Aktualnie gospodarz modernizuje także system karmienia i wymienia tubomaty na karmniki skrzynkoweDominika Stancelewska
StoryEditorZwierzęta

7 lat walczył o pozwolenie na chlewnię. Gdy je dostał, było już za późno

31.10.2026., 19:00h

Przez siedem lat Paweł Tomczak walczył o pozwolenie na budowę chlewni dla ponad tysiąca świń. Gdy w końcu uzyskał zgodę, rolnik musiał wstrzymać budowę. Dziś wraz z żoną Lidią prowadzi gospodarstwo w Krerowie, gdzie rocznie produkują około 2 tys. tuczników. Zamiast rozbudowy postawili na usprawnienie produkcji. Zrezygnowali z głębokiej ściółki na rzecz rusztów, zautomatyzowali karmienie i wykorzystują preparaty biologiczne do poprawy jakości gnojowicy. Jak te zmiany sprawdzają się w praktyce?

Paweł Tomczak prowadzi gospodarstwo od około 30 lat, ale, jak podkreśla, z pracą przy zwierzętach związany był od dziecka. Początkowo w gospodarstwie utrzymywano lochy. Stado było niewielkie, liczyło około 30 macior, jednak brakowało zarówno siły roboczej, jak i stabilnych warunków zdrowotnych.

– Mieliśmy własne lochy, lecz z czasem pojawiły się problemy z rozrodem i organizacją pracy. Ojciec był już starszy, a przy produkcji loch trzeba stale pilnować porodów, krycia i prosiąt. Dlatego zrezygnowałem z macior i przeszedłem na tucz otwarty –
wyjaśnia rolnik.

Na początku produkcja obejmowała około 200 tuczników w jednym rzucie. Stopniowo liczba zwierząt wzrastała i obecnie gospodarstwo dysponuje około 650 stanowiskami dla świń. Dla Tomczaka przejście na tucz otwarty było sposobem na uproszczenie organizacji pracy. Warchlaki są kupowane od integratora, a gospodarstwo koncentru...

Pozostało 91% tekstu
Dostęp do tego artykułu mają tylko Prenumeratorzy Tygodnika Poradnika Rolniczego.
Żeby przeczytać ten i inne artykuły Premium wykup dostęp.
Masz już prenumeratę? Zaloguj się
Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
31. październik 2026 19:02