Rolnik na dwóch etatach. Po pracy jedzie do gospodarstwa,
StoryEditorrolnik na etacie

Mają 20, 100, a nawet 220 ha i nadal pracują na etacie. „Z samego gospodarstwa trudno wyżyć”

05.10.2026., 13:00h

220 hektarów ziemi, własne maszyny i gospodarstwo rozwijane przez lata. Mogłoby się wydawać, że przy takiej skali dodatkowa praca nie jest już potrzebna. A jednak Krzysztof Piech przez 20 lat łączył prowadzenie gospodarstwa z etatem, pracując niekiedy po 16 godzin dziennie. I nie jest wyjątkiem. Są rolnicy, którzy mają 100 ha i mówią, że bez pensji spoza gospodarstwa trudno byłoby im się utrzymać. Inni właśnie dzięki etatowi mogą nadal inwestować i prowadzić produkcję. Dlaczego rolnicy, nawet mający duże gospodarstwa, wciąż pracują poza rolnictwem?

220 ha i 20 lat na dwóch etatach

Jednym z rolników, który przez dwie dekady pracował na "dwóch etatach" jest Krzysztof Piech z pogranicza Dolnego Śląska i Opolszczyzny. Jego historię opisywaliśmy w artykule Ma 220 ha i od 20 lat pracuje na etacie. Powód zaskakuje. Co ciekawe, nie poszedł do pracy dlatego, że chciał uciec od rolnictwa. Wręcz przeciwnie. Etat miał pomóc mu spełnić marzenie o dużym gospodarstwie.

– Moim marzeniem było posiadanie dużego gospodarstwa. Poszedłem do pracy po to, żeby zarobić na marzenia – mówił w rozmowie z TPR.

Kiedy zaczynał, miał około 30 ha. Dziś gospodarstwo liczy ponad 220 ha. Pieniądze zarabiane poza gospodarstwem przez lata przeznaczał na zakup ziemi i rozwój produkcji.

– Całe pieniądze zarobione poza gospodarstwem przez te lata inwestowałem w gospodarstwo. Nie wydawałem ich na konsumpcję. Wszystko wracało do gospodarstwa – opowiadał.

Dziś w gospodarstwie pracują tylko członkowie rodziny. Krzysztof Piech i jego syn zajmują się pracami polowymi, a żona angażuje się przede wszystkim w sprawy administracyjne, finansowe i dokumentację.

– Gospodarstwo jest rodzinne. Żona jest mocno zaangażowana we wszystkie tematy administracyjne, finansowe, dokumentację. Natomiast ze mną i z synem to jest tak, że nie zatrudniam nikogo. Sto procent pracy w polu, z ciągnikami, to nasza dwójka – mówił.

„Gospodarstwo nie kończy się nigdy”

Łączenie dwóch prac oznacza jednak bardzo długie dni.

– Jeżeli się pracuje naprawdę w wymiarze dwóch etatów, to gdzieś te godziny trzeba znaleźć, bo weekendów w rolnictwie się nie ma. Nie ma wakacji, bo siada się na kombajnie – mówił Piech.

Jak podkreślał, w jego przypadku oba zajęcia częściowo się ze sobą łączyły, ponieważ praca zawodowa również była związana z rolnictwem.

– To jest ważne. To się ze sobą przeplata. Doświadczenie z gospodarstwa pomagało mi w pracy najemnej. Doświadczenie zbierane w pracy zawodowej pomagało mi w gospodarstwie – wyjaśniał.

Rolnik przyznawał, że pracował nawet po 16 godzin dziennie. Jednocześnie nie miał wątpliwości, która forma pracy jest łatwiejsza.

– Życie na etacie jest dużo łatwiejsze. Bo etat kończy się po wyjściu z pracy. Gospodarstwo nie kończy się nigdy – podkreślał.

100 ha gospodarstwa i praca poza rolnictwem

O łączeniu etatu z prowadzeniem gospodarstwa pisaliśmy także w przypadku Janusza Sokołowskiego spod Ostrowi Mazowieckiej, w artykule Mają 100 ha i pracują na etacie. „Rolnictwo to drogie hobby”. Razem z synem prowadzi 100-hektarowe gospodarstwo, w którym produkują rzepak i zboża. Obaj pracują również poza rolnictwem.

– Razem z synem produkujemy rzepak i zboża ze 100 ha i powoli jest to bardziej nasze hobby niż podstawowe źródło utrzymania. Obaj dodatkowo pracujemy zawodowo poza rolnictwem. Z samego gospodarstwa trudno byłoby wyżyć – mówił.

Rolnik szacował, że aby utrzymać się z gospodarstwa na dobrym poziomie bez dodatkowej pracy, potrzebowaliby około 600 ha. W ich przypadku etat nie oznacza więc rezygnacji z rolnictwa. Przeciwnie – pozwala rodzinie nadal prowadzić gospodarstwo, którego powierzchnia jest zbyt mała, aby zapewnić oczekiwany poziom utrzymania.

„Gdybym nie pracował na etacie, nie byłbym w stanie wyżywić rodziny”

Podobną historię ma Jakub Banaś z Podkarpacia, o której można przeczytać w artykule Do pszenicy dokłada tysiące. Rodzinę utrzymuje z etatu. Rolnik prowadzi gospodarstwo razem z żoną, a jednocześnie pracuje jako operator maszyn CNC w przemyśle ciężkim. W jego przypadku praca poza gospodarstwem jest przede wszystkim zabezpieczeniem rodziny.

– Gdybym nie pracował na etacie, to nie byłbym w stanie wyżywić rodziny – mówił.

Rolnik wskazywał na coraz trudniejszą sytuację ekonomiczną gospodarstwa. W jednym z sezonów do hektara pszenicy musiał dopłacić 150 zł.

– Za pierwsze transporty, które odstawiałem w żniwa, dostawałem po 720 zł/t, a we wrześniu i październiku było to 650 zł/t. Takimi pieniędzmi nie dało się pokryć kosztów produkcji – opowiadał.

Dla takich gospodarstw dodatkowy etat staje się więc nie tylko sposobem na zwiększenie dochodu, ale również elementem pozwalającym utrzymać produkcję rolną.

Rolniczka, która łączy gospodarstwo z pracą w korporacji

Pisaliśmy również o Agnieszce Markiewicz-Piętce z woj. opolskiego, która wraz z mężem prowadzi niespełna 20-hektarowe gospodarstwo i jednocześnie pracuje w korporacji. Jak mówiła, dodatkowy dochód jest dziś ważnym wsparciem dla rodzinnego gospodarstwa.

– Niestety, dziś trudno utrzymać się wyłącznie z rolnictwa. Gdyby nie dodatkowy dochód, byłoby naprawdę ciężko – przyznawała rolniczka.

Więcej w artykule: Jak nie drzwiami, to oknami". Rolniczka walczy o rodzinne gospodarstwo

Etat i gospodarstwo – dwa źródła dochodu, ale też dwa razy więcej pracy

Historie rolników, o których pisaliśmy, pokazują, że powodów łączenia pracy zawodowej z prowadzeniem gospodarstwa może być wiele.

Dla Krzysztofa Piecha etat był przede wszystkim sposobem na zdobycie kapitału i rozwinięcie gospodarstwa z 30 do ponad 220 ha. Dla Janusza Sokołowskiego i jego syna praca poza rolnictwem jest sposobem na utrzymanie gospodarstwa, z którego trudno byłoby obecnie wyżyć. Dla Jakuba Banasia pensja z etatu jest ważnym elementem utrzymania rodziny. Z kolei dla Agnieszki Markiewicz-Piętki praca w korporacji jest wsparciem dla rodzinnego, niespełna 20-hektarowego gospodarstwa, bez którego, jak przyznaje, trudno byłoby dziś utrzymać się wyłącznie z rolnictwa.

Wspólny jest natomiast jeden element – po zakończeniu pracy zawodowej obowiązki się nie kończą. Trzeba wrócić do gospodarstwa i zrobić to, czego nie można odłożyć na następny dzień.

Nie tylko gospodarstwo. Dochodzą jeszcze obowiązki rodzinne

Na tym nie kończy się jednak lista obowiązków osób pracujących zawodowo. GUS zwraca uwagę również na skalę łączenia pracy z obowiązkami opiekuńczymi.

Z badania „Łączenie pracy i obowiązków opiekuńczych w 2025 r.” wynika, że 42,4% pracujących osób w wieku 18–74 lat jednocześnie miało obowiązki opiekuńcze. Było to około 7,3 mln osób.

Co piąta pracująca osoba łącząca pracę z opieką, czyli 21,2%, wprowadziła z tego powodu zmiany związane z pracą. Wśród kobiet było to 31,2%, a wśród mężczyzn 11,6%.

Dla 33,6% pracujących opiekunów pogodzenie pracy z obowiązkami było trudne. Najczęściej wskazywaną przeszkodą były długie godziny pracy, a także wyczerpujący charakter zajęcia i nieprzewidywalny rozkład czasu pracy.

GUS nie badał przy tym, ilu rolników łączy prowadzenie gospodarstwa z pracą poza rolnictwem. Dane pokazują jednak szerszy problem: dla części osób praca zawodowa jest tylko jednym z elementów dnia, do którego dochodzą obowiązki rodzinne i opiekuńcze.

Źródło: tygodnik-rolniczy.pl, GUS, Łączenie pracy i obowiązków opiekuńczych w 2025 r. Wyniki badania modułowego BAEL

Oprac. Agnieszka Sawicka

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
05. październik 2026 13:02