W połowie lat 90. Rosja była największym importerem pszenicy na świecie. W 2003 r. władzę objął Putin i dał oligarchom jasny sygnał: skoro zarobiliście fortuny na surowcach, macie teraz zainwestować w rolnictwo, bo kołchozy nie przynoszą dochodów. Oligarchowie zaczęli więc kupować ziemię. Dziś mówi się, że 32– 33 z nich kontroluje około 80% gruntów ornych w Rosji.
– Od 2003 r. przez kolejne lata importowali know‑how z UE, głównie z Niemiec: odmiany, środki ochrony roślin, nawozy, doradztwo, logistykę. Plony zbóż wyraźnie wzrosły. Po aneksji Krymu wprowadzono ostre sankcje. Gospodarka rosyjska skurczyła się o 17%, a rubel stracił prawie 50% wartości. Równocześnie Putin zakazał importu żywności z Zachodu. Połączenie embarga na żywność z gwałtownym osłabieniem rubla stało się najsilniejszym impulsem rozwojowym rosyjskiego rolnictwa po II wojnie światowej – mowił Jan Peters, analityk rynków rolnych z Top Agrar Markt Pro, podczas webinaru o rynku zbóż i rzepaku, które odbyło się w połowie grudnia ub.r.
W wyniku osłabienia rubla, rosyjscy rolnicy otrzymywali za tonę pszenicy niemal dwukrotnie więcej niż wcześniej, co pozwoliło masowo inwestować i dalej zwiększać plony. W kilka lat Rosja z największego importera zboża stała się największym eksporterem.
Zboże zamiast gazu i ropy
Peters zwrócił uwagę, że przed wojną 90% dostaw gazu z Rosji trafiało do Europy. Po wstrzymaniu importu Rosja nie znalazła realnej alternatywy. Jest co prawda gazociąg doprowadzający gaz do Chin, lecz o ograniczonej przepustowości, a drugi jest w budowie i zostanie uruchomiony nie wcześniej niż za 5–7 lat.
– Eksport gazu praktycznie zamarł, podobnie jak wpływy dewizowe z tego tytułu. Inaczej wygląda sytuacja z ropą, której duże ilości trafiały z ominięciem sankcji do Chin i Indii za pośrednictwem tzw. floty cieni. Flotę tę tworzą tankowce pływające pod tanimi banderami. Mimo wojny Rosja nadal zarabia na eksporcie ropy, ale Chiny i Indie kupują ją z dyskontem, poniżej cen światowych, co znacząco obniża wpływy w porównaniu z okresem sprzed wojny. Ponadto handel ropą za pośrednictwem floty cieni jest coraz bardziej ograniczany. – tłumaczył Jan Peters.
W sytuacji zmniejszania wpływów z gazu i ropy, Rosja agresywnie wykorzystuje zboże. W każdym przetargu na pszenicę jest w stanie przebić konkurencję ceną, konsekwentnie schodząc poniżej ofert innych eksporterów, by utrzymać pozycję głównego dostawcy Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu i zdobywać dewizy.
– Eksport zbóż z Rosji idzie na pełnych obrotach – to bezpośredni efekt konieczności finansowania gospodarki wojennej. Wojna okazała się dla rosyjskiego sektora rolnego swoistym programem koniunkturalnym: przy słabym rublu gospodarstwa miały wysokie wpływy w walucie krajowej i intensywnie kupowały zachodnie maszyny. Tuż przed wybuchem wojny w Rosji działało 125 niemieckich firm wyłącznie w branży agro. W ciągu ostatnich 20 lat eksport zbóż z Rosji wzrósł o ok. 160%, a produkcja o 50–60% – wyliczał analityk z Niemiec.
Korytarz zbożowy na Morzu Czarnym
Niecodziennym elementem wojny było zaminowanie Morza Czarnego: Rosja zaminowała akwen, by sparaliżować żeglugę, a Ukraina – podejścia do własnych portów. W efekcie, krótko po wybuchu wojny, statki nie mogły wywozić zboża ani z Rosji, ani z Ukrainy, a Morze Czarne stało się praktycznie nieżeglowne.
– Magazyny Afryki Płn., największego deficytowego obszaru świata, były prawie puste, a kraje odpowiedzialne za jedną trzecią światowego eksportu zbóż nie mogły dostarczać towaru z powodu min na Morzu Czarnym. Ceny zbóż skoczyły horrendalnie. Ponadto na około rok przed wybuchem wojny Chiny zaczęły niespodziewanie kupować duże ilości pszenicy. W ciągu jednego roku Chiny kupiły ok. 50 mln ton tego ziarna, „odkurzając” poniekąd magazyny na całym świecie i przenosząc zapasy do siebie. Wraz z wybuchem wojny wartość tych zapasów podwoiła się, a nawet potroiła, co przyniosło Chinom ogromne zyski. Jednocześnie to jedyny kraj, który w razie braku korytarza zbożowego na Morzu Czarnym byłby w stanie awaryjnie zaopatrywać regiony takie jak Afryka Północna czy np. Somalia – zarówno zbożem, jak i finansowo – zaznaczał Peters.
Napięcie, jakie powstało na Morzu Czarnym udało się złagodzić dzięki działaniom sekretarza generalnego ONZ António Guterresa i prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana, którzy w rozmowach z Putinem wynegocjowali korytarz zbożowy na Morzu Czarnym, z użyciem izraelskich jednostek do trałowania min.
– Eksport zboża ponownie ruszył: kraje Afryki Północnej zostały zaopatrzone, Rosja wróciła do eksportu na poziomie ok. 2 mln ton miesięcznie, dostawy wznowiła także Ukraina. Szybko jednak nastąpiła zmiana: Rosja podwoiła eksport. Zamiast 2 mln ton miesięcznie zaczęła wysyłać 4 mln ton, opróżniając zapasy interwencyjne i handlowe oraz wykorzystując wysokie zbiory. W krótkim czasie wyeksportowała około 50 mln ton zbóż – podkreślał analityk.
Światowy rynek przeszedł od niedoboru do gwałtownego zalania importerów zbożem. Rynki zostały przepełnione, głównie ziarnem z Rosji, a ceny załamały się.
– Efekt nadpodaży utrzymuje się do dziś – to główna przyczyna niskich cen i trudności eksportowych UE. Rosja, pozbawiona dochodów z gazu i mająca ograniczone dochody z ropy, agresywnie wykorzystuje zboże jako źródło dewiz – zaznaczał analityk.
Zmiany klimatu sprzyjają Rosji i Ukrainie
Jan Peters zwrócił uwagę także na to, że podczas, gdy w wielu regionach świata zmiany klimatyczne utrudniają uprawę zbóż (susza lub nadmierne opady), Ukraina i Rosja korzystają na ociepleniu.
– Dziś znacznie łatwiej niż 15 lat temu wysyłać zboże zimą z portów Morza Czarnego. W latach 90. od początku grudnia do końca stycznia eksport był praktycznie niemożliwy z powodu zamarzania akwenu, dziś zimy są cieplejsze, a zatoki nie zamarzają jak dawniej. Po drugie, w regionie Morza Czarnego nie występują dotkliwe susze. W przeszłości zdarzały się one regularnie, dziś od ponad dekady, szczególnie w ostatnich pięciu latach, plony utrzymują się tam na wysokim poziomie. To wyraźna przewaga konkurencyjna Rosji i Ukrainy – zaznaczał analityk.
Chiny i port w Odessie
Peters zaznacza, że Chiny, czy to pośrednio, czy bezpośrednio, nadal odgrywają kluczową rolę, w kreowaniu sytuacji na rynkach rolnych.
– Po pandemii zniknął wcześniejszy, dwucyfrowy wzrost gospodarczy (10–11% rocznie), populacja zamiast rosnąć. zaczęła się kurczyć, co zmniejsza popyt wewnętrzny. Jednocześnie gospodarka planowa prowadzi do nadprodukcji m.in. stali, paneli fotowoltaicznych czy samochodów – produkcja jest oderwana od popytu, także w sektorze energii odnawialnej. Panele i turbiny produkuje się „na skład”. Największym strategicznym problemem Chin pozostaje jednak zaopatrzenie w gaz i ropę. Wiedzą one, że kluczowi eksporterzy ropy, jak Katar i Arabia Saudyjska, są sojusznikami USA, co tylko zaostrza geopolityczną rywalizację USA–Chiny – tłumaczył ekspert.
W tym globalnym układzie, w ocenie analityka, szczególnego znaczenia nabiera port w Odessie – dziś jedno z najlepiej chronionych miejsc na świecie.
– Utrzymanie eksportu zboża z Ukrainy jest dla Kijowa kluczowe z punktu widzenia dewiz. Część eksportu idzie także przez mniejsze porty na Dunaju, ale Odessa pozostaje główną bramą na świat. Dla Rosji byłby to również port strategiczny, stąd jego duże znaczenie w rosyjskich planach wojennych. Z całego regionu Morza Czarnego pochodzi ok. 35% światowego eksportu zbóż – mowił Peters.
Sprzedawać zboża regularnie
W połowie grudnia Rosjanie wznowili ataki na statki kontenerowe w porcie w Odessie a tego typu wydarzenia, w ocenie eksperta z Niemiec, podbijają ryzyko dla żeglugi, a tym samym koszty frachtu i ubezpieczenia, co jeśli sytuacja się nasili, może ograniczać podaż z Ukrainy i wspierać ceny.
– Aczkolwiek, nawet ewentualny rozejm czy pokój nie zmieniłby diametralnie kierunków przepływu towarów. Obecna struktura handlu raczej by się utrzymała. Podaż zbóż jest wyraźnie większa niż popyt w przewidywalnym horyzoncie. Ryzyko niedoborów praktycznie zniknęło – mamy rekordowe zbiory pszenicy – około 829 mln ton, natomiast prognozy dla Australii i Argentyny zostały dodatkowo podwyższone. Po raz pierwszy od siedmiu lat globalne zużycie zbóż jest niższe niż produkcja, co oznacza odbudowę światowych zapasów w roku gospodarczym 2025/2026 – podkreślał analityk.
W takich warunkach Peters rekomenduje rozpoczęcie sprzedaży ziarna z magazynów mimo cen często poniżej kosztów produkcji. Proponuje podejście konsekwentne: okres do lipca podzielić na równe części i co miesiąc sprzedawać ok. 1/5 zapasów, niezależnie od bieżącego poziomu cen, aby uwolnić magazyny i zapewnić płynność finansową. Jeśli w styczniu, marcu czy kwietniu pojawi się skok cen, np. w wyniku zaostrzenia sytuacji w Ukrainie, można zwiększyć tempo sprzedaży lub rozpocząć kontraktowanie nowego zbioru.
Import nawozów zablokował porty
Komentując sytuację na rynku zbóż, Jan Peters zwrócił uwagę na to, że Niemcy w ostatnich 4–5 miesiącach ub.r. ostro przygotowywały się do wprowadzenia od tego roku podatku węglowego (CBAM) na import produktów o wysokiej emisji dwutlenku węgla z krajów spoza UE, w tym nawozów. W tamtejszych portach morskich zmagazynowano około 250 tys. ton nawozów, co z kolei zablokowało logistykę eksportu zboża. Powstała dość kuriozalna sytuacja: gdy można było sprzedać zboże, np. w porcie Rostock, to ciężarówki i urządzenia przeładunkowe były zajęte importem nawozów, więc eksport zboża nie szedł tak sprawnie.
Przeczytaj także: Bydła będzie coraz mniej, ceny skupu wyższe. KE publikuje prognozę do 2035 r.
Magdalena Szymańska
fot. M. Szymańska
