Odszkodowania za atak wilka nocą nie ma
Od listopada 2025 r. rolnicy czekają na decyzję w sprawie nowelizacji projektu Ustawy o ochronie przyrody, nad którą obradowały wówczas sejmowe Komisje ds. rolnictwa i ochrony wsi oraz ds. klimatu i środowiska.
Jedną z przełomowych zmian miało być wprowadzenie zapisu, dzięki któremu możliwe będzie wypłacanie odszkodowań za szkody wyrządzone m.in. przez wilki nocą. W świetle obowiązujących przepisów pozostawienie zwierząt na pastwisku nocą bez opieki, jest uznawane za „zaniedbanie ze strony rolnika”.
Czas jednak płynie, decyzji nie ma, a kolejni rolnicy otrzymują odmowę wypłaty odszkodowania po stwierdzeniu, że atak wilka nastąpił nocą.
Więcej na temat nowelizacji Ustawy o ochronie przyrody pisaliśmy TUTAJ.
Ataki wilków na Żuławach Elbląskich trwają od lat
Jacek Kokoszko jest rolnikiem i sołtysem wsi Kępniewo w gminie Markusy (pow. elbląski, woj. warmińsko-mazurskie), w której również prowadzi swoje gospodarstwo. Kokoszko jest hodowcą owiec rasy kamienieckiej. Jak mówi, wilki doskwierają mu od kilku lat. Do pierwszego ataku doszło ok. 5 lat temu, kiedy zajmował się jeszcze produkcją mleka.
– Wilki zaatakowały mi krowę, która niedługo potem zdechła. Drapieżnik zawiesił się na szyi i zrobił cztery dziury. Weterynarz ocenił, że to musiał być wilk, bo rany nie chciały się goić. Krowa żyła trzy miesiące, łeb miała spuchnięty, mój Boże, jak to wyglądało, jeszcze ile człowiek wydał na leki, to nie wspomnę – mówi rolnik.
Wilki plądrują hodowlę owiec w Markusach
Kiedy rolnik zrezygnował z hodowli krów, postanowił zmienić kierunek produkcji i zaczął hodować owce. Na początku wprowadził do gospodarstwa ok. 50 szt. Już wtedy wilki zainteresowały się nowym gatunkiem hodowlanym, który jak mówi sam Kokoszko, nie jest popularny w okolicy jego gospodarstwa.
– Na naszym terenie owce nie są popularną hodowlą. Kiedy zacząłem je hodować, było ich ok. 50 szt. Pewnego dnia owce chodziły koło domu i były zagrodzone blachą, a wilki przyszły i zagryzły 7 szt. Jakby tego było mało, połamały blachę i wpadły na podwórko. W oborze też znalazłem zagryzioną owcę – wspomina Kokoszko.
Wilki zjadły rolnikowi 60 owiec - brakło na wymianę stada
Z czasem hodowla Kokoszki się rozwinęła. Aktualnie rolnik, wspólnie z zięciem, utrzymuje ok. 1000 szt. owiec rasy kamienieckiej. Jak mówi, do ostatniego ataku wilków w jego hodowli doszło w listopadzie 2025 r., a łącznie przeżył ich około dziesięciu. W sumie, wilki zagryzły mu już 60 owiec, z czego wypłacone przez RDOŚ odszkodowanie pokrywa wartość zaledwie 10 szt.
– Za kilka sztuk wypłacili mi w sumie 1,6 tys. zł odszkodowania, a ja na samą wymianę stada muszę zostawić 120 szt. owieczek. Teraz zabrakło mi owiec na wymianę, bo zabrali mi pulę ok. 15 szt. i nie miałem już na wymianę, bo wilki tyle sztuk zjadły, więc zostawiłem ok. 100 szt. – wylicza rolnik.
Za ostatni atak odszkodowania nie było, bo stwierdzono, że doszło do niego nocą.
– Poszedłem na pastwisko, jak zobaczyłem, że wrony latają, bo wtedy znaczy, że coś się stało. Mam 20 ha w jednym kawałku, podzielonych sektorami, bo wypędzam trzy stada. Obejście wszystkiego zajmuje 1,5 godziny. Teraz kupiłem sobie rower elektryczny i będę jeździł – mówi rolnik.
Dalszy ciąg artykułu pod FOTO:
Rolnik: "Powiedziano mi, że w każdej oborze powinien być opiekun"
Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska za właściwe zabezpieczenie przed atakami wilków uznaje ogrodzenia elektryczne, wysokie siatki lub fladry, na które środki rolnicy mogą pozyskać składając stosowne wnioski. W ocenie Kokoszko nie są to jednak skuteczne metody, bo wilki są do nich przyzwyczajone.
– Owce są wypędzane na 20-hektarowe pastwisko ogrodzone metrową blachą i koło domu są zrobione blaszane drzwi. Wydałem ok. 150 tys. na blachę, bo trzeba było ogrodzić 3 tys. metrów pola – tłumaczy rolnik.
Jak twierdzi Kokoszko, po ataku wilków usłyszał od pracowników RDOŚ, że w każdej z obór, które znajdują się na terenie jego gospodarstwa powinien znajdować się opiekun. Problem w tym, że budynków stanowiących schronienie dla owiec jest 6.
– Powiedziano mi, że w każdej oborze powinien być opiekun, to co ja mam sześć obór i w każdej mam postawić człowieka albo psa? Przecież mam kamery w oborze, które założyłem w związku z nasilającymi się atakami wilków – mówi Kokoszko.
Warto dodać, że podczas listopadowego ataku wilków w gospodarstwie Kokoszko, ofiarą drapieżników padły również wysokokotne owce. W takiej sytuacji odszkodowanie jest wypłacane tylko do zagryzionej sztuki, a jagnię traktuje się tak, jakby go nie było.
Owce ruszą na pastwisko - ataki wilków wrócą?
Aktualnie pastwisko stoi puste, ale to tylko kwestia czasu, kiedy owce powrócą na wypas. Standardowo następuje to po 20 kwietnia. Wówczas wilki mogą ponownie zaatakować. Pastwisko, na które są wypędzane owce, znajduje się w odległości ok. 3 km od lasu, zdaniem rolnika, w listopadzie drapieżniki czatowały na jego owce w gęstwinie rosnącej w pobliżu ich siedziby kukurydzy.
– 2 metry od ogrodzenia była kukurydza i w odległości 5 metrów od pastwiska, za rowem, też była kukurydza. Można powiedzieć, że czuły się jak w lesie – twierdzi rolnik, dodając, że wilki najczęściej atakują w nocy i w mglistą pogodę.
Rolnik: "To nieprawda, że wilki atakują chore sztuki"
Jak mówi Kokoszko, pracownicy RDOŚ sugerowali mu, że wilki polują na słabe i schorowane sztuki. Zdaniem rolnika, nic bardziej mylnego, bo ich ofiarą nie padły stare owce, lecz właśnie te w pełni sił.
– Jak wilk przydusi owcę, to ona się kładzie, jakby chciała zdechnąć. Cielak to się chociaż szarpie. Żeby jeszcze zagryzły starą owcę, ale tak nie było. Pracownicy RDOŚ ocenili, że wilki zjadają chore sztuki, tak nie jest. Wilk chorego nie chce – uważa Kokoszko.
Co gorsza, rolnik zwraca uwagę na to, że wilki atakujące zwierzęta gospodarskie są dość wybredne i nie zadowoli ich pozostawiona na pastwisku, napoczęta dzień wcześniej, owca.
– Jak przyjdzie i się naje, to za dwa dni przychodzi znów. Któregoś razu specjalnie zostawiłem resztki zagryzionej owcy, żeby wilk je dojadł, ale on starego nie weźmie. Zaatakował z drugiej strony – wspomina rolnik.
Dla rolnika najbardziej bolesny jest widok owiec, które padły nie dlatego, że wilki je zagryzły, ale dlatego, że zwyczajnie je zadusiły.
– Urzędnicy myślą, że wilk przyjdzie i zje tylko jedną owcę, a ile jeszcze zadusi? – pyta retorycznie rolnik i dodaje, że w pobliskim lesie znajdują się niedostępne dla człowieka wąwozy, w których, najprawdopodobniej, przesiadują drapieżniki.
Strach w Markusach przed wilkami
W ocenie rolnika wilki nie są wyłącznie utrapieniem rolników, ale stanowią również zagrożenie dla pozostałych mieszkańców wioski.
– Ludzie boją się chodzić po wsi, bo wilki wszędzie grasują – kończy rolnik.
O stanowisko ws. wystąpiliśmy do RDOŚ w Olsztynie. Odpowiedź opublikujemy.
Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz
