Atak wilków na bydło w gm. OleckoSmokowski
StoryEditorGłos rolnika

Wypędził 5 sztuk bydła na pastwisko. Po dwóch godzinach została tylko jedna

26.10.2026., 20:00h

Rolnik z gm. Olecko chciał zmienić profil produkcji. Zrezygnował z krów mlecznych i przestawił się na opasy. Jednak jego radość z hodowli nie trwała długo, ponieważ bydło, które pozostało w gospodarstwie z przeznaczeniem na rozwój stada, zostało zagryzione przez wilki. – Gdyby człowiek wiedział, że wilki przyjdą i zaatakują, to by sprzedał to bydło – mówi poszkodowany rolnik Kamil Smokowski.

Z produkcji mleka na produkcję mięsa

Kamil Smokowski jest 26-letnim rolnikiem gospodarującym na 20 ha w miejscowości Borawskie (gm. Olecko, pow. olecki, woj. warmińsko-mazurskie). Jak tłumaczy, kilka miesięcy temu podjął decyzję o likwidacji stada liczącego 20 krów mlecznych z powodu braku opłacalności produkcji. Młody gospodarz, pomimo pracy na etacie, nie chciał jednak zupełnie rezygnować z rolnictwa i zostawił 5 szt. bydła na opas. Były to 3 jałówki i 2 byki. W najśmielszych snach rolnik nie przypuszczał, że w jeden poranek straci 80% stada. 

– Miałem krowy mleczne i jednocześnie pracowałem na etacie. Niestety, produkcja mleka przestała mi się opłacać i dokładałem do niej z tego, co zarobiłem w innej pracy. Poza tym urodził mi się syn, więc chciałem spędzać więcej czasu w domu. Zdecydowałem, że zostawię sobie kilka sztuk z tego, co miałem i będę miał trochę bydła opasowego, ale wilki pokrzyżowały moje plany – mówi.

Wilki zaatakowały 50 m od zabudowań

Z relacji Smokowskiego wynika, że do ataku doszło w sobotę 24 października br. między godz. 6.00 a 8.00 rano. Drapieżniki zaatakowały w odległości zaledwie 50 m od zabudowań. Ich ofiarą padły dwie jałówki, a dwa byki uciekły w nieznanym dotąd kierunku. Ocalała zaledwie jedna sztuka bydła. Wszystkie zwierzęta znajdowały się w ogrodzeniu i chodziły luzem. Jak mówi rolnik, wypędzał zwierzęta na pastwisko codziennie ok. 5.30 przed wyjazdem do pracy, a spędzał między 16.00 a 17.00. To oznacza, że do ataku doszło niedługo po tym, jak bydło znalazło się w ogrodzeniu. 

– Wilki zagryzły dwie jałówki o masie ok. 200 kg, jedną rasy angus, a drugą rasy mieszanej limousine z normande, które na wiosnę nadawałyby się do zacielenia. Co istotne, tego samego dnia zniknęły również dwa byki rasy holsztyno-fryzyjskiej o masie ok. 450 kg, prawie dwuletnie, które planowałem sprzedać, bo nie chciałem ich trzymać jeszcze przez zimę. Mam nadzieję, że może jeszcze się znajdą, ale prawdopodobnie wilki je wystraszyły i gdzieś uciekły – opowiada.

Co istotne, wilki nie poprzestały na ataku i wróciły na pole.

– Moja partnerka widziała, że około godz. 9.00 wilk jeszcze wrócił, zatoczył koło i się oddalił – dodaje. 

To był wilk samotnik, czy cała wataha?

Rolnik nie jest w stanie stwierdzić, ile wilków przyszło zaatakować jego stado, czy był to samotnik, czy może cała wataha. Przypuszcza jedynie, że mogło być ich więcej z uwagi na to, w jakim stopniu zostały zjedzone zwierzęta. 

– Zjadły cały udziec i wyjadły jałówkę do żeber. Z jednej strony mogło być ich więcej, ale z drugiej strony później wrócił się jeden, chociaż one tak polują, że jeden wychodzi na zwiady, a potem do ataku ruszają razem – gdyba. 

Po ataku Smokowskiemu została zaledwie jedna jałówka, która znajduje się pod obserwacją lekarza weterynarii. 

– Ocalała jedna jałówka, która odniosła obrażenia. Jest pod obserwacją weterynarza i dopisuje jej apetyt, ale widać, że jest wystraszona – dodaje. 

Czytaj dalej pod FOTO:

Co na to RDOŚ?

Rolnik zgłosił atak do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Olsztynie w poniedziałek, ponieważ ze względu na weekend nie miał możliwości, by zrobić to wcześniej, gdyż instytucja była nieczynna.

– Mam czekać aż przyjedzie rzeczoznawca, oceni sytuację, spisze protokół i zostawi dla mnie wniosek o wypłatę odszkodowania – tłumaczy. 

Wilki w okolicach Olecka nie pojawiły się dziś

Jak dodaje, w zeszłym roku, w oddalonych o niespełna 5 km miejscowościach Chmielówka Stara i Skazdub Stary również dochodziło do ataków wilków na zwierzęta gospodarskie. 

Rolnik wspomina również, jak w poprzednim roku miał jeszcze bydło mleczne i jechał po bele do sterty oddalonej od zabudowań o ok. 200 – 300 m i widział wilka. 

– Była zima, na polach nie było nigdzie bydła, więc widziałem go raz – wspomina.

Rolnik żałuje, że nie sprzedał bydła

Smokowski, spodziewając się, że przyznane przez RDOŚ odszkodowanie nie pokryje rzeczywistej wartości zwierzęcia, nie kryje rozczarowania i przyznaje, że gdyby wiedział, że dojdzie do ataku, to sprzedałby zwierzęta wcześniej. Rolnik zdaje sobie sprawę również z tego, że pracy włożonej w opiekę nad zwierzętami już nic ani nikt mu nie zrekompensuje.

– Gdyby człowiek wiedział, że wilki przyjdą i zaatakują, to by sprzedał to bydło. Tu jednak nie chodzi tylko o parę tysięcy, ale również o pracę przy tych zwierzętach. Wiadomo, że tych sztuk nie było dużo, ale swoją pracę trzeba policzyć – kończy.

Przykład Kamila Smokowskiego pokazuje, jak trudno w dobie kryzysu rolniczego jest utrzymać opłacalność rolnikom prowadzącym małe gospodarstwa rolne. Mimo szczerych chęci do zmiany profilu produkcji, młody gospodarz nie dostał takiej szansy, bo bydło, którym się opiekował, zostało zjedzone przez wilki, o których nadmiernej populacji mówi się od dawna, jednak niewiele się w tej sprawie robi. 

Justyna Czupryniak-Paluszkiewicz

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
26. październik 2026 20:02