Nastroje rolników przed nowym sezonem
Waldemar Wiatrak, hodowca trzody chlewnej z Kolonii Krępy w woj. łódzkim i wiceprezes Stowarzyszenia Dobra Strona Rolnictwa, przyznaje, że bieżący rok jest wyjątkowo trudny do prognozowania.
- Ciężko przewidzieć, jak będzie w tym roku – mówi Wiatrak. – Sytuacja na Ukrainie, wojna, niepewność rynku europejskiego, to i wiele innych czynników destabilizuje ceny i podaż. Nic nie możemy zaplanować – mówi.
Podobne obawy ma Jarosław Miściur, rolnik z Lubelskiego Stowarzyszenia Rolniczego. Jak podkreśla, trudno dziś mówić o spokojnym planowaniu kolejnego sezonu.
– Nadchodzący sezon cały czas stoi pod znakiem zapytania. Wisi nad nami widmo Ukrainy i niekontrolowanego napływu produktów - mówi rolnik, zajmujący się produkcją roślinną.
Dopłaty bezpośrednie i aktywny rolnik. "Wystarczy mieć dwa konie, by „aktywować” nawet 24 hektary"
Oprócz sytuacji geopolitycznej i umów zawieranych przez Unię Europejską rolników niepokoją także zmiany w polskim prawie, które już w tym roku wpłyną na system dopłat bezpośrednich. W życie wchodzi bowiem definicja aktywnego rolnika, a to oznacza, że wsparcie finansowe otrzymają wyłącznie ci, którzy faktycznie prowadzą działalność rolniczą.
Waldemar Wiatrak generalnie zgadza się z założeniem, że dopłaty powinny trafiać tylko do rolników realnie pracujących w gospodarstwach.
– Jeżeli dopłacamy, to aktywnym rolnikom, a nie tym, którzy tylko formalnie gospodarują – podkreśla. Jak dodaje, obecnie zbyt łatwo jest korzystać z systemu bez prowadzenia rzeczywistej produkcji.
– Wielu „rolników” wykorzystuje system: bierze paliwo, dzierżawi pola, a faktycznie ich nie uprawia. Dlatego aktywny rolnik musi spełniać konkretne wymogi – np. odbywać szkolenia i prowadzić realną produkcję – żeby dopłaty miały sens – zaznacza Waldemar Wiatrak.
Natomiast Lubelskie Stowarzyszenie Rolnicze, którego członkiem jest Jarosław Miściur, ocenia, że procedowana ustawa o aktywnym rolniku wymaga zmian. Zdaniem LSR projekt w dużej mierze przerzuca odpowiedzialność z instytucji publicznych na samych rolników, zwłaszcza w zakresie „udowadniania” prowadzenia działalności rolniczej.
– Rolą agencji płatniczej jest stwierdzenie, czy dany wnioskodawca prowadzi działalność rolniczą – podkreślał podczas posiedzenia komisji sejmowej Krzysztof Kozak z LSR. – Jeżeli ARiMR dysponuje dziś tak zaawansowanymi narzędziami, jak zdjęcia satelitarne, lotnicze, sztuczna inteligencja, a nawet korzysta z firm zewnętrznych do kontroli, to dlaczego rolnik po raz kolejny musi udowadniać, że faktycznie gospodaruje? – pytał.
LSR zwraca również uwagę na kontrowersyjne i – zdaniem rolników – absurdalne zapisy projektu. Jeden z nich dotyczy automatycznego uznawania za „aktywnego rolnika” w przypadku produkcji zwierzęcej.
– Wystarczy posiadać dwa konie, by „aktywować” nawet 24 hektary. Tyle że nie musi to mieć nic wspólnego z realną produkcją – to mogą być konie rekreacyjne – wskazywał Kozak.
Dzierżawa ziemi na nowych zasadach
Rolnicy mają też zastrzeżenia do zmian w dzierżawie ziemi, jakie wprowadza ministerstwo. Stanowisko Jarosława Miściura wobec planowanych zmian w ustawie o dzierżawie gruntów rolnych jest jednoznaczne. Jego zdaniem projekt zamiast porządkować rynek, nakłada na rolników i właścicieli ziemi kolejne obowiązki, nie oferując w zamian żadnych realnych zachęt.
W efekcie nowe przepisy mogą zniechęcić do zawierania umów dzierżawy, a część rynku wypchnąć do szarej strefy. O propozycjach LSR dotyczących wprowadzenia do projektu ustawy mechanizmów zachęcających do legalnej dzierżawy pisaliśmy szerzej w artykule: Dzierżawa ziemi na nowych zasadach. Rolnicy czekają na katalog zachęt.
Podobne obawy zgłasza Waldemar Wiatrak. Jego zdaniem dzierżawa powinna być uregulowana w sposób, który chroni interesy rolników faktycznie ponoszących koszty prowadzenia gospodarstwa.
– Koszty wapnowania czy oprysków ponosi dzierżawca, a ich efekt działa przez kilka lat. Jeśli umowa zostaje rozwiązana wcześniej, wartość tych nakładów powinna do niego wrócić. Bez takich zapisów dzierżawy po prostu tracą sens – podkreśla Wiatrak.
Świnie na granicy bankructwa
Rolnicy zwracają także uwagę na bardzo trudną sytuację na rynku żywca wieprzowego. Ich zdaniem rząd powinien natychmiast uruchomić program odbudowy pogłowia trzody chlewnej, w szczególności poprzez dopłaty do loch, które są kluczowe dla stabilizacji produkcji.
Waldemar Wiatrak podkreśla, że w swoim gospodarstwie opiera produkcję wyłącznie na polskich rasach świń, jednak bez systemowego wsparcia dalsze utrzymanie krajowej hodowli może być coraz trudniejsze.
– Bez realnych działań odbudowujących pogłowie, zwłaszcza wsparcia dla producentów loch, trudno mówić o przyszłości polskiej produkcji wieprzowiny. Jeśli będą sprowadzać tylko obce rasy, polskie gospodarstwa upadną – alarmuje.
Dodaje również, że produkcja trzody chlewnej jest dziś na granicy opłacalności. Według naszej ostatniej sondy stawki w wadze żywej wahają się od 3,50 do 4,50 zł za kilogram.
– Dziś dochody z tuczników są na skraju bankructwa – podkreśla rolnik.
Jego zdaniem sytuację pogarsza dominacja importu, zwłaszcza z Danii. Wiatrak alarmuje, że polski rynek jest zalewany zagranicznymi tucznikami, przez co krajowi hodowcy tracą konkurencyjność, a państwo – miliardy złotych.
– Bazujemy na duńskich tucznikach zamiast na polskich rasach, przez co tracimy około 5 mld zł rocznie – wskazuje.
Rolnik apeluje o wsparcie krajowej hodowli i odbudowę polskich stad, podkreślając, że bez tego produkcja trzody w małych i średnich gospodarstwach nie ma przyszłości.
Niskie ceny zbóż i widmo Ukrainy
Jarosław Miściur zwraca z kolei uwagę, że w produkcji roślinnej widmo konkurencji z Ukrainą jest niezwykle silne.
- Na ten moment nie jesteśmy w stanie konkurować z Ukrainą, która produkuje taniej i na dobrych glebach – zaznacza.
Rolnik podkreśla, że nawet przy dobrej jakości plonów polscy producenci przegrywają kosztowo, a brak skutecznych mechanizmów kontroli importu dodatkowo pogłębia presję cenową. W efekcie, jak dodaje, rolnicy planują najbliższy sezon ostrożnie. Do tego dochodzą drożejące nawozy, niskie ceny zbóż i brak realnych perspektyw na ich szybkie odbicie. Już teraz analitycy przewidują, że wyraźniejszy wzrost stawek w skupie może nastąpić dopiero w 2027 roku.
Oziminy - rolnicy oceniają stan upraw
Na koniec zapytaliśmy o stan ozimin. Waldemar Wiatrak z Łódzkiego ocenia, że sytuacja ozimin w jego gospodarstwie wciąż jest niepewna.
– To wszystko się okaże, jak już naprawdę ruszy wegetacja. Na razie trudno przewidzieć, jak oziminy zniosą prognozowane mrozy – mówi.
Natomiast Jarosław Miściur z Lubelskiego Stowarzyszenia Rolniczego zauważa, że dotychczasowa okrywa śnieżna w jego regionie chroni jeszcze uprawy, ale dopiero wejście roślin w wegetację pokaże rzeczywisty stan ozimin.
– Nie jesteśmy w stanie na ten moment ocenić stanu ozimin. Mamy tutaj je pod fajną okrywą śnieżną, jest jeszcze przynajmniej 20 cm śniegu na polach. Teraz nadchodzi mróz minus 24 stopnie. Ale przy tej okrywie, raczej na ten moment jesteśmy spokojni, choć zobaczymy co przyniesie dalsza pogoda, bo wiadomo, może się coś wydarzyć - ocenia.
Agnieszka Sawicka
