Susza, która nie idzie falą, tylko punktami
Tegoroczna sytuacja pogodowa jest wyjątkowo nierówna i trudna do przewidzenia, bo opady nie tworzą jednolitych stref, tylko spadają lokalnie i skokowo. W efekcie różnice między polami potrafią być skrajne nawet w obrębie jednej gminy.
Rolnik Adrian, prowadzący około 700 hektarów ziemi na północ od Lublina, rozdzielonych między trzech braci, opisuje, że skala zjawiska jest bardzo rozproszona.
– Susza działa lokalnie. Na przykład u nas wczoraj w jednej gminie spadło 30 litrów, w innej pięć, a na stu hektarach nie spadło wcale. Pięć kilometrów dalej mogło lać, a u nas nie było nic – mówi rolnik.
Gospodarstwo rozrzucone na kilka gmin
Produkcja rolna w tym przypadku jest rozproszona, co jeszcze bardziej uwidacznia nierówności pogodowe i różnice w opadach.
– To gospodarstwo rodzinne, mamy około 700 hektarów łącznie. Pola znajdują się w różnych gminach – relacjonuje rolnik.
To sprawia, że warunki bywają całkowicie odmienne nawet w ramach jednego gospodarstwa.
Pszenica zatrzymała się w rozwoju
Największe straty, wyrządzone przez suszę, dotyczą zbóż ozimych, szczególnie pszenicy, która w wielu miejscach przestała rosnąć i zaczęła zasychać.
– Pszenica jest taka, że odcięło dół, zrobiła się biała i stanęła w miejscu – opisuje rolnik.
Jak wyjaśnia, rośliny w wielu miejscach wyglądają, tak jakby zatrzymały się w rozwoju z powodu braku wody.
Uprawy jare radzą sobie nieco lepiej, ale ich kondycja również zależy od kolejnych opadów.
– Kukurydza jeszcze się trzyma, ale jeśli nie dostanie deszczu w ciągu dwóch tygodni, to będzie po niej – ostrzega Pan Adrian.
Żniwa już ruszyły, ale plony są skrajnie różne
W części gospodarstwa rolnika rozpoczęto już zbiór jęczmienia, a wyniki pokazują bardzo duże zróżnicowanie plonów w zależności od lokalizacji pola.
– Na lepszych kawałkach sypie 4, 5, 6 ton, a na słabszych półtorej tony – ocenia rolnik.
Jak dodaje, w niektórych miejscach zbiory są już zaawansowane, ale pszenica dopiero czeka na wejście kombajnów.
– Pszenica będzie za tydzień. Tam gdzie padało, będzie normalnie, a tam gdzie nie padało, to już jest po wszystkim – relacjonuje.
Straty sięgają już połowy plonów
Skala strat u rolnika na Lubelszczyźnie jest bardzo zróżnicowana, ale w przypadku pszenicy może sięgać nawet połowy potencjalnych zbiorów.
– Pszenica to około 50 procent strat przez suszę, a jęczmień około 30 procent – ocenia rolnik.
Jak tłumaczy, jęczmień w części gospodarstw wykorzystał jeszcze wilgoć z okresu zimowego.
Deszcz pada tylko miejscami
Pan Adrian podkreśla, że największym problemem jest brak spójności opadów, które mają charakter punktowy i bardzo nierówny.
– W Puławach spadło 45 albo 50 litrów, a u nas na części pól nie spadło nic – opowiada.
Podobne zjawisko dotyczy także burz i gradu, które potrafią zniszczyć plony tylko na wybranych obszarach.
– Obok jest dobrze, a kilka kilometrów dalej grad skosił kukurydzę – opisuje rolnik.
„Na 100 hektarach nie spadło nic”
Różnice w opadach widać nawet w obrębie jednego gospodarstwa, gdzie część pól otrzymała deszcz, a inne pozostały całkowicie suche.
– Na przykład na stu hektarach nie spadło wcale, a kilka kilometrów dalej mogło być 30 litrów – mówi rolnik.
Jak podkreśla, nawet lokalne pomiary nie zawsze oddają rzeczywiste warunki w terenie.
Uprawa bez orki, ale bez deszczu to i tak za mało
Gospodarstwo, na którym pracuje Pan Adrian, od kilku już lat stosuje technologie mające ograniczyć straty wody w glebie, w tym uprawę bezorkową i strip-till.
– Od kilku lat nie używamy orki, tylko uprawę bezorkową i strip-till, żeby oszczędzać wodę – opisuje rolnik.
Jak zaznacza, mimo zmian w technologii uprawy, brak opadów nadal decyduje o efektach.
– To i tak nie zawsze daje radę, bo jak nie ma deszczu, to nie ma co ratować – podkreśla rolnik.
Rolnik zlikwidował 28 hektarów pszenicy. „Już nie rokowała”
W najgorszych miejscach rolnik zdecydował o likwidacji części upraw już w maju i czerwcu. Tych, które nie rokowały dalszego wzrostu.
– Około 28 hektarów pszenicy zlikwidowaliśmy, bo już nie rokowała i posialiśmy tam dynię – relacjonuje rolnik.
– Jęczmień też był przesiewany. Już w maju około 15 ha jęczmienia nadawało się do likwidacji i posialiśmy kukurydzę – dodaje.
Nawet najlepsza ziemia nie pomogła
Jedna z największych działek w gospodarstwie rolnika ma około 100 hektarów i obejmuje gleby różnych klas – od bardzo dobrych po słabsze. W tym roku różnice okazały się jednak niewielkie, bo brakowało podstawowego czynnika – wody.
– To jest około 100-hektarowa działka. Są tam wszystkie klasy gleby – trzecia, czwarta, piąta i szósta. Druga i trzecia klasa według teorii powinny dobrze trzymać wodę. Ale jak nie ma wody, to nie ma czego trzymać – mówi rolnik.
Nawet dobre gleby przestały być gwarancją plonu, gdy susza utrzymuje się przez dłuższy czas.
Rolnik: "Pszenica po 1200 zł to taka sama choroba jak po 600 zł"
Oprócz pogody rolnicy mierzą się także z problemami cenowymi, które wpływają na opłacalność produkcji.
– Pszenica po 1200 zł to taka sama choroba jak po 600 zł. Stabilne ceny, zarówno płodów, jak i srodków do produkcji pozwoliłby na racjonalne i bezpieczne prowadzenie gospodarstwa – ocenia rolnik.
W przypadku jęczmienia aktualne ceny są jego zdaniem zbyt niskie.
– Jęczmień jest po 630–640 zł netto, a przy takich plonach to się ledwo spina – dodaje.
„To nie jest jedna susza, tylko wiele małych”
Rolnik podsumowuje, że kluczowym problemem nie jest sam brak opadów, ale ich skrajna nierównomierność.
– To, że gdzieś pada, nie znaczy, że 30 kilometrów dalej też pada – mówi rolnik.
A skutki widać gołym okiem.
– Na jednym polu jest tragedia, a obok normalne plony. W tej chwili opady decydują o tym, czy będzie za co startować w następnym sezonie – podsumowuje rolnik.
Agnieszka Sawicka
