Paweł Tomczak prowadzi gospodarstwo od około 30 lat, ale, jak podkreśla, z pracą przy zwierzętach związany był od dziecka. Początkowo w gospodarstwie utrzymywano lochy. Stado było niewielkie, liczyło około 30 macior, jednak brakowało zarówno siły roboczej, jak i stabilnych warunków zdrowotnych.
– Mieliśmy własne lochy, lecz z czasem pojawiły się problemy z rozrodem i organizacją pracy. Ojciec był już starszy, a przy produkcji loch trzeba stale pilnować porodów, krycia i prosiąt. Dlatego zrezygnowałem z macior i przeszedłem na tucz otwarty –
wyjaśnia rolnik.
Na początku produkcja obejmowała około 200 tuczników w jednym rzucie. Stopniowo liczba zwierząt wzrastała i obecnie gospodarstwo dysponuje około 650 stanowiskami dla świń. Dla Tomczaka przejście na tucz otwarty było sposobem na uproszczenie organizacji pracy. Warchlaki są kupowane od integratora, a gospodarstwo koncentru...
