Susza po srogiej zimie hamuje rozwój zbóż
– Zima w tym roku była wyjątkowo sroga, zwłaszcza jeśli porównamy sytuację z latami poprzednimi. Były niskie temperatury, ale w moim gospodarstwie zboża ozime przezimowały stosunkowo dobrze, ze względu na wystarczającą okrywę śnieżną. Zatem na początku wiosny zboża były w dobrej kondycji. Natomiast wraz z upływem wiosny dużym problemem stała się susza. Bo od momentu jak stopniały śniegi, czyli z końcem lutego, nie było u nas opadów aż do połowy maja. Zapas wody z zimy był nie taki mały, ale nie wystarczył. W czasie gdy pszenica powinna intensywnie rosnąć, zabrakło wody, i to przyhamowało jej rozwój. Teraz zboża się już poprawiły bo zaczęło padać w połowie maja i był to ostatni czas na ratunek. Ale już teraz widać, że będzie znacznie mniej słomy. Po prostu zboża są znacznie niższe niż zazwyczaj o tej porze roku – wyjaśnił Krzysztof Kamiński, dodając, że nie tylko słomy będzie mniej, ale też i ziarna, wszak zboże wchodzi już w fazę kłoszenia i on sam przypuszcza, że kłosy będą słabiej wykształcone.
Nierówne wschody kukurydzy i trudna ochrona roślin
Rolnik zasiał też kukurydzę ziarnową, a wschody są bardzo zróżnicowane i uzależnione od siedliska.
– Tam, gdzie gleby zachowały więcej wilgoci, ziarna szybko puściły kiełki i wschody są wyrównane, natomiast na glebach bardzo zbitych, gliniastych, nie było wilgoci w wierzchniej warstwie i w tych miejscach kukurydza nie wzeszła. Tam rośliny wschodzą dopiero teraz, czyli z mocnym opóźnieniem, po znacznym przeleżeniu ziarna w glebie. Zatem wschody mocno rozbiły się w czasie i rośliny będą w różnych fazach rozwojowych, co utrudni nam znacznie chociażby odpowiedni dobór terminów zastosowania środków chemicznych – powiedział Krzysztof Kamiński.
Załamanie ceny i potężny kryzys na rynku ziemniaków
Młody rolnik co roku uprawia także ziemniaki jadalne. Po kilku umiarkowanie dobrych latach dla ziemniaków przyszedł rok mocnego kryzysu i załamania na rynku.
– W tym roku borykamy się z ogromnym kryzysem na rynku ziemniaków, zwłaszcza jadalnych. Szczególnie więksi producenci ziemniaków borykali się nie tylko z niskimi cenami, ale też w ogóle z możliwością sprzedaży towaru i jeszcze do dzisiaj ziemianki zalegają w ich magazynach. Ja jako stosunkowo mniejszy producent prawie sprzedałem wszystkie ziemniaki, ale nigdy tak długo ta sprzedaż nie trwała. Zawsze sprzedaż ziemniaków kończyliśmy zimą (w styczniu lub w lutym), a teraz zeszło się do maja. Ci co zostali z ziemniakami mają duży problem, ponieważ nikt tych ziemniaków nie chce kupić, a jeśli trafi się kupiec, to oferuje taką cenę, że nie opłaca się przygotowywać tych ziemniaków do sprzedaży – stwierdził rolnik.
Zdaniem Krzysztofa Kamińskiego, głównym powodem kryzysu na rynku ziemniaków jest brak w kraju zakładów, które mogłyby te ziemniaki przerobić.
– W ostatnich latach znacznie zmniejszyły się możliwości przerobowe ziemniaków w kraju, ponieważ poupadały małe i średnie lokalne gorzelnie, które kiedyś skupowały od rolników nadmiar ziemniaków. Teraz tych gorzelni nie ma i ziemniaków nie ma kto kupić – zaznaczył Krzysztof Kamiński.
Koszty produkcji rosną, a ceny skupu szorują po dnie
Co robić w takiej sytuacji, kiedy rolnicy ponieśli duże nakłady na produkcję ziemniaków, których nie sprzedali i które zalegają po dziś dzień w magazynach?
– Rząd powinien się zastanowić nad dopłatami dla takich rolników, którzy nie sprzedali ziemniaków. Bez tej pomocy będzie trudno tym rolnikom funkcjonować w tym roku, tym bardziej, że były bardzo wysokie ceny sadzeniaków tej wiosny. Pozostały one na poziomie sprzed 2–3 lat i są bardzo wygórowane w stosunku do cen ziemniaków, jakie mogli uzyskać rolnicy. Tak samo kwalifikowany materiał siewny pszenicy to koszt 3000 zł za tonę, a my rolnicy sprzedajemy pszenicę po 700 zł za tonę – podkreślił rolnik.
W poprzednim roku wszystkie płody rolne, jakie sprzedaje Krzysztof Kamiński nie uzyskały opłacalnych cen.
– Nie ma sektora w produkcji roślinnej, który byłby opłacalny. Kiedyś jak dołowały ceny zbóż, to ziemniaki lepiej płaciły lub kukurydza. Dziś wszystkie ceny są zbyt niskie w stosunku do ponoszonych kosztów produkcji. W zasadzie zostają nam tylko same dopłaty. Sytuacja jest tym gorsza, że w górę wystrzeliły ceny nawozów oraz ropy w związku z wojną na Bliskim Wschodzie, a nasze płody rolne cały czas szorują cenami po dnie i chociaż chciałbym być optymistą, to sytuacja, jaka jest obecnie wskazuje, że będzie tylko gorzej – zakończył Krzysztof Kamiński.
Andrzej Rutkowski
fot. arch. prywatne
