Sporny areał znajduje się w pięciu lokalizacjach na terenie pięciu gmin. Spór o prawo do uprawy toczą ludzie, którzy wcześniej ze sobą współpracowali
Problemy rozpoczęły wraz ze śmiercią jednego z dzierżawców ziemi
Latem 2024 roku zmarł Henryk Podkówka, jego spadkobiercy – żona i dwóch synów – zgodnie z prawem przeprowadzili podział majątku w firmie Przedsiębiorstwo Produkcyjno-Rolne Sady Dolne, którego był współwłaścicielem razem z drugim udziałowcem Romanem Kros-
nowskim. Ziemią zajął się właśnie biznesowy partner. Jednak w 2025 roku o ziemię upomniała się rodzina Podkówków i ponad 200 ha obsiała pszenicą. I wtedy właśnie zaczął się spór.
Przemysław Podkówka, syn zmarłego, który założył rodzinną firmę rolniczą, podkreśla, że on i jego rodzina mają prawo do obsianych pszenicą 200 ha. Ich zdaniem świadczy o tym jeden z dokumentów w sprawie, który ma charakter protokołu rozbieżności co do poddziału majątku.
Protokół rozbieżności świadczyć ma na korzyść jednej ze stron
To umowa zawarta 30 czerwca 2025 r. między Przemysławem Podkówką a Przedsiębiorstwem Produkcyjno-Rolnym Sady Dolne. Czarno na białym zapisano tam, iż: „ Każda ze Stron nie zgadza się w całości z oświadczeniem drugiej Strony złożonym powyżej”. To właśnie według Podkówków dowód, że dalej są dzierżawcami spornych gruntów, ponieważ nie odstąpili od ich uprawy po śmierci Henryka Podkówki. Ich oponent przejął je tylko ze względu na terminy agrotechniczne po śmierci głowy rodziny.
Na tym jednak nie koniec argumentów Podkówków, gdyż jedna ze świadków, zeznając przed sądem, powiedziała: „Byłam świadkiem może dwóch porozumień między stronami. Z dokumentów wiem, że grunty, które miały przypaść państwu Podkówka, miały być im wydane w październiku 2025 roku na kolejny rok gospodarczy. (…) Na jesień ubr. [2025] na gruntach poczynione zostały zabiegi (...), o czym powód został poinformowany pisemnie. Coś zostało posiane (...). 7 i 8 marca 2026 roku wjechały maszyny powoda na grunty i dokonano oprysku roundupem”.
Jak zaznacza Przemysław Podkówka, grunty nie były uwzględnione w żadnym porozumieniu. I jak podkreśla, de facto on i jego bliscy są spadkobiercami dzierżaw po ojcu.
Roman Krosnowski uważa, że prawo do dzierżawy należy do niego
Inne zdanie ma na ten temat ich oponent – Roman Krosnowski.
– Mam ważną, aktualną umowę dzierżawy tego gruntu, jeszcze z 2024 roku. Mam też oświadczenie właściciela wydzierżawiającego ziemię, że jestem jedyną osobą upoważnioną do korzystania z tego gruntu i pobierania pożytku. Można powiedzieć, że na tym sprawa się kończy. Dlatego trudno sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś, mając tę wiedzę, wjeżdża na pole, obsiewa je i twierdzi, że to on ma do niego prawo – mówi Roman Krosnowski. I dodaje: – Państwo Podkówkowie twierdzą, że również mają tytuł prawny do tych gruntów, ponieważ posiadają umowy, a dzierżawy odziedziczyli w wyniku śmierci ich ojca i męża. Te umowy jednak wygasły w wyniku ich zachowania, polegającego na tym, że nie przystąpili do wykonania tych umów dzierżawy. Choć rzeczywiście, zgodnie z prawem oni w początkowym okresie jako spadkobiercy byli stroną, ale nie przystąpili do ich wykonania i to spowodowało, że te umowy wygasły.
Zaznacza też, że państwo Podkówkowie się tym nie interesowali, a nawet oświadczali, że prowadzenie gospodarstwa rolnego ich nie interesuje.
Czy umowy wygasły bez potrzeby ich wypowiadania?
– Są orzeczenia sądów, które mówią, że takie właśnie zachowanie jednej ze stron umowy powoduje, iż te umowy wygasają, nawet bez potrzeby ich wypowiadania – tłumaczy Roman Kros-
nowski. – I dlatego właściciele gruntów zawarli umowy ze mną.
Teraz Krosnowski wystąpił do sądu z pozwem o ochronę posiadania, bo rodzina Podkówków obsiała je pszenicą.
– To ja podpisałem z właścicielami gruntu umowy i normalnie je obsiałem, zbierałem plony, zapłaciłem podatek, czynsz dzierżawny, zgłosiłem to do dopłat i je otrzymałem. Przygotowałem pole pod siew buraków. A w którymś momencie im się chyba odwidziało. Jednak z rodziną Podkówków mam porozumienie zatwierdzone przez notariusza. W dwóch miejscach oświadczają, że są ze mną rozliczeni. I oni rolniczych spraw nie będą prowadzić. Wszystko było robione w mediacji, przez pełnomocników. Zaś po roku, gdy porozumienie zostało skonsumowane, ja się rozliczyłem z podziału majątku z uwagi na to, że wspólnik umarł, oni wjechali na pola, które dzierżawię – objaśnia Roman Krosnowski.
Zaznacza również, że po śmierci Henryka Podkówki w lipcu 2024 r., jeszcze w listopadzie tego samego roku zostały spisane notarialnie porozumienia o podziale firm, udziałów i gruntów.
Jeden dzierżawca pola przeznaczył pod buraki, a drugi posiał na nich pszenicę
– Pierwsze naruszenie moich praw nastąpiło w 2025 r. na tych gruntach, gdy jesienią coś tam posiali. Miałem posiać tam buraki, które mam zakontraktowane w cukrowni i muszę się z tego wywiązać, a żeby to zrobić, musiałem wyczyścić pole glifosatem – zastosowałem taki oprysk – relacjonuje Krosnowski. – Ja tam pracuję, sieję, uprawiam, składam wnioski do Agencji i otrzymuję dopłaty.
Jak mówi, zaczęło się od ziemi, którą w 2025 r. obsiał rzepakiem, a wtedy oni wjechali tam i go zniszczyli, a następnie zasiali tam jeszcze raz rzepak na powierzchni około 10 ha.
– Jak na razie przypomina to Dziki Zachód. Dlatego wszystkie przypadki skierowałem do sądu – wyjaśnia Roman Krosnowski. – Bronię się przed nimi.
Ostra odpowiedź glifosatem
Przemysław Podkówka inaczej relacjonuje eskalację sporu.
– 7 i 8 marca 2026 r. na kilku kompleksach pól położonych na terenie powiatów świdnickiego, jaworskiego oraz średzkiego doszło do zniszczenia upraw pszenicy ozimej w wyniku oprysku glifosatem. Oprysk został wykonany na łącznej powierzchni ponad 200 ha – wyjaśnia gospodarz. – Uprawy były w dobrej kondycji po zimie. Na części pól zostały wykonane zabiegi środkami ochrony roślin, a część pól była już nawożona azotem (RSM). Ten oprysk oznacza bardzo poważne straty dla gospodarstwa. Z nagrań oraz śladów na polach wynika, że prace wykonywane były samojezdnym opryskiwaczem rolniczym. Widoczne są koleiny o rozstawie kół innym niż w sprzęcie należącym do naszego gospodarstwa. Nagrania z kamer pozwalają zidentyfikować sprzęt i osoby wykonujące oprysk – dodaje Przemysław Podkówka.
Zdarzenie zostało zgłoszone policji oraz prokuraturze jako zniszczenie mienia. Wartość strat została określona na około 450 tys. zł. Sprawa trafiła też do Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa.
Spór toczy się w sądzie, sprawą zajęła się prokuratura
– Spór dotyczący tych dzierżaw jest przedmiotem postępowań prawnych. Niezależnie od istniejącego sporu o dzierżawę, zasiane uprawy były prowadzone przez nasze gospodarstwo, które poniosło koszty produkcji i wykonywało wszystkie zabiegi agrotechniczne. Zniszczenie upraw poprzez oprysk herbicydem doprowadziło do poważnych strat gospodarczych i finansowych – podkreśla pan Przemysław.
Prokuratura Rejonowa w Świdnicy wszczęła śledztwo w sprawie spowodowania w Komorowie, Siedlimowicach, Piotrowicach, Zakrzowie i Szczepanowie zniszczenia w świecie roślinnym w znacznych rozmiarach i strat o wartości około 450 tys. zł.
Artur Kowalczyk
