipskiego rynku będą mogli korzystać wszyscy polscy eksporterzy, czy też rozwiązanie dotyczy przede wszystkim Elewarru?
– Sytuacja Elewarru jest specyficzna ze względu na państwowy charakter spółki. Elewarr jest jedną z nielicznych, a być może ostatnią na świecie państwową firmą zajmującą się handlem zbożem. W obecnych warunkach okazuje się to atutem, ponieważ wiele państw poszukuje możliwości zawierania bezpośrednich umów międzyrządowych.
Dzięki temu Elewarr znalazł się w centrum zainteresowania podmiotów poszukujących takich kontraktów. Umowy międzyrządowe dają większą gwarancję realizacji dostaw, a także pozwalają łatwiej ustalać warunki płatności, rozliczeń i terminów dostaw. Są to kontrakty charakteryzujące się dużą stabilnością i obecnie są wysoko wyceniane.
Elewarr jest również dość zaawansowany w rozmowach dotyczących podobnych kontraktów z Chinami.
Czy rolnicy dostarczający zboże do Elewarru mogą liczyć na dobre ceny w związku z możliwością zawierania korzystnych kontraktów eksportowych?
– Jeżeli spółka ma zawarty kontrakt, to możliwość uzyskania dobrych cen dla dostawców jest realna. Warto podkreślić, że zyski Elewarru nie są przeznaczane wyłącznie na bieżącą działalność. Mają być inwestowane w rozwój spółki, przede wszystkim w zwiększenie możliwości zakupowych oraz rozbudowę pojemności magazynowej. Część środków ma także służyć kształtowaniu bardziej wyrównanych cen skupu.
Jednym z głównych celów spółki jest znaczne zwiększenie udziału Elewarru w rynku zbóż. Po latach dominacji dużych międzynarodowych przedsiębiorstw udział państwowej spółki został bardzo mocno ograniczony.
Udział Elewarru w rynku zbóż spadł z 30 do około 2%...
– Sam byłem zszokowany skalą marginalizacji spółki, kiedy obejmowałem stanowisko prezesa. Spółka posiada narzędzia, które mogą pomóc w odbudowie udziałów rynkowych. Jednym z najważniejszych są rezerwy zbożowe w ramach zacieśnienia współpracy z Rządową Agencją Rezerw Strategicznych. Według ocen Unii Europejskiej, polskie rezerwy są obecnie bardzo niskie. Ich zwiększenie mogłoby jednocześnie stworzyć warunki do zwiększenia udziału Elewarru w rynku.
Rezerwy służą nie tylko do zabezpieczania potrzeb ludności, ale również wspomagają bardzo silnie eksport przechowywanego zboża. Światło dzienne ujrzał nowy projekt ustawy o zwiększeniu rezerw. Jeżeli przejdzie, będzie to pierwszy krok do budowania również eksportu. Obserwując rynki niemiecki, duński i francuski przekonałem się, że rezerwy w dużej mierze napędzają również eksport.
Jeżeli zwiększymy na odpowiednim poziomie rezerwy to one pozwolą nam na zaaferowanie lepszej ceny rolnikom.
Rolnicy rozpoczynają zbiory kukurydzy. Czy Elewarr jest przygotowany do skupu? Zbiory kukurydzy w wielu miejscach Unii Europejskiej są niższe, również w Polsce spodziewane są nieco mniejsze zbiory. Nie oznacza to jednak utraty znaczącego potencjału eksportowego. Cena suchego ziarna dochodzi do około 1000 zł/t, natomiast kukurydza mokra przekracza 600 zł/t. Jednocześnie wysokie pozostają koszty energii i transportu, co komplikuje decyzję dotyczącą suszenia. Czy przy obecnych kosztach bardziej opłacalne jest sprzedanie kukurydzy mokrej, czy też jej wysuszenie?
– Również mokrą kukurydzę ktoś musi ostatecznie wysuszyć, chyba że trafi ona bezpośrednio do gorzelni lub zakładu przetwórczego, który może ją wykorzystać bez wcześniejszego suszenia. Z tego powodu wybór pomiędzy sprzedażą mokrego ziarna a jego dosuszeniem nie jest prosty. Dodatkowym problemem są rosnące koszty energii oraz transportu. Jednocześnie korzystnym czynnikiem jest to, że rosną także ceny samej kukurydzy. Jeśli rolnik podjął już decyzję o rozpoczęciu zbioru, powinien raczej ją wysuszyć i uwzględnić koszt suszenia w kalkulacji. Czekanie może bowiem okazać się ryzykowne – warunki pogodowe mogą się zmienić, a oczekiwana oszczędność na suszeniu nie musi się zmaterializować.
Na rynku pojawia się przy tym interesująca zmiana kierunku przepływu towaru. Elewarr otrzymuje obecnie zapytania z Węgier dotyczące zakupu kukurydzy w Polsce. Jest to sytuacja odwrotna do tej, do której przyzwyczajony był rynek. Węgry mają problemy z dostępnością kukurydzy potrzebnej do realizacji swoich wieloletnich kontraktów eksportowych, dlatego zwracają się do polskich podmiotów o pomoc. Elewarr prawdopodobnie będzie odpowiadał na te zapytania i sprzedawał tam polską kukurydzę.
Kukurydza jest w Polsce relatywnie nowym elementem rynku i łańcucha logistycznego w porównaniu z tradycyjnymi zbożami. Rynek dopiero od kilku lat przygotowuje się do jej obsługi na dużą skalę. W poprzednim roku oczekiwano bardzo dużych zbiorów, sięgających około 10 mln ton, jednak część rolników zdecydowała się przetrzymać ziarno i nie sprzedawać go od razu. W konsekwencji część kukurydzy zagrzała się, pojawiły się również problemy związane z infekcjami i ostatecznie na rynku paszowym oraz konsumpcyjnym pozostało znacznie mniej ziarna niż można było oczekiwać na podstawie zbiorów. Duża część kukurydzy trafiła natomiast do gorzelni oraz na biomasę.
Istotnym czynnikiem pozostaje pogoda. Kukurydzę można zbierać przez długi okres, dlatego rolnicy nie zawsze muszą się spieszyć ze żniwami. Mogą czekać, aż ziarno naturalnie przeschnie, a następnie zdecydować o terminie sprzedaży. W sprzyjających warunkach rolnicy potrafią pozostawić kukurydzę na pniu nawet do stycznia. Jeżeli wystąpi mróz i suche warunki, takie opóźnienie zbioru może przynieść dodatkowe korzyści dzięki ograniczeniu kosztów suszenia.
Jak Pan ocenia potencjał rozwoju cen zbóż, w tym kukurydzy? Czy ewentualna poprawa sytuacji na Morzu Czarnym mogłaby doprowadzić do gwałtownego spadku cen?
– Informacje o konfliktach i innych problemach rynkowych przede wszystkim tworzą przestrzeń do dalszej spekulacji cenowej. Konflikt rosyjsko-ukraiński trwa już od kilku lat, natomiast obecnie doszło do szczególnej sytuacji, w której z regionu Morza Czarnego praktycznie nie może normalnie wypływać część towarów. To właśnie ograniczenie przepływu statków i ryzyko przerwania dostaw wywołuje na rynku dodatkową panikę.
Sytuację ze zbożami na Morzu Czarnym można porównać do cieśniny Ormuz w przypadku rynku ropy. W obu przypadkach ograniczenie przepływu przez strategiczny szlak transportowy może prowadzić do obaw o niedobór surowca lub towaru. W przypadku zbóż traderzy wykorzystują te informacje do kształtowania cen zarówno na CBoT, jak i na Matifie. Mechanizm jest przedstawiony jako oczekiwanie: skoro może zabraknąć pszenicy lub kukurydzy, rynek zaczyna podnosić ich wyceny.
Według analiz, którymi dysponuję, problemy związane z Morzem Czarnym mogą utrzymywać się przez dłuższy czas. Jednym z bezpośrednich problemów są znacznie wyższe koszty ubezpieczenia transportów. Wysokie składki ubezpieczeniowe zwiększają koszt przewozu kukurydzy i innych towarów, a dodatkowe zagrożenie stanowi samo przepływanie statków przez niebezpieczne akweny.
Ponadto mogą też rosnąć koszty związane z przeprawą przez Bosfor. Jeżeli liczba przepływających statków będzie mniejsza, operatorzy infrastruktury mogą próbować utrzymać poziom swoich przychodów poprzez podnoszenie opłat. Tak stało się na Kanale Sueskim.
Wiele przesłanek wskazuje więc na możliwość dalszego wzrostu cen zbóż. Jednocześnie istotne pozostają również czynniki pogodowe w innych częściach świata. Szczególne znaczenie będzie miała sytuacja w Argentynie i Australii i El Niño. Jeżeli w tych krajach wystąpią niekorzystne warunki pogodowe i susza, mogłoby to dodatkowo ograniczyć globalną podaż pszenicy i innych zbóż.
