Cena mleka spadła o ponad 0,60 zł/l
Jakub Arbaszewski wspólnie z rodzicami i braćmi prowadzi gospodarstwo rolne specjalizujące się w produkcji mleka. Siedziba gospodarstwa znajduje się w miejscowości Klepacze (gm. Drohiczyn, pow. siemiatycki, woj. podlaskie). Obecnie stado liczy ok. 320 szt. bydła, z czego 126 szt. to krowy w doju, a pozostała część to młodzież.
Rolnik jest dostawcą mleka do Spółdzielni Mleczarskiej Spomlek w Radzyniu Podlaskim. Jak mówi, od czasu wrześniowych obniżek, cena skupu mleka spadła o ponad 0,60 zł/l.
– Aktualna cena mleka oscyluje w granicach 1,86 zł/l. Przy tej liczbie krów ponosimy stratę rzędu kilkunastu tysięcy złotych na wypłacie co miesiąc – mówi Arbaszewski.
Rolnik: „Nie ma sensu inwestować w obiekty za miliony złotych”
Arbaszewski mówi wprost, że obecna sytuacja w branży mlecznej nie napawa optymizmem, choć w jego ocenie, nie należy od razu nastawiać się negatywnie, a przemyśleć pewne sprawy z wyprzedzeniem i to kilkukrotnie.
– Spójrzmy na aktualne działania polityczne. Ukraina już zaczyna prowadzić rozmowy z polskim Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Mają bardzo duże wymagania, a my w zamian nie mamy nic. Nie można się od razu krytycznie nastawiać, ale względem ubiegłych lat trzeba dziesięć razy przemyśleć plany wobec produkcji mleka – tłumaczy.
Rolnik nie wyklucza, że jeśli sytuacja na rynku mleka się poprawi, zwiększy jego produkcję, nie zamierza jednak inwestować w rozwój budynków inwentarskich.
– Możliwe, że zwiększymy produkcję mleka na tyle, na ile pozwalają nam budynki. Na pewno nie przewidujemy rozbudowy pod hodowlę bydła mlecznego, bo nie widzimy w tym sensu, żeby stawiać obiekty za miliony złotych i nie mieć stabilności na rok do przodu – dodaje.
Niskie ceny skupu mleka rekompensują usługi rolnicze
Arbaszewski przyznaje, że kryzys na rynku mleka doprowadził do spadku wypłaty, ale stratę rekompensuje dodatkowe źródło dochodu w postaci usług rolniczych. Oferta obejmuje szeroki zakres, od usług siewu kukurydzy do jej zbioru, przez rozwożenie obornika, po koszenie i zbiór traw przyczepami samozbierającymi, ubijanie, zbiór zbóż, rzepaków, orkę i uprawę bezorkową.
W związku ze wzrostem cen paliwa konieczne okazało się podniesienie cen usług rolniczych.
– Musieliśmy podnieść stawki, żeby to się w jakikolwiek sposób kalkulowało. W tamtym roku paliwo kosztowało średnio 5,00 zł, a teraz 7,00 zł/l. Wartość wynagrodzenia spada, a koszty produkcji wzrastają – dodaje.
Zobacz też: Miał ognisko w stadzie i stracił 40 gr na mleku. Rolnik się nie poddaje
Ceny zbioru traw w górę
Podwyżki cen paliw przełożyły się na wzrost ceny zbioru traw przyczepą samozbierającą. Rolnik informuje, że w zależności od długości przyczepy stawka różni się od zeszłorocznej o ok. 100 zł.
– Świadczymy usługę zbioru traw przyczepami samozbierającymi o pojemności 43, 47 i 48 m3. Zbiór traw przyczepą o długości 48 m3 wzrósł o 100 zł względem poprzedniego roku z 600 zł na 700 zł za przyczepę, a za zbiór płytszymi przyczepami o długości 43 i 47 m3 pobieramy opłatę w wysokości 600 zł za przyczepę – wylicza.
Cena płodów rolnych wyższe niż 2 lata temu
Rolnik podkreśla, że przez suszę tegoroczne pokosy będą wyraźnie słabsze niż rok temu. Jego zdaniem wielu gospodarstwom uda się zebrać maksymalnie 3-4 pokosy. Jak zaznacza, problem dotyczy całego kraju, dlatego można spodziewać się wzrostu cen siana, kiszonki i słomy.
– Widzimy, że susza postępuje w całym kraju. Tych pokosów będzie mniej, szczególnie na słabszych ziemiach, więc cena na pewno wzrośnie – mówi rolnik.
Cena usług kombajnem w żniwa wzrośnie o 20-30%?
Arbaszewski prognozuje, że ceny usług rolniczych podczas tegorocznych żniw będą wyższe niż rok wcześniej. Choć przyznaje, że w tym roku nie szacował jeszcze dokładnych cen za usługi, które wykona podczas żniw.
– Do żniw zostały jeszcze dwa miesiące, ale jeśli nic się nie zmieni, to nie będzie sensu wyjeżdżać w pole po takiej cenie, jak w zeszłym roku – mówi.
Jego zdaniem, przy uwzględnieniu wszystkich czynników składających się na koszt danej usługi, tegoroczne zbiory zbóż mogą być droższe o 20-30%.
– Trzeba będzie podnieść koszt usługi za hektar, żeby wyjść na to samo co w zeszłym roku albo na zero, uwzględniając koszty obsługi i amortyzacji, ubezpieczenie, koszt paliwa czy ratę leasingu, to ceny będą musiały wzrosnąć o ok. 20-30% – kończy.
Choć sytuacja na rynku mleka pozostaje trudna, rolnicy nie tracą nadziei na poprawę koniunktury. Jak podkreśla Jakub Arbaszewski, dziś kluczowe jest ostrożne planowanie inwestycji i szukanie dodatkowych źródeł dochodu, które pozwolą utrzymać płynność gospodarstw. Rosnące koszty produkcji, susza oraz spadające ceny skupu sprawiają jednak, że najbliższe miesiące będą dużym wyzwaniem dla wielu producentów mleka i firm świadczących usługi rolnicze.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
