Podczas jubileuszu stulecia rasy puławskiej na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie uhonorowano liczne grono hodowcówBłażej Szczepański
StoryEditorZwierzęta

Ta polska rasa świń była o krok od wyginięcia. Dziś rolnicy dostają za nią o 15 proc. więcej

21.07.2026., 15:00h

Sto lat temu w Borowinie pod Puławami rozpoczęto prace hodowlane, które dały początek świni puławskiej. Rasa przetrwała dzięki determinacji naukowców i hodowców. Jej kolejne sto lat zależeć będzie przede wszystkim od zainteresowania konsumentów wysokiej jakości wieprzowiną.

Jubileuszowa konferencja zorganizowana na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie we współpracy z Polskim Związkiem Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej „POLSUS” oraz Instytutem Zootechniki w Krakowie stała się okazją nie tylko do przypomnienia historii świni puławskiej, ale także do podsumowania efektów programu ochrony zasobów genetycznych i osiągnięć hodowlanych, a także odpowiedzi na pytanie, jaką rolę świnia puławska może odegrać w kolejnych dekadach.

Już podczas otwarcia wydarzenia mocno wybrzmiało, że stulecie rasy nie byłoby możliwe bez połączenia pracy, nauki i praktyki. Mówiono o profesorach, którzy ratowali rasę w najtrudniejszych momentach, ale też o hodowcach, którzy utrzymali ją w gospodarstwach wtedy, gdy zainteresowanie puławską gwałtownie malało. Szczególnie podkreślano rolę dr. Zbigniewa Bajdy, którego wielokrotnie wskazywano jako jednego z najważniejszych ludzi związanych z odbudową i utrzymaniem hodowli tej rasy w polskich gospodarstwach.

image
Podczas jubileuszu stulecia rasy puławskiej na Uniwersytecie Przyrodniczym w Lublinie uhonorowano liczne grono hodowców
FOTO: Błażej Szczepański

– Gdyby nie hodowcy i producenci oraz ludzie, którzy w krytycznych momentach nie odpuś­cili, tej rasy mogłoby dziś po prostu nie być – podkreślał prof. Marek Babicz podczas otwarcia konferencji.

Przedstawiciele uczelni, Instytutu Zootechniki, KOWR oraz POLSUS zgodnie podkreślali, że świnia puławska ma dziś znaczenie nie tylko historyczne i hodowlane, ale również strategiczne. W realiach zmian klimatycznych, presji chorób i rosnących wymagań konsumentów rodzime rasy mogą stanowić ważny element bezpieczeństwa żywnościowego i zachowania zasobów genetycznych. Zwracano uwagę, że w sytuacji globalnych napięć geopolitycznych i silnej koncentracji produkcji zwierzęcej każda utrzymana populacja rodzima staje się dodatkowym zabezpieczeniem krajowego potencjału hodowlanego.

Rasa ocalona przez hodowców świń

Najobszerniejszy rys historyczny przedstawił dr Zbigniew Bajda, który przypomniał, że początki rasy wiążą się ze wsią Gołąb i pracami prowadzonymi w Borowinie przez prof. prof. Romana Prawocheńskiego i Zdzisława Zabielskiego. To właśnie tam rozpoczęto pracę hodowlaną. Jak zaznaczał, pierwotna populacja wywodziła się z około 30 loszek i kilku knurków „łaciatych”, które po zakupie umieszczono w zakładzie doświadczalnym.

image
Statuetki dla osób szczególnie zaangażowanych w odbudowę i utrzymanie hodowli rasy puławskiej w ostatnich dekadach
FOTO: Błażej Szczepański

W wystąpieniu dużo miejsca poświęcono rozwojowi hodowli w kolejnych dekadach i roli takich ośrodków, jak Końskowola. Bajda pokazał, jak licznie rasa była kiedyś obecna w terenie i jak bardzo zmieniła się struktura hodowli.

– Jeszcze w 1978 roku na Lubel­szczyźnie funkcjonowały dziesiątki stad, a przez system ewidencyjny przewinęły się setki gospodarstw. Sama numeracja stad dobrze pokazuje skalę zmian: od numeru 1 nadanego w 1978 roku do numerów zbliżających się dziś do 990 – mówił dr Bajda.

Kluczowa część wystąpienia dotyczyła jednak kryzysu lat 90. Doktor Bajda przypomniał, że w lutym 1997 roku u zaledwie siedmiu hodowców pozostawało już tylko 38 loch i 9 knurów. To był moment graniczny, który wymagał szybkiej „reanimacji” rasy. Mówił o odbudowie populacji, o organizacji stad zachowawczych oraz o tworzeniu pierwszego programu ochrony zasobów genetycznych. Gdy 1 lipca 1997 roku ruszał program, w 12 chlewniach utrzymywano zaledwie 86 loch i 10 knurów. W wykładzie padła też informacja o zabezpieczeniu materiału biologicznego. W ramach programu ex situ zgromadzono 353 zarodki świń puławskich, co stanowi dodatkową formę ochrony zasobów genetycznych.

Od 38 loch po sieć handlową

Doktor Bajda zwracał uwagę, że jeszcze w 2000 roku jedynie 19% tusz świń puławskich mieściło się w klasach E i U, a pozostałe trafiały do klas niższych. W ostatnich latach sytuacja zmieniła się zasadniczo i obecnie około 90% tusz kwalifikowanych jest do klas E i U, a jedynie około 10% do klas R i O. To pokazuje, jak dużą pracę hodowlaną wykonano bez utraty tożsamości rasy. Zbigniew Bajda przedstawił też rozwój współpracy handlowej z siecią Auchan.

– W 2010 roku do sprzedaży trafiło zaledwie 371 tuczników puławskich, podczas gdy w 2025 roku było to już 11 060 sztuk. To pokazuje, że konsument i handel dostrzegły wartość tego mięsa – podkreślał Bajda.

image
– Na 28 lutego 1997 roku zostało tylko 38 loch i 9 knurów u siedmiu hodowców. To był moment, w którym trzeba było ratować rasę praktycznie od podstaw – wskazywał
dr Zbigniew Bajda
FOTO: Błażej Szczepański

W jego ocenie to dowód na ros­nące uznanie rynku dla jakości mięsa tej rasy. Przypominał, że rozpoczęcie współpracy wymagało przygotowania precyzyjnych zaleceń żywieniowych i udokumentowania całego systemu produkcji. Jednak dzięki sprzedaży do sieci Auchan producenci rasy puławskiej uzyskują ceny wyższe o około 15% niż rynkowe. Wyższa cena w skupie i dofinansowania pozwalają im funkcjonować na trudnym rynku trzody chlewnej.

Profesor Magdalena Szyndler-Nędza przypomniała, że rasa puławska została objęta programem ochrony zasobów genetycznych świń ras rodzimych w 1997 roku. Celem było nie tylko zwiększenie liczebności populacji, ale również zachowanie jej odrębności genetycznej, zmienności wewnątrzrasowej oraz specyficznych cech użytkowych. Prelegentka przedstawiła zmiany liczebności populacji w latach 2008–2026.

– Obecnie rasa puławska liczy około 2600 loch w 87 stadach. To czyni ją najliczniejszą spośród polskich ras rodzimych świń. Jednak sama liczba zwierząt nie przesądza jeszcze o pełnym bezpieczeństwie populacji. Rasa puławska jest dziś liczebnie stabilna, ale nadal pozostaje wrażliwa na zmiany struktury populacji – podkreślała prof. Szyndler-Nędza.

Liczebność populacji mocno reagowała na poziom wsparcia finansowego. Wraz ze wzrostem stawek dopłat rosła liczba loch, natomiast w momentach niepewności i utrudnień administracyjnych pojawiały się spadki. Przypomniała, że najpierw funkcjonowała stawka 500 zł do lochy, następnie 570 zł, później 1140 zł, a obecnie 1335 zł do lochy. Od 2023 roku wprowadzono również płatność do knura, co dodatkowo wzmacnia ekonomiczne podstawy utrzymywania stad zachowawczych.

image
Profesor Magdalena Szyndler-Nędza opowiadała o realizacji programów ochrony zasobów genetycznych świń ras rodzimych
FOTO: Błażej Szczepański

Jakość mięsa zamiast maksymalnej mięsności tuczników

Rasa puławska, podobnie jak pozostałe rasy rodzime, nie jest w stanie konkurować z hybrydami i rasami wysokoprodukcyjnymi w zakresie przyrostów i mięsności. W przypadku użytkowości tucznej puławska uzyskuje około 543–600 g przyrostu dziennego, podczas gdy rasy intensywnie selekcjonowane osiągają znacznie wyższe wyniki – mówiła profesor.

Przypomniała, że mięso puławskie ma ciemniejszą barwę, większą zawartość tłuszczu śródmięśniowego, mniejszy wyciek i lepsze parametry tekstury niż mięso ras białych.

Profesor Babicz podkreślał, że o przewadze rasy decyduje nie maksymalna mięsność, lecz odpowiednia zawartość tłuszczu śródmięśniowego i korzystna struktura włókien mięśniowych. Jak wyjaśniał, to właśnie tłuszcz śródmięśniowy na poziomie około 2–3% oraz zawartość kolagenu do około 1% sprawiają, że mięso puławskie pozostaje kruche i soczyste po obróbce cieplnej. Dla porównania, u współczes­nych ras i mieszańców silnie selekcjonowanych w kierunku mięsności zawartość tłuszczu śródmięśniowego często spada do około 1–1,5%, co poprawia udział mięsa w tuszy, ale może pogarszać walory
kulinarne.

– Mięso ze świni puławskiej jest smaczne, kruche i soczyste. To efekt nie tylko tradycji hodowlanej, ale konkretnych parametrów jakościowych, których nie da się zastąpić samą wysoką mięsnością – podkreślał prof. Babicz.

image
Jak podkreślał prof. Marek Babicz (z prawej), rasa puławska wielokrotnie znajdowała się na granicy zaniku, ale za każdym razem pojawiali się ludzie, którzy podejmowali wysiłek jej ratowania. Po lewej dr Milena Jaremek
FOTO: Błażej Szczepański

Przyszłość rasy puławskiej zależy od konsumentów

Doktor Anna Hammermeister przypomniała, że POLSUS od 26 lat prowadzi księgi hodowlane rasy puławskiej, a od prawie 25 lat ocenę wartości użytkowej.

– W porównaniu z 1996 rokiem liczebność rasy puławskiej wzrosła trzynastokrotnie. Obecnie zwierzęta tej rasy stanowią 47% krajowego pogłowia świń ras rodzimych objętych hodowlą – mówiła prelegentka. – Program hodowlany dla rasy puławskiej nie służy intensywnemu doskonaleniu, lecz zachowaniu puli genetycznej i właściwego genotypu. Tego nie można porównywać z selekcją prowadzoną w rasach wysokoprodukcyjnych – zaznaczała Anna Hammermeister.

Rasa puławska jest dziś populacją stabilną, lecz wciąż wymagającą czujności hodowlanej i dalszej promocji jakości mięsa. Jej największym atutem pozostają cechy, których nie da się szybko odtworzyć w programach intensywnej selekcji: odporność, zdolności adaptacyjne, dobra jakość mięsa i silny związek z polską tradycją hodowlaną.

Świnia puławska nie może pozostać wyłącznie symbolem ochrony zasobów genetycznych. Jeśli ma przetrwać kolejne 100 lat, musi nadal znajdować miejsce w gospodarstwach, w przetwórstwie i na talerzu konsumenta.

– Skoro wieprzowina nadal pozostaje ważnym elementem diety, tym bardziej należy stawiać na surowiec najwyższej jakości – mówił prof. Marek Babicz.

Błażej Szczepański

Warsaw
wi_00
mon
wi_00
tue
wi_00
wed
wi_00
thu
wi_00
fri
wi_00
21. lipiec 2026 15:02