Jakie tradycje wielkanocne są kultywowane w okolicach Dobrzenia Wielkiego?
Na Śląsku Opolskim regionów i tradycji wielkanocnych wiele. Piotr Szafrański sławi tradycję Dobrzenia Wielkiego i okolic. Ponoć obrzędy tam kultywowane kilka wiosek dalej już nie są znane. Tymczasem w wioskach w gminach Dobrzeń Wielki, Popielów i Łubniany Wielkanoc zaczyna się właściwie w niedzielę poprzedzającą Niedzielę Palmową.
– Ta niedziela u nas to tzw. niedziela marzanno. W szczytach domów wiesza się gałązkę, na tle której wisi lalka z podoczepianymi kolorowymi wstążkami. To marzanka – wywieszana wedle tradycji tam, gdzie mieszkała panna na wydaniu. Tam, gdzie kawalerowie, wieszano marzołki – lalki przypominające chłopców. Tradycyjnie powinna to być gałązka zostawiona z choinki bożonarodzeniowej. Każdy kolor wstążki coś znaczy: zielony ma zapewnić dobry wzrost trawy, niebieski – dobrą pogodę, żółty – przynieść obfitość masła, biały sprawić, że krowy dadzą dużo mleka, a czerwony – gwarantować radość i miłość. Marzanki wiszą tylko w niedzielę, w poniedziałek już ich nie ma – mówi dobrzeński twórca ludowy i kroszonkarz.
Dodaje, że z konkursu i pięknych marzanek słyną Stare Siołkowice.
Czy w Niedzielę Palmową łykało się bazie kotki?
Tydzień później – Niedziela Palmowa. Piotr mówi, że ich palmy są bardzo skromne. To tylko gałązki wierzby przeplecione fioletową wstążką. Na gałązkach bazie albo bazie kotki. Kiedy wróciło się ze mszy, tradycja nakazywała połknąć kotka. Taki kotek miał moc zapobiegania bólowi i chorobom gardła. Dziś palmy są odrobinę bogatsze, ale jedynie o gałązkę bukszpanu czy forsycji. Zachowują jednak ascetyczny wygląd.
– U nas jest też bardzo silna tradycja uczestniczenia cały Wielki Post w Gorzkich Żalach. Nie wiem, jak to wygląda w innych częściach kraju, ale u nas są śpiewane na głosy – jedną zwrotkę kobiety, jedną mężczyźni – wyjaśnia Piotr Szafrański.
I w końcu Wielki Tydzień. W poniedziałek i wtorek niewiele się działo, podobnie jak w większości regionów w Polsce. W Wielką Środę obchodzono w okolicach Dobrzenia żurową środę. Wynoszono wtedy za wieś wszystkie niepotrzebne już po zimie przedmioty, jak stare miotły czy sienniki. A po zachodzie słońca robiło się wielkie ogniska i w nich paliło zbędne rzeczy.
Co robiło się w Wielki Czwartek i Piątek wg tradycji?
W Wielki Czwartek – liturgia o 19.00. Po „Chwała na wysokości Bogu” w czasie liturgii milkną dzwony i organy.
– U nas mówi się od dziesięcioleci, że „dzwony idą do Rzymu”. Od tego momentu dzwony i organy nie odzywają się aż do „Alleluja” w Niedzielę Wielkanocną. Zastępuje się je przez te trzy doby klekotkami, których używają ministranci – wyjaśnia twórca ludowy.
W Wielki Piątek z gałązek z palmy robiło się małe krzyżyki, nacinając i łącząc ze sobą pod kątem prostym. Z tymi krzyżykami gospodarz wychodził w pole i zatykał je w jego czterech narożnikach. Miały chronić przyszłe zbiory przed gradem i nawałnicami. Dziś ten dzień wciąż jest bardzo uroczyście obchodzony. Piotr wyjaśnia, że nie podejmuje się żadnych prac polowych, nie sprząta się w domu, nie grzebie się w ziemi. Nawet firmy prywatne – te, które mogą sobie na to pozwolić – nie pracują w Wielki Piątek. Zwłaszcza firmy związane z dekarstwem, z używaniem młotków oraz gwoździ i hałasem.
– Są jeszcze rodziny, które praktykują zwyczaj chodzenia do strumienia. Idzie się do płynącej wody w ciszy i modlitwie i obmywa w niej twarz i ręce. Bardzo ważne jest, żeby tej wody nie wycierać. Musi sama wyschnąć. Robiło się to przed wschodem słońca. A potem cały dzień jest postny. Post ścisły, czyli u nas posiłek tzw. do sytości to kartofle w mundurkach i śledź w śmietanie – wyjaśnia Piotr i dodaje, że ich teren jest charakterystyczny, bo obowiązują tam dwa wyznania: oprócz katolików sa też ewangelicy.
Czy dawniej można było sprzątać w Wielką Sobotę?
W Wielką Sobotę jeszcze się sprzątało, gotowało i przygotowywało kroszonki. Fioletową dla starego kawalera, niebieską dla chłopaków skaczących z kwiatka na kwiatek, żółtą na surowym jajku dla tego, który na pewno nie miał szans u dziewczyny, a brązową dla męża.
– Najważniejszym kolorem był czarny – na Śląsku to kolor godny. Taką kroszonkę dostawał ktoś ważny we wsi: ojciec, organista, proboszcz, lekarz lub nauczyciel.
Liturgia Wielkiej Soboty rozpoczynała świętowanie Zmartwychwstania. Zaczynała się o 19.00 i trwała dwie godziny. Rezurekcję odprawiano, jak jeszcze w niektórych miejscach dziś, o 6.00 rano w niedzielę.
– Nie obchodzono u nas – tak uroczyście jak się to teraz obchodzi – śniadania wielkanocnego. To był skromny wczesny posiłek. Uroczysty natomiast był obiad wielkanocny. Koniecznie z wołową roladą, kaczką, modrą kapustą i kluskami oraz kołoczem – mówi Piotr i dodaje, że śląski kołocz nigdy nie był kolisty. A dawniej piekło się go, nosząc blachy do piekarza.
Jak dawniej obchodzono Niedzielę Wielkanocną?
Niedziela Wielkanocna była zawsze dla rodziny. Dzieci do dziś szukają „zajączka”, czyli gniazd ze słodyczami. W niedzielę idzie się jeszcze na popołudniowe nieszpory wielkanocne. Rodzinę odwiedzało się w poniedziałek. Drugi dzień świąt upływał też pod znakiem wody. Od wschodu słońca do południa chłopcy przychodzili do dziewcząt oblewać je wodą. I wtedy otrzymywali stosowne kroszonki.
Karolina Kasperek
