Rolnicy przerywają żniwa i jadą do ministra. „To ostatni moment, żeby ratować produkcję świń”
Na polach ruszyły żniwa jęczmienia, ale wielu producentów trzody chlewnej zamiast do kombajnów w piątek wsiądzie do samochodów. Hodowcy z całej Polski zapowiadają przyjazd pod ministerstwo rolnictwa. Alarmują, że produkcja świń przestała się opłacać, a kolejne gospodarstwa stają nad przepaścią. Domagają się spotkania z ministrem i konkretnych działań.
„Nie będziemy kosić. Jedziemy do ministra”
Jak podkreśla Janusz Terka z NSZZ RI „Solidarność” Piotrków, rolnicy przez wiele miesięcy próbowali rozwiązać problem rozmowami z zakładami mięsnymi i różnymi instytucjami. Bez skutku.
– Jesteśmy na polu, zaczęły się żniwa, koszony jest jęczmień, ale my, hodowcy, zostawiamy w tym tygodniu swoje pola. Nie będziemy kosić w piątek. Jedziemy do ministra rolnictwa. Domagamy się działań w sprawie sytuacji na rynku trzody chlewnej. Próbowaliśmy różnych metod, rozmawialiśmy z różnymi osobami i zakładami, ale nie przyniosło to efektu. Mamy nadzieję, że minister się z nami spotka – mówi Terka.
Rolnicy zapowiadają, że w piątek o godz. 11.00 będą czekać przed ministerstwem rolnictwa na spotkanie z ministrem.
„Dlaczego polski tucznik jest tańszy o 70 groszy?”
Jednym z głównych postulatów jest wyjaśnienie, dlaczego ceny tuczników w Polsce są znacznie niższe niż w Niemczech.
– Między niemiecką giełdą a polskim rynkiem jest około 70 groszy różnicy na kilogramie. Dla nas to dziś ogromne pieniądze, bo i tak jesteśmy pod kreską. Może trzeba sprawdzić, czy nie dochodzi do zmów cenowych. Może powinien zająć się tym UOKiK. Trzeba też sprawdzić jakość mięsa sprowadzanego z zagranicy. Skoro jest dużo tańsze, to warto odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego – mówi kolejny rolnik z Solidarności Piotrków.
Jak dodaje, państwo powinno wykorzystać wszystkie dostępne narzędzia, aby wyjaśnić sytuację na rynku.
„Dokładamy do każdej świni”
Hodowcy nie ukrywają, że przy obecnych cenach produkcja przestała być opłacalna.
– Koszty są bardzo wysokie, a opłacalności nie ma żadnej. Można dołożyć raz czy drugi, ale za trzecim razem już się z tego nie podniesiemy. Ekonomia nie wybacza błędów. Nie da się prowadzić gospodarstwa, jeśli cały czas dokładamy do produkcji – mówi jeden z rolników.
Krytycznie ocenia również proponowane przez zakłady mięsne umowy kontraktacyjne.
– Te umowy nie są korzystne dla rolników, tylko dla firmy. My jesteśmy zwyczajnie dożynani. To jest ostatni moment, żeby coś z tym zrobić, bo za chwilę nie będzie rodzinnych gospodarstw produkujących świnie – podkreśla.
„Na każdym warchlaku tracimy około 100 zł”
Problemy dotyczą zarówno producentów tuczników, jak i hodowców prosiąt.
– Dziś wszyscy tracimy. Warchlaki sprowadzane z Danii, Niemiec czy Holandii tak obniżyły ceny, że polski producent nie jest w stanie konkurować. Na samym warchlaku dokładamy dziś około 100 zł, a razem z tucznikiem strata przekracza już 200 zł na sztuce – mówi kolejny hodowca.
Jego zdaniem bez szybkiej reakcji państwa wiele gospodarstw może nie utrzymać się do końca roku.
– Jeżeli rolnicy wytrzymają do końca roku, to będzie cud – dodaje.
„Panie ministrze, proszę coś z tym zrobić”
Rolnicy zwracają się bezpośrednio do ministra rolnictwa.
– Jeżeli nie ma żadnej zmowy cenowej, to dlaczego nasz tucznik jest tańszy od niemieckiego o 70 groszy? Niech pan wreszcie stanie na wysokości zadania. Jest pan ministrem wszystkich rolników. Proszę to udowodnić – apeluje jeden z uczestników akcji.
„Nie jedziemy protestować. Chcemy rozmawiać”
Janusz Terka podkreśla, że rolnicy świadomie wybrali spokojną formę protestu.
– Nastroje wśród hodowców są bardzo złe. Na razie staramy się panować nad emocjami, ale dłużej czekać nie będziemy. Liczymy na poważne traktowanie i konstruktywną rozmowę. Minister ma instrumenty, żeby reagować. Chcemy o tym rozmawiać – mówi.
Jak dodaje, rolnicy nie zamierzają blokować dróg ani utrudniać życia mieszkańcom.
– Nie wychodzimy na drogi. Wybraliśmy taką formę, żeby nikomu nie utrudniać funkcjonowania. Przyjeżdżamy do Warszawy rozmawiać, a nie protestować. Zachęcam wszystkich hodowców, żeby do nas dołączyli. To się samo nie naprawi – podkreśla.
Terka zwrócił się również do producentów zbóż.
– Jeżeli zniknie produkcja świń, producenci zbóż też będą mieli problem. Zachęcam ich do wsparcia naszych działań, bo ten kryzys dotyczy całego rolnictwa – zaznacza.
Ceny wciąż poniżej kosztów produkcji
Sytuacja na rynku trzody chlewnej pozostaje bardzo trudna. W zależności od regionu kraju skupy płacą obecnie 3,80–4,80 zł/kg żywca, a za tuczniki w klasie E najczęściej 5,70–5,80 zł/kg.
Tymczasem niemiecka giełda VEZG utrzymała w ubiegłym tygodniu cenę na poziomie 1,50 euro/kg w klasie E, czyli około 6,40 zł/kg. Różnica pomiędzy cenami w Polsce i Niemczech nadal jest więc znacząca.
Na rynku dodatkowo ciąży słaby popyt na wieprzowinę, bardzo słaby początek sezonu grillowego oraz zwiększona podaż mięsa z Hiszpanii, które po ograniczeniu eksportu do części państw trzecich trafia na rynek unijny.
Rolnicy: dłużej czekać już nie możemy
Hodowcy podkreślają, że piątkowy wyjazd do Warszawy ma być próbą rozpoczęcia poważnych rozmów z resortem rolnictwa. Jednocześnie nie ukrywają, że cierpliwość producentów świń jest na wyczerpaniu.
– Na razie jedziemy rozmawiać. Ale jeżeli nic się nie zmieni, nastroje wśród rolników mogą być coraz bardziej napięte – podsumowuje Janusz Terka.
Kamila Szałaj
