Sezon jesienno-zimowy był trudny, ale zdaniem Marcina Kaczmarka, początek wiosny stawia inne, ale też trudne wyzwaniaArtur Kowalczyk
StoryEditorUprawa

Czekali na spadki, zostali bez nawozów. Rynek zaskoczył rolników

03.04.2026., 08:00h

Analiza sytuacji pogodowej na polach w uprawach po sezonie jesienno-zimowym, sytuacja cenowa na rynku nawozów oraz propozycje nawozowe to najważniejsze tematy ostatniej konferencji firmy Osadkowski sp. z o.o. w Jakubowicach na Opolszczyźnie.

Eksperci firmy po analizie wpływu zimy na kondycję ozimin podpowiadali rolnikom jak wejść w wiosenny sezon i zabezpieczyć rośliny przed stresami. To często bardzo trudne zadania i decyzje. A jak trudny był okres od jesiennych siewów po ruszenie wiosennej wegetacji mówił na konferencji Marcin Kaczmarek, dyrektor Działu Doradztwa i Rozwoju Osadkowski.

Sezon jesienno-zimowy z mrozem i śniegiem

Jesienią średnie temperatury, w październiku i w listopadzie nie rozpieszczały. Październik od 5 do 10 stopni, a w listopadzie na granicy wegetacyjnej w okolicach 5 stopni C. I to było widać na polach, bo wysiane oziminy niestety nie rozwijały się w takim tempie jak wcześniej. Październik czy listopad były miesiącami bardziej mokrymi w wieloleciu, co utrudnia wegetację, ale też siewy upraw ozimych, z dużym naciskiem na zboża. Nie ma oficjalnych liczb ile zbóż nie dosiano w okresie jesiennym ze względu na warunki panujące na polach. Szczególnie trudno było na cięższych glebach, więc tam ten problem jest bardziej widoczny i sięga nawet 30 procent, ale w skali kraju nie przekracza 10%. Na całej ścianie wschodniej były niskie temperatury i pokrywa śnieżna, w zasadzie od początku tego roku do końca lutego. Niejednokrotnie notowano tam kilkadziesiąt stopni na minusie, od minus 20 nawet do minus 30°C lokalnie przy gruncie, ale przy okrywie śnieżnej nie było to groźne dla przezimowania. Taki obraz trwał bardzo długo na ścianie wschodniej. Ostatnie śniegi zeszły z pojawieniem się wyższych temperatur dopiero w marcu – mówił Marcin Kaczmarek.

Nie było masowych wymarznięć rzepaku i zbóż

Ekspert wskazał na inne poza mrozem, liczne anomalie pogodowe wiosną. Choćby w regionie zachodniopomorskim, gdzie dały się mocno odczuć w uprawach marznące opady deszczu i na szczęście tylko na krótko stworzyły na powierzchni roślin, na liściach, warstwę centymetra lodu (na zbożach, na rzepaku). Na Dolnym Śląsku, teoretycznie biegunie ciepła, gdzie brakowało pokrywy śnieżnej pojawiły się suche, wysmalające wiatry z temperaturą minus 15 do 18°C. To spowodowało w wielu plantacjach ozimin poważne zagrożenie i obawę o konieczny przesiew. Na szczęście plantacje przetrwały i odsetek wymagających przesiewu jest raczej marginalny.

image
Sezon jesienno-zimowy był trudny, ale zdaniem Marcina Kaczmarka, początek wiosny stawia inne, ale też trudne wyzwania
FOTO: Artur Kowalczyk

– Zwracam uwagę na to, aby w decyzjach agrotechnicznych jesienią w rzepaku dążyć do tego, aby do spoczynku wegetacyjnego wytworzył rozetę z minimum 8 liśćmi, a najlepiej 10–12. Za tym idą oczywiście wysokie możliwości plonotwórcze, ale też odporność na warunki zimowe i stopień uszkodzeń mrozowych. Na polach było widać, że duża rozeta znacznie lepiej sobie poradziła. Małe rośliny, które miały 4–5 liści często nie przetrwały – podkreśla Marcin Kaczmarek. I dodaje: – W poprzednich latach było widać w okresie grudnia pełzającą wegetację, a w tym roku nie. Jeśli zboża wchodziły w okres zimowy na trzecim liściu, to w okresie połowy lutego a początkiem marca mieliśmy co najmniej już krzewienie i dalszy rozwój. A problem ostatnich dni to zastoiska wody na polach, która na szczęście poschodziła. Już pod koniec lutego, szczególnie w regionie południowo-zachodnim, gdzie temperatura gleby i powietrza też wzrosła najszybciej, pojawiły się chowacze łodygowe. Wielu rolników w pierwszych dniach marca musiało wykonać zabiegi zwalczania tych pierwszych wiosennych szkodników rzepaku. Zima nas uśpiła i nagle wiosna nabrała dynamiki.

Przejście w wiosennę z drożejącymi nawozami

Po wybudzeniu ozimin w wiosnę wchodziły pod dyktando pogody. Ten czas był dodatkowo obarczony turbulencjami ekonomicznymi, o czym opowiadał Tomasz Prusinowski, dyrektor Działu Nawozów Osadkowski Sp. z o.o.

image
Tomasz Prusinowski zwraca uwagę, iż obecna sytuacja przypomina czas wybuchu wojny na Ukrainie i zaczął się czas rynku sprzedających nawozy
FOTO: Artur Kowalczyk

– Dużo się dzieje. Wstrzymanie zamówień przez Grupę Azoty, wcześniej zrobiła to Yara – mówił w czasie konferencji w dniu 3 marca Tomasz Prusinowski. – Importerzy również wstrzymują się z przyjmowaniem zamówień. W pewnym sensie było to do przewidzenia. Ceny gazu dynamicznie rosną i na rynku jest napięcie. Co będzie dalej, zobaczymy. Jeżeli spojrzymy na notowania kursów walut, złotówka się osłabiła względem dolara i euro. To też mocno się przekłada na ceny nawozów. Jakby tego było mało, drożejąca ropa, koszty frachtu, koszty transportu. I w zasadzie mamy kumulację. Wcześniej, w drugiej połowie poprzedniego roku i na początku tego, było pewne wyciszenie w zakupach, bo klienci czekali, że być może te ceny nie wytrzymają, gdyż są wysokie, że będzie taniej. Ale w tym sezonie na rynku jest mniej nawozów w sieci dystrybucji niż bywało. Np. Copa/Cogeca informuje, że jest ok. 45–50 procent nawozów w dystrybucji europejskiej w porównaniu do potrzeb na bieżący sezon. Przy podobnym zaopatrzeniu polskiego rynku oznacza prawdopodobny wzrost cen nawozów.

Chwilowa niepewność na rynku nawozów

Zapanowała po tym jak Grupa Azoty ogłosiła, że wstrzymuje sprzedaż. I choć po kilku dniach spółka zapowiedziała powrót do sprzedaży, rolnicy są zaniepokojeni. Zdaniem eksperta, rynek dosyć nerwowo zaczął poszukiwać nawozów i śledził reakcję największego dostawcy – Grupy Azoty, od którego w dużym stopniu zależy, co będzie się działo z cenami dalej. Na początku marca rynek grał na zwyżkę cen. Zaś rolnicy, którzy od jesieni czekali na obniżki, dziś są bardzo rozczarowani.

– Bywało tak, że w marcu ceny nawozów spadały. Dziś prawdopodobnie będzie to sytuacja diametralnie odwrotna. Mamy rynek sprzedającego. Pewnie nie będzie to trwało długo, ale dziś jest tak. Nie wiadomo ile nawozów jest sprzedanych z zapasów, a ile jest zapasów – analizuje Tomasz Prusinowski.

Na początku marca na rynku wstrzymano w wielu miejscach sprzedaż saletry, bo nie było zapewnionych dostaw. Jak informował ekspert, w oddziałach firmy Osadkowski utrzymywana była sprzedaż nawozów ze stanów magazynowych. Tomasz Prusinowski widzi w obecnej sytuacji dużą analogię do okresu początku wojny na Ukrainie, kiedy napięcia rynkowe wywoływały zachowania spekulacyjne. Niestety, teraz zbiega się to ze szczególnym momentem agrotechnicznym i koniecznością wiosennego nawożenia ozimin i nawożenia przedsiewnego roślin jarych. Wielu rolników zwlekało z zakupami nawozów licząc, że jakaś obniżka zrekompensuje im niskie ceny płodów rolnych. A teraz tych czekających jest sporo, a towaru na rynku jest mało. Mamy sytuację, kiedy ci, którzy mają nawozy, chcą zwyczajnie jak najwięcej na nich zarobić.

– Światełkiem w tunelu cenowym jest fakt, że Grupa Azoty nie wstrzymała produkcji – zaznaczył Tomasz Prusinowski.

Artur Kowalczyk

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
03. kwiecień 2026 09:22